Kpinka z futbolowego szaleństwa – rozmowa z Markiem Zákosteleckým i Władysławem Janickim o spektaklu „Planeta Football”

Ziemię opanowała gorączka futbolowa, a jedyna postać, która jest wobec tego zjawiska zdystansowana, musi pochodzić z innej planety – autor i reżyser Marek Zákostelecký i choreograf Władysław Janicki opowiadają o spektaklu „Planeta Football” w Teatrze Guliwer.

Zuzanna Matyjek: Skąd pomysł na sztukę dla dzieci o futbolu?

Marek Zákostelecký: To nie tylko przedstawienie tylko dla dzieci. Wszyscy albo kochają, albo nie znoszą futbolu, więc to sztuka dla wszystkich fanów i krytyków piłkarskiego szaleństwa. Na pomysł sztuki o futbolu wpadała Izabella Kurażyńska, aktorka, która gra w tym przedstawieniu. Zachęciła mnie, bym taki spektakl zrealizował w Guliwerze. Oczywiście, w dużej mierze spektakl dedykowany jest zbliżającym się mistrzostwom Europy EURO 2012, i to u was, w Polsce, niebawem rozprzestrzeni się futbolowa gorączka.

ZM: Sztuka w wielkiej mierze oparta jest na slapstickowym ruchu nieodparcie kojarzącym się z niemym kinem w stylu Charliego Chaplina. Dlaczego zdecydowaliście się na taki środek wyrazu?

Władysław Janicki: To szuka o futbolu, więc z natury rzeczy o ruchu. Drobne teksty, które się pojawiają w przedstawieniu, są tylko pretekstem do tego, żeby pokazać sceny oparte na charakterystycznym piłkarskim ruchu. Staraliśmy się zrobić paszkwil na temat futbolu, dlatego wymyślałem ruchy i gesty przerysowane, pantomimiczne, właśnie slapstickowe, podobnie jak to się robiło w niemych filmach. To taki żarcik z futbolowego szaleństwa. Ten przerysowany ruch jest zabawny, ale i bardziej wyrazisty – są to więc duże ruchy, zatrzymane, mimika twarzy aktorów przypomina maskę, postacie muszą grać ciałem. Jestem kibicem, ale nie zapalonym. W ostatnim czasie śledziłem mecze, by te najbardziej charakterystyczne ruchy piłkarzy odnaleźć i wykorzystać w sztuce.

ZM: Ale skąd pomysł, by to kosmita odkrywał przed dziećmi źródła fascynacji futbolem?

MZ: Ziemia opanowana jest gorączką futbolową, więc jedyna postać, która jest wobec tego zjawiska zdystansowana, musi pochodzić z innej planety. Każdy kabaret powinien mieć postać, która prowadzi widzów przez kolejne groteskowe gagi. Na Ziemi wszystkim wydaje się, że znają futbol, że wiedzą o nim wszystko, potrzebowaliśmy więc kogoś, kto nie wie na ten temat nic. Kapitan statku kosmicznego, zdumiony gorącymi uczuciami wobec tej gry, nazywa Ziemię Planetą Football i postanawia przeprowadzić badania naukowe, które prowadzą do odkrycia źródeł tej naszej ludzkiej fascynacji. To cała fabuła. Reszta jest zabawą.

Planeta Football

ZM: A dlaczego to kpina z futbolu? Nie korciło Pana, żeby zrobić poważny spektakl o piłce nożnej?

MZ: Szukałem od jakiegoś czasu ciekawej historii o futbolu, ale nic takiego nie znalazłem, więc sam napisałem scenariusz. Postanowiłem zrobić rewię na temat fenomenu futbolu, tak by z jednej strony wyjaśnić dzieciom zasady tej gry, a z drugiej chciałem, by nieźle się bawiły. Nie ma tu żadnej historii, to raczej inspirowany futbolem kolaż.
Pierwsza część spektaklu opowiada o tym, co dzieje się na boisku: w zabawny, kabaretowy sposób wyjaśnia reguły tej gry. Pokazujemy np., czym jest spalony, kiedy sędzia decyduje o rzucie karnym, a kiedy mamy do czynienia z faulem. Druga część to opowieść kibicach. Bez nich nie byłoby przecież futbolowego szaleństwa, są bardzo ważnym elementem tego zjawiska. Opowiadamy o fanach futbolu z różnych stron świata, przedstawiamy taką futbolową etnografię. Pokazujemy jak tę grę odbierają Włosi, Brazylijczycy. Przedstawiamy fascynację Maradoną. Dużą inspiracją był dla mnie film dokumentalny „Maradona by Kusturica” i to, w jaki sposób reżyser poszukuje w nim wyjaśnienia fenomenu Maradony, uznawanego przecież za najlepszego piłkarza w historii. Kusturica przypomina w tym filmie legendarne już dziś zagranie ręką przez Maradonę podczas MŚ w Meksyku w 1986r. I ten wątek też pojawia się w naszym spektaklu.

WJ: W drugiej części spektaklu pojawiają się „tanuszki”, czyli tańce kibiców z różnych stron świata. Prawie wszystkie przygotowane są do piosenki zespołu Queen „We are the champions”. Mamy więc tango charakterystyczne dla Argentyny, sambę w Brazylii, operę we Włoszech. Jedynym wyjątkiem jest tu Polska. Nasi kibice śpiewają coś, czego ja serdecznie nie znoszę, ale Marek celowo zdecydował się użyć, czyli stadionową piosenkę częstą niestety podczas polskich rozgrywek „Nic się nie stało”. To jest taki smaczek dla dorosłych widzów, którzy, jak sądzę, też będą się dobrze bawić na naszym przedstawieniu.

ZM: Czy sztuce towarzyszy jakieś przesłanie?

WJ: Nie. Dzieci przecież wcale nie muszą oglądać wyłącznie przedstawień dydaktycznych, często robionych na siłę. Twórcom spektakli wydaje się, że jak robią bajkę, to musi być jakiś morał. Tu mamy do czynienia z czystą rozrywką. Dzieci będą rozbawione żywiołowością i przerysowaniem ruchów aktorów i lalek, zamieszaniem, przepychankami, bijatykami na scenie. A jeśli przy okazji poznają reguły gry w piłkę nożną, to moim zdaniem wystarczy.

Zakostelecky

Marek Zákostelecký – znakomity scenograf i reżyser z czeskiego Teatru DRAK w Hradec Kralove, współpracuje z wieloma czeskimi i zagranicznymi teatrami m. in. z Australii, Izraela, Danii, USA i Francji.
Zdobył kilkanaście indywidualnych nagród na czeskich oraz międzynarodowych festiwalach teatralnych. Z Teatrem Guliwer współpracował po raz pierwszy jako scenograf przedstawienia „Stoi na stacji lokomotywa”. Jest także współautorem zeszłorocznej premiery pt. „Wszystko lata co ma skrzydła” i twórcą niezwykle oryginalnej scenografii do tego spektaklu.

Janicki

Władysław Janicki – absolwent Państwowej Średniej Szkoły Baletowej w Poznaniu w klasie Władysława Milona, Teresy Kujawy i Conrada Drzewieckiego. Pracował kolejno w zespołach: Opery Poznańskiej, Polskiego Teatru Tańca, Wrocławskiego Teatru Pantomimy, Opery Wrocławskiej i ponownie Polskiego Teatru Tańca. Od 1991 roku był zatrudniony na etacie choreografa w Teatrze Animacji w Poznaniu. Jest autorem choreografii do około 150 przedstawień w teatrach muzycznych, dramatycznych i lalkowych w Polsce i zagranicą (m. in. w USA). Jest laureatem wielu nagród na polskich i zagranicznych festiwalach. Z Teatrem Guliwer współpracował już kilkakrotnie jak autor choreografii („Koziołek Matołek”, „Stoi na stacji lokomotywa”, „Czerwony kapturek” ) oraz reżyser („Koziołek Matołek”).
Współpracują ze sobą nie po raz pierwszy, m.in.: w 2008 roku zrealizowali dla warszawskiego Teatru Lalka spektakl „Kino Palace” (także utrzymany w slapstickowej stylistyce), wielokrotnie nagradzany później na festiwalach teatralnych.

(Dodano: 2010-12-09)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz