18 milionów uchodźców – rozmowa z Ewą Piotrowską

„Zauważyłam, że w moich rozmówcach pozostała potrzeba zachowania Polski w sobie – kontynuowania polskiej tradycji i kultury, zachowania polskiego języka, a nawet wystroju wnętrza” – mówi Ewa Piotrowska, reżyserka spektaklu „Jeśli nie powiesz, kto będzie wiedział?” w rozmowie z Justyną Czarnotą.

Justyna Czarnota: Niezbyt to typowe połączenie: Polska i Meksyk. W jaki sposób zrodziła się współpraca Baja i INBA?

Ewa Piotrowska: Z propozycją zrealizowania polsko-meksykańskiego projektu zwróciła się do mnie szefowa Narodowego Instytutu Sztuk Pięknych w Meksyku (INBA) – Marisa Gimenez Cacho. Zaproponowała mi wyreżyserowanie spektaklu, który łączyłby dwa kraje – Polskę i Meksyk – i grany byłby równocześnie w tych dwóch krajach. Marisa do współpracy zaprosiła także Edytę Rzewuską – polską scenografką mieszkającą na stałe w Meksyku. Z Edytą zaczęłyśmy od szukania tematu, który by nas interesował, ale też łączyłby oba kraje. Któregoś dnia ona zadzwoniła do mnie i rzuciła hasło: „dzieci z Santa Rosa”. Od razu wiedziałam, że to świetny pomysł. Historia dotyczy wysiedleń Polaków na Syberię podczas II wojny światowej i amnestii z roku 1942. Mało kto pamięta, że za mężczyzn, wcielonych w szeregi armii generała Andersa, wolność odzyskiwały kobiety i dzieci. Tysiące uwolnionych w ten sposób kobiet i dzieci ruszyło na południe. Przez Persję dotarli do Indii, dziesiątkowani przez epidemie tyfusu i inne choroby. Tam dowiedzieli się, że trzy kraje zadeklarowały, że ich przyjmą: Kenia, Nowa Zelandia i Meksyk. Do Colonii Santa Rosa w środkowym Meksyku trafiło ostatecznie 1500 osób, głównie dzieci. Zorganizowano im tam coś na kształt normalnego życia, choć za ogrodzeniem – mieli pod dostatkiem jedzenia, ubrań, uruchomiono szkoły. Ciekawostką jest, że wszystko było finansowane zgodnie z umową przez Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej rządu polskiego, Kongres Polonii Amerykańskiej oraz katolickie organizacje dobroczynne. Istnieje podejrzenie, że Meksykanie, którzy wtedy cierpieli wielki głód, wcale nie przyjęli uchodźców z zachwytem, choć sami nigdy by się do tego nie przyznali, to bardzo nie w ich stylu.

Teatr Baj

Co stało się po wojnie?

Uchodźcy nie mogli wrócić do Polski, bo ta była już praktycznie pod władzą Stalina, przed którym uciekali. Dużo osób wyjechało do USA, część młodych dziewczyn wyszła za mąż za Meksykanów. W styczniu tego roku pojechałam do Meksyku, by poznać ludzi, którzy przeżyli tę wędrówkę. Pracowałam z autorką Bertą Hiriart oraz scenografką Edytą Rzewuską. Spotykałyśmy się z wieloma osobami. Rozmowy z uchodźcami uświadomiły mi wiele rzeczy.

Na przykład?

Na przykład to, jak działa ich pamięć. Nikt z nich nie wspominał żołnierzy, działań wojennych, większość opowieści koncentrowała się na codzienności. Ludzie opowiadali mi na przykład o tym, że zmorą syberyjskich lasów były plagi komarów. Aby uniknąć bólu od pogryzień, codziennie rano smarowali się smołą, a wieczorem zmywali ją z siebie benzyną. Wspominali, że wtedy karmili się wszystkim, co udało im się znaleźć. A śmierć stała się dla nich częścią codzienności. Każdego dnia musieli grzebać zwłoki tych, którzy nie byli tak silni, by przeżyć.

Zauważyłam, że w moich rozmówcach pozostała potrzeba zachowania Polski w sobie – kontynuowania polskiej tradycji i kultury, zachowania polskiego języka, a nawet wystroju wnętrza. U pani Franciszki na stole stała waza ze sztucznymi owocami, co w Meksyku jest kuriozalne, bo przecież nie ma problemu z dostępnością świeżych owoców. Od niej właśnie dostałam obraz z Chrystusem. To też jest przecież bardzo polskie – przekazywanie sobie pamiątek religijnych. Zdarzało mi się słuchać długich monologów młodych ludzi, potomków dzieci z Santa Rosa, którzy opowiadali, jak bardzo kochają Polskę, choć nigdy w niej nie byli. Poznałam też dziewczynę, która miała na imię Warszawa!

A czyjaś historia szczególnie Cię poruszyła?

Największe wrażenie zrobiła na mnie pani Barbara, słynna malarka, której prace były wystawiane również w Polsce. Wydaje mi się, że zamroziła w sobie na zawsze tę historię, miała bardzo charakterystyczny sposób narracji – jakby opowiadała film, a nie swoje życie. Nie chciała wspominać Syberii, za to pięknie mówiła o Persji i Indiach. Jej opowieść była kluczowa dla naszego scenariusza. Dodam, że pani Basia podeszła do mnie po prapremierze w Meksyku i powiedziała: „Tak, ma pani rację. To nie jest tak, że ja zapomniałam, po prostu nie mam odwagi się z tym zmierzyć. A pani postawiła mnie w takiej sytuacji, że teraz muszę to zrobić”.

Scenariusz powstał ze wspomnień ludzi, których spotkałyście?

Tak. Część zasłyszanych opowieści wplotłyśmy do spektaklu – przydarzają się one głównej bohaterce Irenie i jej rodzinie. Na przykład historia jednej z pań, która odcięła mężczyźnie palce, bo została przyłapana na kradzieży ziemniaków. Bała się, że zostanie zabita, więc tak mocno przycisnęła nóż, że pozbawiła go palców, dzięki temu udało się jej uciec. Zbierałyśmy opowieści, aby stworzyć z nich sceniczny świat.

Scenariusz powstawał także podczas prób – na początku poprosiłam aktorów w Meksyku, żeby napisali monologi, patrząc na przedstawianą historię przez swój pryzmat. A trzeba powiedzieć, że cała czwórka aktorów, wybrana z castingu, to dzieci uchodźców, w różnych pokoleniach. Mama Zosi, która gra młodą Irenę, jest Polką, a tata Meksykaninem. Zosia dobrze mówi po polsku, więc zdecydowałam, że będzie grała w języku polskim. Tatiana urodziła się w Meksyku, jest córką Rosjanki i Ukraińca. Nie chciała mieć nic wspólnego z Rosją, ale ojciec wysłał ją tam na studia filmowe, dzięki czemu odnalazła tam swoją tożsamość.

W spektaklu wykorzystane zostały lalki.

Tak. Ale żaden z meksykańskich aktorów nie ma wykształcenia lalkarskiego, to kryterium nie było dla nas najważniejsze. Posługując się figurą wędrówki, rozmawiamy o tym, co to znaczy być człowiekiem. Irena mówi, że jest już tylko lalką, którą porusza wiatr historii. Lalki zostały więc wykorzystane w kontekście tego twierdzenia.

Założeniem projektu jest powstanie dwóch spektakli – jednego w Meksyku, a drugiego w Polsce, w Teatrze Baj. Aktorzy, którzy przygotowują polską premierę, mieli okazję obejrzeć meksykańską wersję podczas Światowego Kongresu ASSITEJ-u w Warszawie.

Tak, dla mnie to było ważne, aby te dwie ekipy się spotkały. Aktorzy Baja nie są uchodźcami, nasza praca ma więc zupełnie inny kontekst. Chciałam, żeby poznali i porozmawiali z artystami, z którymi przeszłam już przez czasami bolesny, ze względu na historie rodzinne, proces twórczy.

Przypuszczam, że polski spektakl nie będzie przeniesieniem.

Oczywiście, że nie. Mam zupełnie inne aspiracje! Pojawiają się postacie, których nie ma w wersji meksykańskiej. Nowe epizody. Poza tym – to niemożliwe choćby ze względu na język. Wersja meksykańska jest grana w czterech językach: polskim, hiszpańskim, rosyjskim i angielskim. Istotne sprawy są w obrazie, natomiast kluczowe zwroty pojawiają się w kilku językach. Można więc prześledzić całą historię, doświadczając jednocześnie kontekstu kulturowego, którego doświadczali bohaterowie w danym momencie.

Kolejną kwestią są różnice kulturowe – dla Meksykanów Syberia to odległa kraina pokryta lodem, nierzeczywista. Dla nas to miejsce historyczne, z którym wiążą się tragiczne losy wielu Polaków, i nie sposób nie odnieść się do tego kontekstu podczas przygotowania spektaklu dla polskiego widza. Inna sprawa, że historia pojawia się w obu realizacjach jako tło. Dla mnie ważniejszy jest inny temat: w XXI wieku mamy 18 milionów uchodźców na całym świecie. Ci ludzie mogą mieć problemy ze swoją tożsamością, mogą potrzebować pomocy. Powinniśmy się na nich otworzyć. To jest puenta. Nie jesteśmy przygotowani na przyjęcie uchodźców, których jest coraz więcej. Historia ludzi z Santa Rosy to pretekst do zwrócenia uwagi na ten problem.

Z Ewą Piotrowską rozmawiała Justyna Czarnota.
fot. Krzysztof Bieliński

Ewa Piotrowska

Ewa Piotrowska – reżyser, absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie, Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku. Do 31 grudnia 2008 Dyrektor Artystyczny Teatru „Maska” w Rzeszowie. Od 1 stycznia 2009 Dyrektor Naczelny i Artystyczny Teatru „Baj” w Warszawie. Laureatka programu MŁODA POLSKA oraz stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dwukrotnie nagradzana w Ogólnopolskim Konkursie na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Europejskiej (2006 – „Efekt Cieplarniany”, 2008 – „Biegun”), zdobywczyni „Lauru Dembowskiego”, nagrody przyznawanej przez ZASP (2009).

(Dodano: 2014-06-30)