„Wiejemy do lasu” – recenzja książki

„Wiejemy do lasu!” Lyn Gardner to książka, która od wstępu trzyma czytelnika w napięciu. Ta pełna szybkiej akcji, niepokoju, lęku, czasem poczucia bezradności fascynująca opowieść, jest jednocześnie obrazem zdecydowanego działania, determinacji, odpowiedzialności i dojrzałości, jaką musi się wykazać główna bohaterka.

To książka o dziecku zmuszonym do podejmowania dorosłych decyzji. Polecam tym, którzy lubią się bać. „Wiejemy do lasu!” wciąga czytelnika. Wartka akcja, pełna jest elementów grozy. Zastanawiam się, czy nie zbyt epatuje dziecko przerażającymi scenami i horrorowatymi przygodami. Z drugiej strony, gdy przypomnę sobie jedną z moich ulubionych książek z dzieciństwa, a mianowicie „Braci Lwie Serce”, uświadamiam sobie, że jako dziecko lubiłam się bać.

Obie książki zawierają elementy przerażające, mówią o sprawach bolesnych, takich, których dzieci najbardziej się obawiają: śmierć bliskich, rozstanie z nimi, konfrontacja z niebezpieczeństwem, walka o przeżycie, spotkanie z niebezpiecznymi baśniowymi stworami.

To nie koniec analogii, jednak mam wrażenie, że trudno Lyn Gardner dorównać stylem pisania i wrażliwością Astrid Lindgren.

W „Wiejemy do lasu ” dziecko, Storm Eden, jest samodzielne, walczy przeciwko złu, opiekuje się siostrami (starszą i młodszą), poświęca się w imię ratowania rodziny i tego, co mu bliskie. Dziecko cierpi, kaleczy się, stale patrzy śmierci w oczy, dokonuje wyborów, musi byś rozsądne, stanowcze, pewne siebie, mieć pomysły na to jak przetrwać, jak odnaleźć rozwiązanie, drogę, wyjście z opresji.

W końcu Storm staje przed wyborem, takim, przed jakim stawiano matki w obozach koncentracyjnych w czasie II wojny światowej, a mianowicie musi wybrać, która z sióstr ma żyć, a która umrzeć. Dziewczynka w dramatycznej chwili wie, że żaden wybór nie jest dobry, każdy niesie za sobą cierpienie, każdy zmieni ją na zawsze i nie pozwoli zapomnieć do końca życia, że mogło być inaczej. Zbyt trudna sytuacja, zbyt drastyczny stan, jak na książkę dla dzieci, tym bardziej, że konsekwencja wyboru jest okrutna i sprawia, że dziecko ma poczucie beznadziei, rozumie, że zabawa, dzieciństwo się skończyło, zaczęło się zmaganie z losem. Trzeba żyć…Taka refleksja u małej dziewczynki? Zastanawiające.

Najsmutniejsze jest to, że pomimo podjęcia dramatycznej decyzji, dziewczynka zostaje sama, ponieważ wybrana siostra zostaje z odrzuconą i, w geście solidarności, sama skazuje się na tragiczny los. Ta, która wybrała, staje się współ katem, winną, zdrajczynią wzbudzającą litość, nienawidzącą siebie samej. Z takim światem musi się zmierzyć mała Storm Eden. Ona nie ma wyboru, musi wytrwać.

W końcu odzyskuje siostry, ale ich relacje bezpowrotnie się zmieniły. Już nigdy nie będą dla siebie tym, kim były, choć będzie im ze sobą dobrze i zgodnie z obietnicą będą „zawsze razem”.

Bardzo trudne są te relacje między siostrami. Zaakceptowanie faktu, że w rzeczywistości nie ma wybaczenia, zapomnienia, odpuszczenia, a gdzieś na dnie czai się zraniony człowiek, który już zawsze będzie ostrożny, jest tak trudne do zrozumienia i takie okrutne w swej wymowie. Pozbawia czytelnika nadziei, że zawsze można zacząć od początku, bez zbędnego bagażu na plecach. Pozostaje przeświadczenie, że zdrada zmienia na zawsze wszystkich, których dotyczy, nie ma odwrotu, koniec.

Jakie to smutne. Szczęśliwy finał powieści nie cieszy tak jak powinien, bo ciężar ostatnich stron pozostawia dyskomfort psychiczny i zmusza do myślenia, stawiania pytań, próby skonstruowania alternatywnego rozwiązania akcji. To oczywiście twórcze, jednak ostatnie karty książki odbierają czytelnikowi poczucie bezpieczeństwa. Zło zostaje ukarane tylko teoretycznie. Czarny charakter do końca nie jest zły, a dobro bohatera pozytywnego jest poddawane pod lekką wątpliwość.

Próżno szukać w książce Gardner jasnego komunikatu charakterystycznego dla baśni. Wszystko jest ” jakby” i „prawie”, a jak wiadomo, „robi to wielką różnicę”. Czego zatem się trzymać?

Wydaje mi się, że dziecko dziesięcioletnie nie dojrzało do przyjęcia tylu emocji. W książce Gardner atmosfera jest często zbyt napięta, a niektóre sceny zbyt drastyczne jak na lekturę, którą mogłabym z czystym sumieniem polecić dzieciom.

Z lekkim zawstydzeniem muszę przyznać, że choć „Wiejemy do lasu” czytałam z zafascynowaniem, moja dziecięca wyobraźnia na fabułę zareagowała bardzo nerwowo. Całą noc śniły mi się śpiewające kościotrupy małych dzieci, ktoś mnie gonił, spadałam, czekałam, szukałam, płakałam, uciekałam, budziłam się, po czym koszmarny sen powracał. Tej nocy nie odpoczęłam.

Mam tylko nadzieję, że dziecko odbierze tekst na zupełnie innej płaszczyźnie niż dorosły, a opisywana opowieść będzie dlań przygodą, której nie będzie zbyt analizowało. Myślę też, że młodzi czytelnicy, którym rodzice dawkują telewizję, komputer, film, mogą bardzo przeżywać treść lektury, natomiast dzieci przyzwyczajone do obcowania z grami RPG, filmami fantasty, komiksami, czytając, będą czuły się jak ryby w wodzie.

„Wiejemy do lasu” niewątpliwie przygoda dramatyczna, burzliwa i emocjonująca, ale z jej przeżywaniem nie powinno się zostawiać dziecka samego. Rodzice powinni czuwać nad spokojem ducha młodego czytelnika, żeby, w razie czego, móc interweniować, zwłaszcza w noc.

Anna Zagajewska

Wiejemy do lasu
Lyn Gardner
wyd. Nasza Księgarnia, 2008
wiek: 9+

(Data publikacji: 2009-02-16)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz