Jedna premiera w miesiącu to za mało – rozmowa z Małgosią J. Berwid, „mamą” „Molików Książkowych” i nie tylko

Na temat oglądania telewizji mam krótką teorię, którą skutecznie wprowadziłam we własnym domu – sprawdziła się. Wystarczy nauczyć dzieci kultury oglądania programów telewizyjnych – mówi Małgosia J. Berwid w rozmowie z Ewą Świerżewską.

Ewa Świerżewska: W nowej ramówce TVP znalazło się kilka programów dla dzieci, zarówno te, które znamy z poprzednich lat, jak i całkiem nowe. Czy to oznacza, że najmłodsi widzowie znów są ważni?

Małgosia J. Berwid: To bardzo istotne pytanie, dlatego odpowiedź będzie dość obszerna (śmiech). Pojawienie się nowych tytułów, tak w programie TVP1, jak i TVP2, to duża zasługa autorów, którzy nie schowali głów w piasek i „walczyli słowem i piórem” o prawa dzieci w TVP. Odbyły się spotkania w Sejmie i u Rzecznika Praw Dziecka, wiele pism popłynęło do KRRiTV.

Warto podkreślić, że większość autorów pracuje w tej redakcji nie tylko, mówiąc kolokwialnie: „dla chleba”. Może to zabrzmi patetycznie, ale naprawdę czujemy misję, jaka jest do spełnienia. Wiemy, że mimo wszystko telewizja nadal ma swoją magię i siłę, i może kształtować zachowania i nastawienie dzieci.

EŚ: Widać, że wiara czyni cuda…

MJB: Pamiętam niezwykłą sytuację, jaka miała miejsce w studiu, podczas realizacji programu „Ciuchcia”. Studio było pełne dzieci, a w programie brały udział także dzieci mniej sprawne, kilkoro poruszało się na wózkach. W pewnej chwili jeden z chłopców na wózku powiedział: „Kulfon, chcę cię pocałować”. Aktor ukryty za scenografią nie widział dziecka i nie wiedział, że ma trudności z poruszaniem się, więc krzyknął: „To chodź do mnie”. I nagle stało się coś dziwnego. Chłopiec, który od kilku lat sam nie chodził, teraz podniósł się i idąc z trudem doszedł do Kulfona. Nie muszę mówić, że mama chłopca zemdlała, były łzy, wzruszenie, a ja wtedy zrozumiałam, że telewizja ma ogromną siłę, że możemy robić bardzo dużo dobrego, ale także dużo złego. W przypadku dzieci wolę zdecydowanie to pierwsze.

I myślę, że gdyby w dzieciństwie dzieci doznawały tych dobrych rzeczy więcej, mając orientację, że zło gdzieś się czai, świat byłby łagodniejszy, byłoby mniej agresji, umielibyśmy się porozumiewać bez przemocy słownej.

EŚ: Dla wielu osób jesteś przede wszystkim „mamą” Molików Książkowych, ale to przecież tylko malutka cząstka tego, co robiłaś w telewizji dla dzieci.

MJB: To prawda, trochę się tego uzbierało. Jak to w redakcji bywa, współpracowałam z prawie każdym tytułem – „5-10-15″, „Tik-tak”, „Domowe przedszkole”, „Porozmawiajmy o dzieciach”, itd., ale tak naprawdę mocno związana byłam z kilkoma wybranymi programami. Jednym z nich był program „Do trzech razy sztuka”, w którym dzieci zadawały zagadki dorosłym.

Drugim programem, któremu dałam z siebie bardzo wiele, była „Ciuchcia”. Wspomniałaś, że dla Molików Książkowych jestem „mamą”, to prawda, ale byłam też „mamą”, tyle że chrzestną, dla Kulfona i Moniki! Gdy powstawała „Ciuchcia”, te postacie przyszły do niej z innego programu, a mnie zaprosił do współpracy Andrzej Grabowski. Wtedy dałam upust pomysłom: powstały gazetki i Teatrzyki Kulfona i Moniki – wymyślaliśmy tematy, opracowywaliśmy konstrukcję całości… Monika miała własną krawcową, Kulfon miał nawet frak! Wymyślając ubrania dla lalek, czułam się trochę jak mała dziewczynka, a to chyba jest ważne, żebyśmy pielęgnowali dziecko, które w nas mieszka, nie zagłuszali go, pozwalali sobie na trochę szaleństwa – oczywiście w granicach rozsądku! (śmiech)

EŚ: Do pracy nad tym programem przyłożyli też rękę inni wspaniali twórcy, czyż nie?

MJB: Tak, między innymi Mirosław Wieprzewski i Zbigniew Poręcki – praca z nimi była samą przyjemnością! Panowie są bardzo kreatywni, do tekstów pisanych przez autora zawsze dokładali swoje trzy grosze, dzięki czemu dialogi były żywe i bardzo prawdziwe.

Byliśmy rozpoznawalni. To jest cudowne uczucie, gdy wiesz, że to, co robisz jest potrzebne. Zawsze pracowałam ze wspaniałym zespołem, z mądrymi twórczymi i ważnymi na planie ludźmi. Bo, pamiętajmy, że program realizuje zespół ludzi, i każdy z nich ma ważną własną działkę do zrobienia, która składa się na końcowy efekt.

EŚ: Ale Kulfon i Monika, zyskali jeszcze większą popularność również poza ekranem…

MJB: W całym kraju powstawały fan kluby Kulfonów. Współpracowaliśmy z policją – wspólnie z Radiową Trójką zorganizowano w całej Polsce akcję „Ucho Kulfona”, dzięki której nie tylko poznałam wielu ludzi, którzy codziennie dbają o nasze bezpieczeństwo, ale i pomagaliśmy budować ośrodki dla osób niepełnosprawnych. „Ciuchcia” stała się produktem multimedialnym – pojawiły się nawet kasety VHS, a na nich nasze teatrzyki, piosenki Andrzeja i moje felietony.

EŚ: Co wpłynęło na taką popularność „Ciuchci”?

MJB: W „Ciuchci” mógł się pojawić prawie każdy temat – w „Ciuchciopodróżach małych i dużych” razem z Kulfonami pokazywałam dzieciom, jak powstaje np. przedstawienie teatralne, papier toaletowy, wyroby ze szkła czy nawet przetwory z mleka koziego. Z lalkami byliśmy w wielu krajach Europy, wszędzie realizując materiały, które przybliżały polskim dzieciom nowe miejsca i ich kulturę. Świetnie działała TV Polonia, która powtarzała na swojej antenie programy dla dzieci, dzięki czemu nigdzie na świecie nie czuliśmy się obco. Mogliśmy dzieciom przedstawić wszystko, albo prawie wszystko, odpowiednio jednak komentując i realizując.

EŚ: Działałaś wyjątkowo wszechstronnie. Jak się domyślam, dalej pomysłów również nie brakowało?

MJB: W pewnym momencie odezwała się druga potrzeba, aby poprzez telewizję pomagać innym. Program „Do trzech razy sztuka” miał nie tylko bawić, ale i pomagać osobom i placówkom zajmującym się dziećmi, wymagającymi pomocy. Pod koniec każdego programu goście wybierali ze specjalnej listy placówkę, do której wysyłano pieniądze. Muszę dodać, że to TVP była sponsorem nagrody.

Pamiętam, że bardzo przeżyłam realizację materiałów filmowych w jednym z ośrodków pod Warszawą. Buntowało się we mnie wszystko, większość z tych dzieci nie powinna była się tam znaleźć… Myślę, że wtedy zaczęła się moja trochę Janosikowa przygoda – zdobywanie pieniędzy dla potrzebujących i pomaganie tym, którzy organizują coś dla dzieci. Tak też zaczęłam współpracować z Jurkiem Owsiakiem.

EŚ: A wracając do telewizji. Coraz bardziej popularna jest opinia, że dzieci nie powinny spędzać czasu przed telewizorem. Jak to się ma do starań o utrzymanie programów dla najmłodszych?

MJB: Wiadomo, że nie uciekniemy od telewizji i innych mediów. Możemy oczywiście zakazać oglądania, albo wynieść telewizor czy komputer z domu, jednak efekt może być różny. Wiadomo, zakazany owoc lepiej smakuje.

Na temat oglądania telewizji mam krótką teorię, którą skutecznie wprowadziłam we własnym domu – sprawdziła się. Dlatego też polecam ją wszystkim, a z tego co wiem, w innych domach także już się sprawdza. Wystarczy nauczyć dzieci kultury oglądania programów telewizyjnych. Proste? Proste!

Bierzemy gazetę z programem telewizyjnym i już nawet z cztero- czy pięciolatkiem możemy ustalić, co wolno mu oglądać, a czego nie. Co najważniejsze, trzeba dać mu szansę przypilnowania emisji jego programu. Po jakimś czasie okaże się, że unikniemy sytuacji, gdy dziecko siedzi przed odbiornikiem godzinami, z pilotem w ręce.

A najważniejsze w tym wszystkim jest to, że trzeba rozmawiać. Nam pewnie też zdarzy się bezmyślnie usiąść z pilotem, przeganiając dziecko. W takiej sytuacji warto wyjaśnić, że dorośli „czasem tak mają”, ale to są złe nawyki. Kiedy przyznajemy się dziecku do pewnych swoich słabości, to ono chętniej z nami współpracuje i ufa temu co mówimy.

EŚ: Co w takim razie, wg. Ciebie, oferują programy telewizyjne, poza formą spędzenia czasu wolnego?

MJB: Kiedy nauczymy dziecko kultury oglądania, okaże się, że telewizja daje dużo radości, a także inspiruje do pewnych zachowań i rozwijania pasji. Tak jak reklama namawia dzieci do posiadania różnych przedmiotów, tak mądre programy telewizyjne i filmy podsuwają różne pomysły, właśnie np. na spędzanie wolnego czasu. Moja najstarsza córka Sybilla w wieku czterech lat zachwycała się „Sondą”. Siedziała jak zaczarowana, chociaż wiem, że niewiele rozumiała, o co chodzi, pewnego dnia powiedziała: „będę naukowcem”, i tak się też stało. A inspiracja przyszła właśnie z programu telewizyjnego.

Dobre programy również przypominają o najważniejszych w życiu małego człowieka wartościach, aby czuł się wewnątrz bezpieczny i stabilny. Nie muszę nikomu przypominać, jak ważny jest taki kompas moralny dla dziecka. Szacunek, empatia, umiejętność radzenia sobie ze złością… Wszystko to jest bardzo ważne w życiu dziecka. Zaganiany rodzic czasem zapomina o takich rzeczach. Czasem umknie mu to ze zmęczenia. Ale to właśnie wtedy może bezpiecznie zostawić dziecko na kilkanaście minut przed telewizorem, w czasie emisji naszego programu, wziąć oddech i nawiązać spokojna relację z dzieckiem.

EŚ: Trudno się z tym nie zgodzić, ale jak zapatrują się na to dyrekcje stacji telewizyjnych?

MJB: Chciałabym, żeby najmłodsi widzowie znów byli ważni dla tych dyrekcji. Powiem więcej – nie uwierzę w to, że tak jest, dopóki nie będzie więcej premierowych programów dla dzieci! Bo powtórkowy program można z przyjemnością obejrzeć, ale ile razy? A w tej chwili, gdy większość programów (zwłaszcza tych misyjnych) ma jedną premierę w miesiącu, a pozostałe trzy programy to powtórki, to ja to nazywam okazywaniem braku szacunku dzieciom. A pozwolę sobie zauważyć, że produkcja tych programów nie jest strasznie droga. Za to korzyści płynące z oglądania niektórych – bardzo duże. Widzowie piszą do nas listy, e-maile, wiemy, że jesteśmy potrzebni, dlatego marzę o większej liczbie premier! I właśnie dlatego powinno być pasmo popołudniowe w Telewizji Publicznej, żebyśmy mogli naprawdę wypełniać naszą misję – a nie przypominać sobie o niej z okazji Mikołajek czy Dnia Dziecka.

EŚ: Dziękuję za rozmowę!

Z Małgosią J. Berwid rozmawiała Ewa Świerżewska (współpraca: Alicja Nowaczyk)

Małgorzata J. Berwid
fot. z archiwum TVP, Ireneusz Sobieszczuk

Małgosia J.Berwid – autorka programów dla dzieci, m.in. „Molików książkowych” emitowanych w TVP1; wspiera aktywnie działania Fundacji ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom. Laureatka wielu nagród, m.in. Orderu Uśmiechu.

(Dodano: 2011-09-24)