„Rodzina Penderwicków” – recenzja książki

Ta książka bardzo mnie zaskoczyła. Nie spodziewałem się, że dzieło wyróżnione prestiżową amerykańską National Book Award okaże się pospolitym czytadłem dla dorastających dziewcząt, w dodatku przesłodzonym i mdłym jak tania woda kwiatowa. Autorce udało się uniknąć wszelkiej oryginalności, zarówno w warstwie fabularnej, jak i językowej. Książka powiela ograne motywy i schematy, nie dodając do nich niczego nowego, świeżego, zaskakującego. W efekcie wakacyjna przygoda czterech sióstr (oczywiście półsierot), ich taty (oczywiście roztargnionego naukowca) i psa (oczywiście kudłatego i kochanego) – zamiast wciągać i frapować – najzwyczajniej nudzi.

Amerykanie próbują porównywać Rodzinę Penderwicków do Dzieci z Bullerbyn, ale analogia jest mocno nietrafiona. O ile bowiem książka Lindgren to wnikliwa, serdeczna i zabawna obserwacja pewnego (nie istniejącego już) świata umiejscowionego w jasno zarysowanym czasie i miejscu, o tyle książka Birdsall stanowi próbę sztucznego wykreowania takiego świata wbrew rzeczywistości (społecznej, artystycznej i każdej innej), która zmieniła się od roku 1947 (pierwsza publikacja Dzieci z Bullerbyn) bardziej niż bardzo. Nostalgia za doskonałym światem przeszłości z pewnością nie usprawiedliwia tak dosłownego, bezrefleksyjnego i w gruncie rzeczy niepotrzebnego wywoływania starych klisz. Czytelnik więcej zyska sięgając po oldskulowe powieści Frances Burnett czy Eleanor Porter – przynajmniej to oryginały i jest w nich jakaś prawda o czasach, w których powstały. Rodzina Penderwicków zaś to twór plastikowy, nieautentyczny, pozbawiony czaru i siły uwodzenia. Równie dobrze mógłby tę powieść napisać program komputerowy, jakiś mądry software aranżujący słowa według zadanego algorytmu w celu stworzenia produktu idealnie zaspokajającego oczekiwania panów od marketingu.

Co powiedziawszy należy się spodziewać, że już wkrótce na kanwie Rodziny Penderwicków powstanie grzeczny i schludny film familijny, który za jakiś czas znajdę w dodatku do „Pani domu” lub „Życia na gorąco” i może nawet raz obejrzę, żeby sprawdzić, kto zagra błękitnooką Skye, a kto dobrodusznego Cagneya. I tyle będzie z tego czytadła pożytku, bo wieczory spędzone na jego lekturze zapisuję zdecydowanie po stronie strat.

Rafał Witek

Jeanne Birdsall
Rodzina Penderwicków
Nasza Księgarnia, 2007

(Data publikacji: 2008-10-21)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz