„Kanapka” – moja największa radość – rozmowa z Agnieszką Frączek

Staram się w swoich tekstach przemycać wiedzę o języku. Dlatego piszę o frazeologizmach, homonimach, o błędach językowych – mówi Agnieszka Frączek w rozmowie z Agnieszką Sikorską-Celejewską.

Agnieszka Sikorska-Celejewska: Zastanawiam się, czy poetą człowiek się rodzi, czy nim zostaje?

Agnieszka Frączek: Pewnie bywa różnie. Podobnie jak jeden człowiek rodzi się optymistą, a drugi staje się nim pod wpływem pozytywnych doświadczeń.
Moim zdaniem bycie poetą to jest styl życia, a nie wykonywany zawód. Pewna melancholia, liryczność, duchowa lewitacja. Sama raczej nie jestem liryczna. Moje teksty zresztą też nie. One są rozbrykane, niesforne i często nonsensownie wesołe, niepoważne, podobnie jak i ja bywam czasami niepoważna. Ale nie lewituję.
Przypomniała mi się pewna historia. Kiedyś na spotkaniu autorskim dzieci pytały mnie, czy jeżdżę na nartach i czy trudno było się tego nauczyć. Przyznałam się więc uczciwie, że na początku co chwilę lądowałam na pupie. I wtedy pewien rezolutny chłopiec popatrzył na mnie z niedowierzaniem i stwierdził poważnie: „Poetka na pupie? Coś mi tu nie gra…”. Więc sama nie wiem, czy ja w ogóle jestem poetką?

Co jest najprzyjemniejsze w byciu poetką?

Wszystko! Wielką radością jest już poszukiwanie pomysłów. I samo pisanie, oczywiście. Ogromnie pasjonująca jest współpraca z ilustratorem i wydawcą, wspólne debatowanie nad kształtem książki. Oczekiwanie na jej narodziny, na ten niezwykły moment, kiedy książkę, jeszcze pachnącą nowością, nareszcie można wziąć do ręki. Radosny śmiech dzieci na spotkaniach autorskich. Świadomość, że ktoś gdzieś teraz czyta dziecku mój wiersz. A potem znów poszukiwanie pomysłów, pisanie…

Czy łatwo z niezbyt interesującej dla przeciętnego człowieka dziedziny – językoznawstwa – uczynić coś fascynującego?

Niezbyt interesującej?! Ależ to jest fascynująca dziedzina! Wiem, że język to dla większości wyłącznie narzędzie, rzecz praktyczna, używana do komunikacji, poza tym niewarta uwagi. Ale to nieprawda! Nie będę opowiadać, jak interesujący jest język dla mnie jako językoznawcy, powiem tylko, że dla mnie jako autorki wierszy język jest wspaniałą inspiracją. To właśnie w języku ukryte są wszystkie najlepsze pomysły. Trzeba tylko patrzeć (i słuchać) uważnie.
Bardzo bym chciała zarazić małych Czytelników tą fascynacją. Zawsze podkreślam, że moje książki mają przede wszystkim dawać Czytelnikom radość. Ale równocześnie chciałabym pokazać dzieciom, czym przy odrobinie wyobraźni może stać się język. Jak świetnie można się nim bawić. Staram się w swoich tekstach przemycać wiedzę o języku. Dlatego piszę o frazeologizmach, homonimach, o błędach językowych. I zawsze jestem szczęśliwa, kiedy widzę, że dzieci, czytając o krowach na nartach, o gruszkach w spodniach w kratę czy o gadającej mortadeli, całkiem niechcący również uczą się.

Jest pani autorką książki szczególnej: „Jeśli bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci”…

Tak… To książka inna niż wszystkie. Jest w niej smutek, którego próżno szukać w innych moich książkach. Ale jest też radość tak wielka, jakiej z pewnością nie udało mi się zawrzeć w żadnym innym, nawet najbardziej zwariowanym tekście. Świetnie znam te uczucia…

Przeglądając listy książek sygnowane Pani nazwiskiem, zastanawiałam się, czy Agnieszka Frączek czasem sypia?

Sypia, sypia. Choć szczerze mówiąc, nie bardzo to lubię, spanie to zdecydowanie mało twórcze zajęcie. Poza spaniem znajduję też czas na spacery z psem, wycieczki rowerowe, czytanie, wakacje. Poza tym nie pracuję wieczorami i rzadko pracuję w weekendy, ten czas jest zarezerwowany dla rodziny. Wyszło na to, że straszny ze mnie leniuch. Ale za to wstaję o świcie i kolejne godziny spędzam naprawdę bardzo, bardzo intensywnie. Żadnych plotek przez telefon, żadnego buszowania w Internecie. Na szczęście nie mam kłopotów ze zmobilizowaniem się do pracy, wszystko jedno, czy to praca naukowa, czy książka dla dzieci.

Współpracuje Pani z wydawnictwami prezentującymi różny poziom edytorski i różne podejście do książki dla młodego czytelnika. Ciekawa jestem, na ile ważna jest dla Pani oprawa, którą uzyskują Pani książki?

Bardzo ważna! Niestety, nie zawsze mam na nią wpływ. To się oczywiście zmienia, im dłużej piszę, tym częściej wydawcy pytają mnie o zdanie, zachęcają do wybrzydzania, ale… Wybrzydzanie jakoś nie leży w mojej naturze. Zresztą naprawdę nie mogę narzekać, miałam szczęście współpracować ze wspaniałymi ilustratorkami i ilustratorami, obrazki do moich książek malowały Iwona Cała i Marianna Jagoda-Mioduszewska, Gosia Flis i Beata Zdęba, a ostatnio Jonka Jung i Ewa Poklewska. Książki z ilustracjami Jonki i Ewy są dopiero w zapowiedziach, cieszę się na nie ogromnie i czekam niecierpliwie jak dziecko na gwiazdkowe prezenty. Ilustracje obu pań są świetne! A największa moja radość to „Kanapka” z ilustracjami Mistrza Butenki. Wychowałam się na ilustracjach pana Bohdana, długo nawet nie śmiałam marzyć o książce z Jego ilustracjami.

Z Agnieszką Frączek rozmawiała Agnieszka Sikorska-Celejewska

Agnieszka Frączek
Agnieszka Frączek jest doktorem językoznawstwa, germanistką i leksykografem. Od kilkunastu lat wykłada na Uniwersytecie Warszawskim. Z pasją bada 300-letnie słowniki polskie i niemieckie, a w książkach dla najmłodszych popularyzuje wiedzę o współczesnej polszczyźnie. Pisała m.in. o homonimach (Kanapka i innych wierszy kapka) i frazeologizmach (Siano w głowie), wydała także serię książek logopedycznych (Muł mądrala, Dranie w tranie i Kelner Kornel). Laureatka Nagrody Edukacja 2008.

(Dodano: 2010-03-28)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz