„Wyczyny Bartka Koniczyny” – recenzja książki

Czasami niektórzy rodzice zapominają, że ich dziecko jest dzieckiem. Tak było z mamą i tatą Bartka. Zaabsorbowani pracą, zostawili go samego w domu, narażając nocą, podczas awarii prądu, na atak dinozaurów. Przerażony chłopiec krzyczał bardzo długo i bardzo głośno, aż sąsiad z przeciwka uratował go z opresji. Skutkiem tej sytuacji była przeprowadzka chłopca do dziadków – „na jakiś czas”. Rodzice obiecali, że wymyślą jakieś inne rozwiązanie, nie powiedzieli tylko kiedy.

Tak zaczyna się historia dziewięcioletniego Bartka Koniczyny, który po przeprowadzce, zamieszkał w Zaniemyślu i bardzo mu się to podobało. Miał nową szkołę i nową paczkę przyjaciół, dziadka Lucka, babcię Jadwisię oraz jej pyszne placki ziemniaczane. Wreszcie miał też swój pokój tylko dla siebie, bo z rodzicami mieszkał w kawalerce. Bartek tęsknił za mamą i tatą, jednak czas oczekiwania na ich dalsze decyzje wypełniały mu różne wesołe przygody.

Pewnego dnia wpadł na świetny pomysł wysprzątania kuchni płynem do czyszczenia toalety. Kiedy indziej tresował kurę, jeszcze innym razem zbierał żaby i podrzucał tym, z którymi miał „na pieńku”. Zdarzyło mu się również uciekać przed „szafowymi” duchami, czy zawisać na rynnie; potrafił nawet (z wątpliwym wszakże skutkiem, ale zawsze) upiec tort urodzinowy!

Czas płynął, zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Bartek już bardzo tęskniła za uśmiechem mamy i wygłupami z tatą. W tajemnicy napisał dwa listy do Świętego Mikołaja. W każdym z nich, miast prośby o nową zabawkę było marzenie” aby Mikołaj coś wreszcie zrobił, żeby rodzice tak dużo nie pracowali i żeby cała rodzina mogła być wreszcie razem”.

Czy marzenie Bartka się spełniło? Sprawdźcie koniecznie!

„Wyczyny Bartka Koniczyny” to opowieść, która w nienachalny sposób, z ironią, humorem oraz specyficzną lekkością, traktuje o sprawach trudnych i bolesnych. Mówi o relacjach dziecka z rodzicami, gdy w progu domu staje potwór zwany „ważną pracą”, również o samotności chłopca pozostawionego samemu sobie, podczas gdy rodzice muszą robić „to, co trzeba”, a także o poszukiwaniu przez małego bohatera ciepła, akceptacji, zainteresowania i uwagi u innych osób z otoczenia.

Wszelkie sytuacje, emocje, przeżycia przedstawione są z punktu widzenia dziecka, bez zbytniego patosu, rozdzielania włosa na czworo i prób ewentualnego moralizowania. Świat opisany językiem dziewięciolatka, z jego punktu widzenia, bardziej zapada w pamięć, dużo skuteczniej budzi dyskomfort rodzica, który ma małe grzeszki na sumieniu, niż naukowy wywód na temat: „Jak pracować, żeby mieć nieszczęśliwe dziecko”.

Bartek wzrusza pogodą ducha i umiejętnością przystosowania się do tego, co niesie mu życie, rozbraja i zawstydza tych, którzy lubią utyskiwać na swój los.

W tej książce niczego nie jest za dużo ani za mało. Wszystkiego jest tyle, ile powinno być. Pozytywne zakończenie, które opisuje olśnienie, dojście do tego, co wżyciu najbardziej istotne, napawa nadzieją i spokojem, budzi myśl: „A jednak może być inaczej!”

Polecam tę książkę wszystkim dzieciom około dziewięciu lat. Nie tylko tym smutnym, których rodzice dużo pracują, (choć akurat te w lekturze odnajdą pokrzepienie) lecz wszystkim, bo to wesoła i dobra historia.
Anna Zagajewska

Wyczyny Bartka Koniczyny
Danuta Zawadzka
wyd. Skrzat, 2008
wiek: 9+

(Data publikacji: 2009-04-09)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz