Pippi się do mnie uśmiechnęła – rozmowa z Edytą Jungowską

Przede wszystkim trzeba było przekonać Szwedów, żeby zgodzili się na udostępnienie mi praw. Saltkrakan to rodzinna firma, którą prowadzą dzieci, zięciowie i wnukowie Astrid Lindgren. Są więc bardzo uważni, jeśli chodzi o rozporządzanie prawami do dzieł ich babci, teściowej, mamy itd. – mówi Edyta Jungowska w rozmowie z Ewą Świerżewską.

Ewa Świerżewska: Dlaczego akurat Pippi?

Edyta Jungowska: To długa historia. Ale przede wszystkim jest to głęboko tkwiący we wspomnieniach wizerunek Pippi z czasów mojego dzieciństwa. I chyba nie jestem jedyną osobą, która do dzisiaj potrafi zanucić piosenkę tytułową ze szwedzkiego serialu. A później przypomniała mi się Pippi podczas lektury do poduszki mojemu synowi. Wtedy zobaczyłam, że ani trochę się nie zestarzała, jest nadal „wywrotowa”, dowcipna, przekorna i silnie działa na wyobraźnię. I tak któregoś wieczoru, gdy wróciłam do kuchni po uśpieniu Wiktora, ktoś z obecnych wówczas gości powiedział – „Edyta, powinnaś przeczytać Pippi.” Wiele lat minęło, zanim się zdecydowałam to zrobić. Bo dopiero teraz audibooki zdobywają jako taką popularność – a nie ukrywajmy, nie chciałam wydać płyty, której cały nakład zalegałby w mojej piwnicy.

Na tych płytach Pani nie tylko czyta, ale też śpiewa – to dość nietypowe dla audiobooków.

Tak. Są piosenki, jest też muzyka towarzysząca narracji. Od początku wiedziałam, że jeśli już czytać Pippi, to z muzyką. Chciałam, żeby to moje czytanie nie było suche, nieemocjonalne. Jak się czyta Pippi, od razu ciągnie do budowania klimatu, do odgrywania poszczególnych postaci – słowem – do słuchowiska. Pippi nie da się czytać bezosobowo – to bardzo dynamiczna narracja – na dodatek pisana z perspektywy dziecięcej. Jest żywa, pełna fajerwerków. Uwielbiałam słuchowiska wydawane na płytach – tam zawsze aktorom towarzyszyła jako tło muzyka dobrych kompozytorów. Postanowiłam więc zrobić coś na kształt „jednoosobowego słuchowiska”, a muzyczny klimat stworzył Sambor Dudziński – wielkiej wrażliwości kompozytor.

Czy nie myślała Pani, by wydać kiedyś płytę z piosenkami dla dzieci? Mam wrażenie, że mogłaby to być świetna alternatywa do wszechobecnych cienkich głosików, śpiewających „ciuciuciu”.

Taka płyta już istnieje – to piosenki z „Ali i Asa” – programu dla dzieci, w którym lata temu występowałam – to bardzo dobre piosenki, program z perspektywy czasu, też wydaje mi się wciąż żywy – do tej pory powtarza go TVP Polonia.

Aby wydać te audiobooki, założyła Pani własną wytwórnię, wydawnictwo – jak to jest, kiedy aktorka staje się przedsiębiorcą?

Od razu powiem, że nie było to moje marzenie – zawsze chciałam żyć z daleka od papierkowej roboty i liczydeł. Ale, krótko mówiąc, musiałam założyć wydawnictwo. Bo albo mogłam wydać Pippi pod czyimiś skrzydłami, idąc na masę kompromisów i mieć z głowy całą sferę buchalterii, albo wydać ją w takim kształcie, w jakim chciałam, no i teraz nie spać po nocach, zasypana fakturami, raportami i całą żmudną robotą związaną z promocją i sprzedażą. Nie ma w tym nic urokliwego – zapewniam.

Czy planuje Pani kolejne książki audio dla dzieci?

Tak. Mam prawa do wydania prawie wszystkich książek Astrid Lindgren – która będzie następna, to jeszcze tajemnica, ale szykuję się z nią na Gwiazdkę.

Jak długa była droga od pomysłu do realizacji?

Dość długa. 5 Lat. Ale tak na, serio wzięłam się za to dwa lata temu. Przede wszystkim trzeba było przekonać Szwedów, żeby zgodzili się na udostępnienie mi praw. Saltkrakan to rodzinna firma, którą prowadzą dzieci, zięciowie i wnukowie Astrid Lindgren. Są więc bardzo uważni, jeśli chodzi o rozporządzanie prawami do dzieł ich babci, teściowej, mamy itd. Ale gdy pewnego dnia usłyszałam w telefonie głos wnuczki Astrid – Anniki – wiedziałam, że… Pippi się do mnie uśmiechnęła.

W realizacji tego przedsięwzięcia zaangażowanych było kilka osób, które naprawdę dużo wniosły i nadały serii niepowtarzalny kształt.

Oczywiście Sambor Dudziński, o którym już wspomniałam. Sambor jest nie tylko kompozytorem, ale też sam gra na wszystkich instrumentach – a jest ich wiele, oprócz klasyczny i egzotycznych jak okaryna, jambe, maraca, didgeridoo, berimbao, są też gliniane ptaszki z wodą, różne gwizdki i terkotki, ale też przedziwne urządzenia i instrumenty jego własnej konstrukcji. To człowiek orkiestra – naprawdę.
Projekt okładki i rysunki są autorstwa Piotra Sochy – jestem w nich zakochana – zadziorne, charakterne, kolorowe – zakomponowane według mnie znakomicie. Bardzo bym chciała, żeby ci dwaj panowie pracowali ze mną przy kolejnych projektach.
Ważnym elementem jest też „Książka do nieczytania”, nad którą pracowało kilku moich przyjaciół. To książka w stylu Pippi – można ją brudzić, wyrywać kartki i robić z nich samoloty. Można wyciąć sobie zakładkę do książki, albo „hotelową” zawieszkę na drzwi z napisem „Nie przeszkadzaj. Słucham Pippi”. Z wielką przyjemnością obserwuję, jak dzieciaki z pasją rzucają się na tę książeczkę i ją „dekonstruują”.

Audiobooki z Pippi miały bardzo mocne wejście promocyjne – nietypowa konferencja prasowa, okładki widoczne w mieście. Czy uważa Pani, że Pani pozycja zawodowa, rozpoznawalność i popularność sprawią, że już niedługo będzie trzeba tłoczyć kolejne płyty?

Dochodzą do mnie pozytywne wieści i opinie. Ale przede wszystkim wierzę w to, że ogromna energia i talent wielu osób, które zostały włożone w powstanie „Pippi” zwrócą się. Nie liczę na kokosy, bo na naszym rynku nie zarabia się na audiobookach. Liczę przede wszystkim na to, że za kilkanaście lat dzisiejsze dzieci sprezentują moją „Pippi” swoim dzieciom i że wspominać ją będą, jak ja dzisiaj chociażby „Alicję w krainie czarów” z Magdą Zawadzką czy „Czerwonego kapturka” z Barbarą Kraftówną.

Czy mogłaby Pani wymienić 3 tytuły książek dla dzieci, które chciałaby Pani wydać w formie audiobooków?

Na razie myślę tylko o książkach Astrid Lindgren. W najbliższych planach są „Dzieci z Bullerbyn”, cała seria przygód Karlsona i Emila z Smalandii. Zapraszam do słuchania i do odwiedzania strony www.sluchajpippi.pl.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Z Edytą Jungowską rozmawiała Ewa Świerżewska

Edyta Jungowska

Edyta Jungowska – energiczna, pełna nieposkromionego temperamentu, zadziorna, z wielkim poczuciem humoru – kto mógłby lepiej przeczytać książki o Pippi Pończoszance? Pomysł projektu powstał kilka lat temu, kiedy Edyta sama czytała Astrid Lindgren swojemu synowi. Jak mówi: „To nie tylko świetne opowieści o przygodach, ale także wspaniała literatura. Jednocześnie bawią i uczą. Empatii, tolerancji. Dzięki Pippi wszyscy stajemy się lepszymi ludźmi.”
Od pomysłu do realizacji droga była długa i wcale niełatwa. Ale Edyta Jungowska jest uparta jak sama Pippi. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Dzięki jej uporowi możemy dziś oddać w państwa ręce coś wyjątkowego: płyty, na których Edyta Jungowska czyta książki o Pippi Pończoszance. Równie doskonałe latem – na wakacyjne podróże z dziećmi samochodem, jak i zimą – na długie rodzinne wieczory…
Edyta Jungowska ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie w 1989 roku. Rok później brawurowo zagrała Pannę Maliczewską w spektaklu „Zapolska, Zapolska” w reżyserii Adama Hanuszkiewicza. Równie znakomita, jak w teatrze, jest na małym ekranie: zarówno w teatrze telewizji (zagrała ponad 30 ról), jak i w serialach: „Na dobre i na złe” oraz „Ja wam pokażę!”
Dzieci uwielbiają ją między innymi za brawurową Brawurkę – jedną z trzech Atomówek, która mówi jej głosem.

(Dodano: 2010-06-14)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz