Być na scenie na 100 procent – rozmowa z Agnieszką Czekierdą z Teatru Małego Widza

Kontakt ze sztuką kształtuje wrażliwość – właśnie na tym opieram ideę mojego teatru – i to nie tylko tego teatru dla najnajmłodszych, ale również dla trochę starszych dzieci. Chcę, żeby był to teatr magiczny – mówi Agnieszka Czekierda w rozmowie z Ewą Świerżewską.

Ewa Świerżewska: Na kulturalnej mapie Warszawy pojawił się niedawno (połowa czerwca 2011) jasny punkt, Teatr Małego Widza, którego jesteś założycielką. Co to ma być za miejsce?

Agnieszka Czekierda: Ma to być miejsce wyjątkowe, przyjazne dzieciom i rodzicom, w naprawdę pełnym tego słowa znaczeniu. Chciałabym, żeby nasi widzowie nie wychodzili od razu po spektaklu. Przestrzeń na Jezuickiej 4 jest tak miła, że aż się prosi, by z niej korzystać. Ostatnio po spektaklu, w godzinach obiadu, teatr zamienił się w stołówkę, w której rodzice serwowali dzieciom musy i serki. Byłam zachwycona, bo okazuje się, że w Teatrze Małego Widza wszystko się może wydarzyć. Chciałabym, żeby dzieciaki przychodziły sobie do nas po prostu posiedzieć, tak jak się to dzieje na Zachodzie, np. w Polka Theatre w Londynie. Tam całe rodziny przyjeżdżają nie tylko na spektakle. Jest ogródek, w którym dzieci mogą się bawić; w wielkim holu prezentowane są wystawy; jest miejsce do zabawy, maleńka restauracyjka – wszystko przyjazne dzieciom, wszystko w dziecięcym klimacie. Tam można sobie po prostu przyjść i spędzić miło czas. Bardzo bym chciała, by Teatr Małego Widza stał się takim miejscem – nie tylko spektakle, ale też coś przed i coś po.

EŚ: A skąd pomysł, by zaprosić do teatru dzieci, które jeszcze nie mówią, a niektóre nawet nie chodzą?

ACz: Pomysł przyszedł z daleka (śmiech). Wielką inspiracją był dla mnie udział w festiwalu „Visioni di futuro, visioni di teatro”, który odbywa się co roku w Bolonii (Włochy) i jest organizowany przez Teatr La Baracca. To wielka uczta dla ducha. Spotykają się tam miłośnicy dzieci z całej Europy, a nawet świata; ludzie, którzy uwielbiają pracować z najmłodszymi, tworzyć dla nich. To festiwal związany nie tylko z teatrem, ale ogólnie z kulturą. Odbywa się wiele imprez towarzyszących, warsztatów, dyskusji, paneli na temat tego, jak mądrze wychowywać dzieci, jak je edukować. Na forum międzynarodowym cały czas się zastanawiamy, czy dzieciom jest potrzebna sztuka, co ona im daje.

Teatr Małego Widza _1

EŚ: No właśnie, co Twoim zdaniem, jest najważniejsze w teatrze dla tak małych, wrażliwych istot?

ACz: Mam świadomość ogromnej odpowiedzialności, jaka na mnie spoczywa, ponieważ moje spektakle często są pierwszym spotkaniem maluszków z teatrem. To ważne, aby pokazywać dzieciom świat inny od tego codziennego, od tego, który już znają i który zdążyły oswoić. Jestem zwolenniczką poglądu, że dziecko w obszarze emocjonalnym najwięcej chłonie w pierwszych trzech latach życia. Dlatego wszystko, co zainicjujemy w tym czasie, to jak będziemy stymulować mały rozumek, jak ukształtujemy wyobraźnię, będzie rzutowało na kondycję emocjonalną danego człowieka w życiu dorosłym. Kontakt ze sztuką kształtuje wrażliwość – właśnie na tym opieram ideę mojego teatru – i to nie tylko tego teatru dla najnajmłodszych, ale również dla starszych dzieci. Chcę, żeby był to teatr magiczny. Teatr, który porusza głęboko emocje, po którym się zadaje pytania, dlaczego się stało to albo tamto; taki, który uwrażliwia, pobudza wyobraźnię dzieci.

Jestem przeciwniczką mówienia do dzieci wprost – w moim teatrze nigdy nie będzie pana aktora przebranego za liska, bo liskiem może być wszystko, na co się z dziećmi umówimy. Tak jak w przypadku spektaklu „Sklep Magika Mechanika” – u nas jeżem jest na przykład metalowa miednica, a Wielkim Czarodziejem Babulejem – konewka. My się z dziećmi umawiamy, że tak jest i to naprawdę działa. One wchodzą w tę konwencję, doskonale rozumieją, że to, co otacza je w teatrze, jest umowne.

EŚ: Do tej pory reżyserowałaś i grałaś dla dorosłego widza. Jak odnajdujesz się w tym, co teraz robisz? Czy to jest prostsze, czy trudniejsze?

ACz: Zupełnie inne. Kiedy wkłada się serce w tworzenie teatru dla dzieci, trzeba otwarcie przyznać, że jest to naprawdę trudne, dużo trudniejsze niż granie dla dorosłych. To ogromne wyzwanie. Po pierwsze trzeba w sobie znaleźć dziecko. Po drugie potrzebne są zupełnie inne środki artystycznego wyrazu, trzeba się posługiwać zupełnie innymi narzędziami. A przede wszystkim, kiedy gra się dla dzieci, trzeba być na scenie na 100 procent. Tu nie ma miejsca na odpoczynek, drobne oszustwa – jeśli nie jest się na 100 procent, dzieci się wyłączają, traci się z nimi komunikację, zaczynają się wiercić, nudzić i wszystko upada.

Teatr Małego Widza _2

EŚ: Widziałam Cię w akcji i przyznam, że jestem pod wrażeniem. Nagle dostrzegłam siedzącą na scenie małą dziewczynkę, a nie dorosłą kobietę. W jaki sposób przygotowujesz się do występu przed najmłodszymi?

ACz: Jak już wspominałam, konieczne jest odnalezienie w sobie dziecka. Zauważyłam to podczas poszukiwań i przygotowań, jakie prowadziłam w żłobkach. Tam improwizowałam „Rozplatanie tęczy” i właśnie tam szukałam środków, jakimi powinnam się z dziećmi komunikować. Od samego początku wiedziałam, że nie chcę, aby to, co robię, było infantylne, by było udawaniem dziecka. Szukam w sobie zachowań, które widzę w dzieciach – że trzepoczą główką, klaszczą w rączki, kiedy się cieszą. Szukam takiej prawdy. Bawiąc się z dziećmi, odnalazłam dziecko w sobie. Potrafię uruchomić mechanizm, który nie jest naśladowaniem, a uwolnieniem dziecka. To trudne, gdyż wymagało ode mnie przełamania naturalnej bariery, przekroczenia samej siebie. Postanowiłam odrzucić to, co myślą o mnie dorośli, bo spektakl to czas dla mnie i dla dzieci. Porozumiewanie się z najmłodszymi na tym poziomie jest możliwe, kiedy w spektaklu nie ma tekstu. Jestem absolutną przeciwniczką infantylnego mówienia, zdrabniania, pieszczenia się, udawania jakichś głosów. Nie lubię tego w teatrze dla dzieci i uważam, ze jeśli już się odzywamy, to odzywajmy się „po dorosłemu”. Natomiast w konwencji spektaklu dla najnajmłodszych, jakim jest „Rozplatanie tęczy”, uważam, że mogę pozwolić sobie na to, by cieszyć się z rzeczy, które wydarzają się na scenie, tak jak cieszą się dzieci – z tego, że woda się dobrze nalała, że piórka poleciały ładnie do góry. I wykorzystuję do tego ekspresję, jaką obserwuję u dzieci.

EŚ: Czy „Rozplatanie tęczy” jest zamkniętym formatem, czy jest też miejsce na improwizację?

ACz: To jest tak naprawdę improwizacja od początku do końca. Spektakl składa się z elementów stałych, choć i one nie zawsze występują w tej samej kolejności; ma szkielet, natomiast to, czy dłużej się turlam, czy też więcej czasu poświęcam na wlewanie wody, to wszystko dostosowuję do dzieci. Jeżeli widzę, że coś szczególnie je bawi, coś się im wyjątkowo podoba, ciągnę to. Przeciągam momenty radości, a przyspieszam momenty, które akurat dla tej grupy na widowni nie są tak fascynujące. Spektakl za każdym razem może się inaczej potoczyć, inne fragmenty i elementy mogą być uwypuklone.

Dzięki improwizacji teatr cały czas jest żywy. Zresztą tę samą zasadę stosuję do „dorosłego” teatru. Moja dewiza w obu przypadkach jest taka sama – teatr musi być szczery i naturalny. Poprzez improwizację i ciągłe modyfikowanie swojej gry wskrzeszamy szczerość, bo jeśli popadamy w rutynę, tracimy prawdę. A ta prawda i szczerość w stosunku do dzieci są najważniejsze – gdyby nie to, nie miałabym z nimi kontaktu.

EŚ: Jesteś nie tylko pomysłodawczynią Teatru Małego Widza, prezeską prowadzącej go Fundacji, ale też reżyserką i aktorką. W jaki sposób udaje Ci się pogodzić te wszystkie funkcje?

ACz: Pozwolę sobie w tym miejscu wystosować apel. Jako że obawiam się, iż długo wszystkich tych funkcji nie będę w stanie godzić, chciałabym bardzo, żeby pojawili się przy mnie aktorzy, którzy będą czuli ten rodzaj teatru. Niestety, do tej pory nie udało mi się nikogo takiego w swoim otoczeniu spotkać. Bardzo chętnie porozmawiam z osobami chcącymi się w tym obszarze sprawdzić, realizować, uczyć. To jest ogromne wyzwanie aktorskie – do tego stopnia, że po dotychczasowych doświadczeniach mam wrażenie, że mogłabym już zagrać wszystko… Niestety nie każdy potrafi się otworzyć na ten rodzaj grania – jeśli nie czuje się tego sercem, lepiej od razu zrezygnować. To nie jest teatr, który się robi dla splendoru aktora.

EŚ: Jedno marzenie już zrealizowałaś – Teatr powstał, widzowie przychodzą na spektakle. Czy masz już sprecyzowane dalsze plany?

ACz: Chciałabym zaprosić do Teatru Małego Widza wszystkich najlepszych, którzy w Polsce tworzą ten piękny nurt w teatrze, a nie mają swojego miejsca, gdzie mogliby pokazywać spektakle dla najnajmłodszych. Myślę tu przede wszystkim o teatrach z Poznania – Atofri i Studiu Teatralnym Blum. Marzy mi się, by na naszej scenie znalazły dom i grały częściej niż raz na kwartał (śmiech). Chciałabym też pokazać wszystkie piękne spektakle tworzone w Europie – włoskie, brytyjskie, niemieckie, teatr z Belgii, z Portugalii…

Oczywiście na to wszystko potrzeba pieniędzy, ale dołożę wszelkich starań, żeby zdobyć środki, zaprosić te produkcje do Polski i pokazać je warszawiakom. Może w ramach festiwalu… Marzy mi się festiwal kultury i teatru dla najnajmłodszych na warszawskiej Starówce, gdzie mamy wspaniałą infrastrukturę teatralną. Chciałabym zaprezentować Warszawie to, co tworzone jest dla najmłodszych w innych krajach. Tam, gdzie dzieci traktowane są jako równorzędni partnerzy, gdzie mówi się do nich naprawdę dojrzałym, ciekawym teatrem na poziomie.

EŚ: Trzymam kciuki za realizację tych marzeń i dziękuję za rozmowę.

Z Agnieszką Czekierdą rozmawiała Ewa Świerżewska

Agnieszka Czekierda

Agnieszka Czekierda – z wykształcenia socjolog, z zawodu aktorka, reżyserka, recytatorka, konferansjer. Współzałożycielka i wiceprezes Teatru Konsekwentnego, który w tym roku obchodził 14-lecie i w którym zrealizowała wiele niezapomnianych spektakli, m.in.: „Sztukę” Yasminy Rezy, „Zaliczenie. Lekcję” K. Zanussiego/E. Żebrowskiego i E. Ionesco, „Wyrok śmierci na konia Faraona” J. Janickiego, czy „I póki śmierć nas nie rozłączy, czyli Tryptyk Czeski” V. Havla, L. Fuksa. Założycielka i prezes Teatru Małego Widza – pierwszego w Polsce stacjonarnego teatru dla dzieci od 9. miesiąca życia. Na co dzień prowadzi również warsztaty z zakresu wystąpień publicznych.

(Dodano: 2011-07-05)