Chór kołysarzy nad kołyską z Pleciugi – rozmowa z Anią Brodą

O tym, dlaczego muzyka tradycyjna jest niewyczerpanym źródłem inspiracji, czym jest biały głos i dlaczego dzieci uwielbiają kołysanki rozmawiamy z Anią Brodą – muzykiem, śpiewaczką, kompozytorką, autorką tekstów. Artystka prowadzi warsztaty kołysanek dla rodziców oraz pracuje nad płytą z piosenkami dla dzieci „A ja nie chcę spać”, która ukaże się pod patronatem Qlturki.

Zuzanna Matyjek: Kołysanki to dla ciebie nic nowego, ale chyba do tej pory nie uczyłaś chóralnego śpiewania kołysanek. Czy to wyzwanie, czy może śpiewa się je podobnie, jak inne pieśni?

Ania Broda: Podczas warsztatów po raz pierwszy uczyłam blisko 30-osobową grupę śpiewania kołysanek. Z tymi utworami nie jest łatwo pracować zespołowo. W ich charakterze leży, że wykonuje się je w sytuacji indywidualnego kontaktu. Kołysanek nie śpiewa się tak, jak w zespole czy w chórze. Dlatego zdziwiłam się, gdy dzieci, które przyszły na warsztaty z rodzicami, zaczęły usypiać.
Podczas warsztatów starałam się stworzyć taką atmosferę, żeby uczestnicy mogli poczuć wszystko to, co jest związane z kołysankami – nastrój wieczornego wyciszenia, spokoju, intymności i kontaktu „jeden na jeden”. Na potrzeby warsztatów stworzyliśmy grupę, którą nazwałam „chórem kołysarzy”. Przebudowałam muzyczną formę naszej kołysanki tak, żeby wszyscy mogli wziąć udział w tej pracy, ale też by była to wewnętrzna zabawa. Kołysanki powinny bawić osoby, które je wykonują – wtedy efekt jest lepszy. Nie da się ich „odbębnić”. Zaangażowanie emocjonalne osób śpiewających jest bardzo ważne. Dlatego stworzyłam różne linie melodyczne, podzieliłam „kołysarzy” na mniejsze grupy i w ten sposób powstała bardzo specyficzna, nowa forma kołysanki, którą wykonywaliśmy jak orkiestra – na kilka głosów. Sprawę ułatwiło to, że mieliśmy w grupie kilku mężczyzn. Tym lepiej sprawdził się pomysł śpiewania np. w dwugłosie, bo oboje rodzice mogli śpiewać jedną kołysankę, ale każde z nich miało w niej swoją partię.

ZM: Śpiewaliście tradycyjne kołysanki, czy uwspółcześnione?

AB: Nowe kołysanki, które ja piszę, mają zupełnie inną warstwę literacką niż te tradycyjne, w których tematy bardzo często się powtarzają i są specyficzne, bardzo szczere, czasem aż do bólu. Tradycyjne kołysanki mówią np. o tym, żeby dziecko poszło już spać, bo rodzice muszą wcześnie wstać do pracy. Albo np. „uśnij mi uśnij/ albo mi urośnij/ przydasz mi się przydasz/ w pole wołki wygnasz”. Czyli kołysanka wprost mówi o tym, w jakiej roli rodzice widzą swoje dziecko w przyszłości. Tradycyjne kołysanki zwykle nawiązują do tego, co dziecku i rodzicowi najbliższe, do codzienności, życia domowego. Są odzwierciedleniem sytuacji, sposobu życia, charakteru środowiska, z którego pochodzi rodzina. Podczas warsztatów ułożyliśmy własną kołysankę, nawiązującą do sytuacji i do miejsca, w którym byliśmy:

Lulajże mi lulaj
w kołysce z Pleciugi
a jak mi już uśniesz
sen twój będzie długi

oj kołysz mi się kołysz
w kołysce z Ikei
a niech ci sen syneczku
dobrze oczka sklei

uśnijże mi uśnij
w kolebce ze słońca
gwiazdki ci śpiewają
księżyc w struny trąca

ZM: Czyli kołysanki mogą powstawać w każdej chwili, nie wymagają nadzwyczajnych pomysłów na teksty?

AB: Na warsztatach chciałam zachęcić rodziców do układania własnych kołysanek. Bez osobistego doświadczenia osoby wymyślającej tekst, kołysanka nie nabierze indywidualnego charakteru. W kołysance zawarta jest specyficzna relacja rodzica i dziecka, to takie dobre zaklęcie na szczęśliwy sen. Chciałam, żeby tradycyjne kołysanki stały się inspiracją do tworzenia własnych tekstów i melodii. Te teksty mogą być śmieszne, adekwatne do sytuacji i nastroju – mogą mówić o kaszelku, o wydarzeniach danego dnia. Teksty z kołysanek tradycyjnych nie są już naszymi tekstami, bo mało kto dziś wołki w pole wygania czy pasie gąski. Dziś mamy przedszkola, zabawę przy komputerze, kino, loty samolotem. I o tym też można śpiewać i te treści będą dziecku bliższe.

ZM: Dlaczego tak mocno zainteresowały cię właśnie kołysanki, a nie np. pieśni kozackie?

AB: Muzyka towarzyszy mi przez całe życie. Pracując od wielu lat w tym zawodzie, wciąż szukam nowych tekstów, źródeł inspiracji – takich jak zbiory etnografa Oskara Kolberga, poznaję pieśni tradycyjne, obrzędowe. Podczas tych poszukiwań często trafiałam na kołysanki, notowałam je sobie gdzieś na boku, ale jeszcze wtedy, przed laty, nie rozbudziły u mnie wielkiej ciekawości. Chyba ze względu na specyficzną warstwę literacką, na to, że mówiły o pracy, ciężkiej roli matki, i często instrumentalnie traktowały dziecko. To nie są teksty o łagodności, cierpliwości, tylko o poświęceniu i trudnym losie kobiety, o tym, jak to jest być mamą i jeszcze mieć robotę do wykonania.
Do tych tekstów wróciłam dopiero wtedy, gdy sama napisałam kilka kołysanek i zaczęłam śpiewać je moim dzieciom. Odszukałam wtedy w szufladzie czy za szafą, te zebrane przez lata tradycyjne kołysanki, wybrałam te, które mi się spodobały. Czytając dzieciom książki z wierszami, zauważyłam, że wiele z nich może stać się kołysankami. Dzieci same zaczęły mnie prosić, żeby z niektórych zrobić kołysanki. Teraz, gdy patrzę na swoje kołysanki i na te tradycyjne, to okazuje się, że choć bardzo chciałam je napisać po swojemu, to jestem bardzo blisko źródła, bo inspiracją dla mnie zawsze była i będzie polska muzyka tradycyjna, taka, którą wykonuję w Kapeli Brodów. Okazało się, że te nowe kołysanki, mimo że są moje i współczesne, i tak są podobne do tradycyjnych. To źródło wciąż mocno bije i jest tak prawdziwe, że nawet gdy tworzę coś nowego, nie jestem w stanie się od niego oderwać.

ZM: Kultura tradycyjna, niektórzy mówią „ludowa”, nie jest dziś szczególnie modna. Co ciebie w niej pociąga?

AB: Nie lubię określenia „kultura ludowa”, bo w Polsce kojarzy się ono pejoratywnie – z komuną, socrealem. Wolę określenie „tradycyjna”, bo to słowo wskazuje na źródło, na nasze korzenie. W muzyce tradycyjnej mówi się „co wieś to inna pieśń”. I to prawda – bogactwo ornamentów, wariantów, rytmów dotyczy tak samo muzyki instrumentalnej, jak wokalnej. Chcę też pokazać, że kultura tradycyjna, choć w warstwie treści nie przystaje do rzeczywistości, jest bardzo twórcza jako rzemiosło. Dziś prawie zaginęła modna i powszechna kiedyś sztuka układania wierszyków na różne okazje. Kiedyś to było nagminne, wszyscy układali wierszyki. Były nawet określone osoby w środowiskach, które miały taką funkcję – w ten sposób tworzyło się tę tradycyjną muzykę i tekst, których ja teraz poszukuję i staram się archiwizować w swojej twórczości i pracy. Myślę, że ludzie przychodzą na moje warsztaty nie tylko po to, by nauczyć się kołysanki, którą będą mogli zaśpiewać dziecku. Ale też dlatego, by poczuć nutkę nostalgii, odtworzyć obrazy z dzieciństwa, kiedy to im mama czy babcia śpiewały kołysanki. To również zachęta, by szukać inspiracji wokół siebie, niekoniecznie wykonywać jedynie to, czego nauczyła nas jakaś pani na warsztatach, ale też szukać tych skarbów wokół siebie. Ja staram się inspirować swoje dzieci do tego, by tworzyły wiersze. Ostatnio np. na Dzień Babci wymyśliły i wysłały babci wierszyk. I nie ma znaczenia, że ten wierszyk wysyłany został SMS-em. Nieważne, na jakim jest poziomie, ważne, że był napisany od siebie, był autentyczny.

ZM: Pamiętam, że mama śpiewała mi kołysanki, gdy byłam mała. Bardzo przy tym fałszowała, ale zupełnie mi to wtedy nie przeszkadzało. Nawet nie byłam tego świadoma. Dzieciom zależy przecież na czymś innym, niż poprawnym wyśpiewaniu właściwych dźwięków kołysanki?

AB: Nie ma znaczenia, czy rodzic ma dobry głos, czy nie, czy ma słuch, czy nie. Śpiewanie kołysanek ma zupełnie inny sens – to stworzenie intymnego, bardzo bliskiego kontaktu emocjonalnego z dzieckiem, przekazanie mu nastroju spokoju i miłości, który jest dla dziecka bardzo ważny. No i oczywiście – czasu. Bo choć kołysanki potrafią być czasem energiczne, to jednak wymagają spokojnego poświęcenia czasu. Dziecko natychmiast wyczuje, czy robisz to z pośpiechem, czy za 30 sekund chcesz wyjść i zająć się swoimi sprawami, czy też darowujesz mu swój czas i zgadzasz się, by ta chwila trwała, a nie była liczona z zegarkiem w ręku.

ZM: Jak się wydobywa głos z ludzi, którzy na co dzień nie śpiewają?

AB: Jest wiele sposobów technicznych, ale i psychologicznych. Zajęcia, które prowadzę, rozbudzają naturalną muzykalność, ćwiczą pamięć melodii, uczą dyscypliny oddechu i rytmu, kształtują wyobraźnię dźwiękową. Najważniejsza powinna być jednak przyjemność płynąca z nauki śpiewu. Ale także łagodne rozwiązywanie napięć i złych nawyków głosowych. Intensywność, otwieranie i strojenie głosu. Praktyka śpiewania i słuchania w czasie wspólnego wykonywania pieśni i przełamywanie nieśmiałości w śpiewie solowym. Nie jestem zwolenniczką uczenia wszystkich śpiewania takim samym głosem. Na warsztatach starałam się pomóc uczestnikom odnaleźć i wydobyć własny, autentyczny głos, odkryć jego możliwości. Żeby otworzyć człowieka do śpiewania, trzeba zdobyć jego zaufanie – to podstawa w każdej sztuce. Mało używamy swojego głosu, nie znamy go. To sprawa psychologicznego podejścia. Człowiek najpierw musi usłyszeć swój głos na tle innych głosów, by po jakimś czasie zaczął śpiewać sam – wtedy gdy poczuje, że już jest gotowy, aby zaśpiewać choćby jeden wers.

ZM: Śpiewasz tzw. białym głosem. Co to właściwie znaczy?

AB: Moje doświadczenia z kształtowaniem głosu mają kilkunastoletnią historię. Uczyłam się śpiewu operowego i podstaw emisji klasycznej. Przeżyłam przygodę z wokalistyką jazzową. Dość szybko zdałam sobie jednak sprawę, że najbardziej interesuje mnie indywidualna ścieżka wokalna, ciekawa barwa, brzmienie głosu i interpretacja pieśni. W końcu odkryłam niezwykłe możliwości, jakie daje technika białego głosu. Najlepsze wyjaśnienie techniki śpiewu białego jest takie, że jest to głos naturalny, zbliżony do mowy ludzkiej, ale posiadający wszystkie cechy właściwe kształconemu śpiewowi, tzn. użycie rezonatorów, wzmocnienie głosu, dodawanie barwy, dynamiki. Charakterystyczna jest tu specyficzna skala dźwięków. Ta skala powoduje, że głos brzmi niecodziennie, trudno powiedzieć, czy stroi, czy nie stroi np. do instrumentu takiego jak fortepian. Głos, podobnie jak każdy instrument strunowy, ma tzw. strój nietemperowany, można z niego wydobyć więcej dźwięków niż w stroju temperowanym, czyli w skali ośmiostopniowej plus półtony, gdzie odległości między dźwiękami są stałe i niezmienne. Skala głosu białego jest znacznie bogatsza, niż w śpiewie operowym czy rozrywkowym. Przez to taki głos jest bardzo charakterystyczny.

Ania Broda

Ania Broda na co dzień jest muzykiem Kapeli Brodów, w której śpiewa i gra na cymbałach. Od kilku lat wieczorami namiętnie wymyśla piosenki dla dzieci, kołysanki i inne miniatury muzyczne. Inspiracją jest dla niej piękna poezja dziecięca, a szczególnie ta nieobliczalna i zagadkowa, w której dźwięczą słowa. W muzyce szuka nastrojów, kolorów, wzruszeń, tajemnic i nieprawdopodobnych historii, poruszających delikatne struny wyobraźni. Z Kapelą Brodów nagrała kilka płyt, współpracuje z Programem II Polskiego Radia, Państwowym Teatrem im. H. Modrzejewskiej w Legnicy, nagrywała dla telewizji, występowała na wielu festiwalach w kraju i za granicą, prowadzi warsztaty śpiewu, wykonuje partie wokalne w multimedialnym widowisku „Pamiętam. Katyń 1940″ L.U.C-a, czyli Łukasza Rostkowskiego na zamówienie Narodowego Centrum Kultury. Prowadzi warsztaty kołysanek dla rodziców. Przygotowuje pierwszą solową płytę z kołysankami dla dzieci „A ja nie chcę spać”.

(Dodano: 2011-02-20)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz