„Kołysała mama smoka” – recenzja płyty

Muzyka dla dzieci zaczyna się coraz bardziej różnicować. Oto nie mamy już do czynienia tylko z uproszczonymi słowami i liniami melodycznymi, ale z coraz bardziej ambitnym repertuarem. W myśl założeń Carla Orffa, że „[…] muzyka jest przedduchowa, nie zna wielkiej formy, jest bliska ziemi, naturalna, cielesna, możliwa do nauczenia się i przeżycia jej, odpowiednia dla dziecka[1]” możemy także obserwować nurt powrotu do źródeł, wykorzystania głosu jako głównego instrumentu; powrotu do czasów, gdy pierwszym zetknięciem się dziecka z muzyką było usłyszenie melodyjnego głosu matki.

Nie jest wtedy najistotniejsza treść, ale bliskość i więź emocjonalna. Prostota i bezpośredniość kontaktu. To także dogłębne przeżywanie muzyki, odczuwanie jej całym ciałem. Do takiego zachęca płyta pt. „Kołysała mama smoka”, która w warstwie muzycznej odwołuje do czasów, gdy nie było sprzętów odtwarzających muzykę, był tylko ludzki głos i instrumenty na żywo. Jakie to instrumenty? Takie, na których dawniej grywali wędrowni grajkowie, bajarze i wiejscy muzycy: proste skrzypce, cymbały, lira korbowa, okaryna, fisharmonia, bębenek obręczowy, drumla… Obecnie możemy je oglądać na koncertach muzyki dawnej i folkowej. Szczęśliwie, nie całkiem wyszły jeszcze z użycia, co nie oznacza, że łatwo je spotkać…

Dla współczesnego dziecka słuchanie tej płyty może się okazać odkrywaniem nowych lądów. Tak rzadko spotyka się teraz spokojne, jednostajne śpiewanie a cappella i dźwięki takich instrumentów. A to wszystko z natury, z lat tradycji. Usłyszymy głos żeński – Kai Prusinowskiej, dziecięcy – Jakuba Tokarskiego i męski, tak rzadko spotykany w kołysankach – Janusza Prusinowskiego. Melodie nawiązują do dawnych czasów, gdy matka śpiewała nad kołyską córeczki czy syneczka, bo teksty Joanny Papuzińskiej raz są ogólne, bezosobowe, a innym razem kierowane do konkretnej osoby. Jest coś o pieskach, o kotkach, o jeziorze, o tytułowym smoku trzygłowym (ta przypomina śpiew rodem z mongolskiego stepu), nawołanie do snu, ale i rozmowa z dziadkiem…

To właśnie ta prostota instrumentarium i melodii powoduje, że płyta, w moim odczuciu, jak żadna inna spełnia swe zadanie, jakim jest usypianie. Słuchana po cichu bez trudu wprowadzi w odpowiedni nastrój i „przeprowadzi na drugą stronę”.

Płyta miała już poprzednie wydanie z książką, lecz o innej szacie graficznej, mniej urodziwej od tej, którą wydało samodzielnie „Słuchaj Uchem”. Obrazki stworzyła Kaja Prusinowska – okładka w kolorze czekolady i delikatny, kolorowy smok… Tekturowe pudełko. Aż chce się wziąć w dłoń i nie wypuszczać. Żal tylko, że nie dołączono małej książeczki z tekstami. Łatwiej dorosłym byłoby się nauczyć tekstów i śpiewać te kołysanki, zamiast puszczać płytę…

Polecam gorąco!

[1] Za: K. Wojciechowska, „Zaczarowany świat dziecięcych zabawek muzycznych”, w: „Dawne i współczesne zabawki dziecięce” pod red. D. Żołądź-Strzelczyk i K. Kabacińskiej, Poznań 2010, s. 280-281.

Agata Hołubowska

Ocena portalu Qlturka.pl 5

Kołysała mama smoka

Kołysała mama smoka
Teksty: Joanna Papuzińska
Muzyka: Kaja i Janusz Prusinowscy
Wykonanie: Kapela Świerszczy
Wyd. Słuchaj Uchem 2007

Dodano: 2012-07-17

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz