„Dzikie łabędzie” – recenzja książki

Kiedy staram się przywołać w pamięci klasyczne baśnie, zawsze przed oczami staje mi zbiór utworów Andersena – ten z Królowa Śniegu w saniach na okładce, ilustrowany przez Jana Marcina Szancera, w przekładzie Stefanii Beylin.

Od pewnego jednak czasu obserwuję z zainteresowaniem wypieranie tego, co klasyczne, przez nowe wydania. I nie mam tu na myśli przeróżnych adaptacji, które wyrastają jak grzyby po deszczu, a te same utwory, ale jakby nie te same – w nowym przekładzie, z nowymi ilustracjami, na dodatek wzbogacone o wersję audio. Niedawno wydawnictwo Media Rodzina rozpoczęło publikację serii „Mistrzowie klasyki dziecięcej”. Na pierwszy ogień poszedł nie kto inny, jak Andersen właśnie – „Calineczka”, „Brzydkie kaczątko”, „Księżniczka na ziarnku grochu” i „Dzikie łabędzie”. Elegancka, twarda oprawa każdego tomu kryje w sobie tekst w tłumaczeniu Bogusławy Sochańskiej, zilustrowany przez najbardziej znanych współczesnych artystów – Aleksandrę Kucharską-Cybuch, Ewę Kozyrę-Pawlak, Pawła Pawlaka.

W nowym wydaniu „Dzikich łabędzi”, baśni opowiadającej o 11 królewiczach zaklętych przez złą królową – macochę, w łabędzie, a także ich delikatnej, mądrej siostrze Elizie, oddanej na wieś, moją uwagę zwrócił nie tekst, dobrze znany, choć napisany nieco bardziej współczesnym językiem, ale ilustracje. Kolorowe obrazy kipiące barwami, choć nieraz złowróżbnie ciemne, raz bardzo dosłowne, innym razem symboliczne, jednak w każdym przypadku przemawiające do dziecka.

Ewa Świerżewska (tekst w nieco okrojonej wersji ukazał się w Piśmie Miesięcznym Ilustrowanym dla Kobiet „Bluszcz” nr 8)

Dzikie łabędzie
H. Ch. Andersen
il. Paweł Pawlak
przeł. Bogusława Sochańska
wyd. Media Rodzina, 2009
wiek: 5+

(Data publikacji: 2009-05-28)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz