„Żegnaj, panie Muffinie” – recenzja książki

Które dziecko nie marzy o zwierzątku – futrzastym, pierzastym czy pokrytym twardym pancerzem przyjacielu, który, mimo że nie potrafi mówić, darzy małego człowieczka wielką miłością i bezgranicznym zaufaniem. A skąd wiemy, że zwierzątka myślą i odczuwają emocje? Z badań naukowców, rzecz jasna, ale także z własnych doświadczeń. A teraz jest jeszcze jedno świetne i pewne źródło – niezwykła książka o rzeczach najważniejszych – uczuciach ludzi i zwierząt – tych wzajemnych, jak i zupełnie odrębnych; momentach w życiu kluczowych, także tym ostatecznym.

Z trudną kwestią odchodzenia najbliższych, bo w przypadku dzieci zdecydowanie do najbliższych można zaliczyć zwierzątka domowe, literatura radzi sobie w różny sposób – choć jestem przekonana, że coraz lepiej. Tym razem szwedzki autor podszedł do tematu dość nowatorsko. Proces odchodzenia, towarzyszące starości podsumowywanie życia i analizowanie wydarzeń, przedstawione zostały z perspektywy świnki morskiej.

Siedmioletni pan Muffin, siwiejący mieszkaniec niebieskiego pudełka odwróconego do góry dnem, wyposażonego w drzwi, komin i skrzynkę na listy, pewnego dnia znajduje kartkę od swojego opiekuna. I byłby przeszczęśliwy, bo zawsze bardzo wyczekiwał poczty, gdyby nie słowa zawarte w liście – a może świnki morskie nie potrafią czytać? Tak czy inaczej, w tym właśnie miejscu pojawia się pierwszy komunikat, że „(…) jeśli świnka morska jest stara, to może nagle umrzeć…”. Niby niewielki fragment spójnego tekstu, a jednak przekaz jednoznaczny – za chwilę wydarzy się coś bardzo poważnego. I rzeczywiście, pana Muffina zaczyna boleć brzuch – i choć diagnoza nie jest przedstawiona jednoznacznie, a „(…) pani weterynarz kiwa nad nim głową”, koniec jest bliski.

I tak jak człowiek w obliczu śmierci, stara świnka morska zaczyna wspominać, przyglądać się fotografiom na ścianach; mimo złego samopoczucia idzie wyjąć list ze skrzynki, bo „nawet kiedy jest się bardzo chorym, pocztę należy odebrać”. I choć podobno zwierzęta nie umieją czytać, słowa zapisane na kartce uspokajają pana Muffina – bo czy jest się czego bać, jeśli „(…) umieranie nie jest niczym strasznym, tylko się śpi i nic już nie boli. To się dzieje szybko, a potem można odpoczywać.” I tak się właśnie staje, pan Muffin zasypia… na wieczność.

To, co dzieje się po czyjejś śmierci tu, na ziemi, przedstawione zostało bardzo dosłownie i w najdrobniejszych szczegółach – trumna – kartonowe pudełko, grób – dołek w rogu ogrodu, nekrologi w gazetach i telewizyjna relacja z pogrzebu, „Ave Maria” grane na flecie… Przecież odszedł ktoś ważny – kochany przez wszystkich.

„Aniołek świnki przyszedł, uśmiechnął się i odszedł” – czyż to nie doskonałe podsumowanie życia? Przychodzimy, jesteśmy, a później odchodzimy. I spotyka nas szczęście, że są ludzie, którzy potrafią ten proces opisać z tak ogromnym wyczuciem, bez nadęcia i nadmiaru zbędnych słów.

Ewa Świerżewska
(tekst był opublikowany w Piśmie Miesięcznym Ilustrowanym dla Kobiet „Bluszcz” nr 5)

Żegnaj, panie Muffinie!
Ulf Nilsson
il. Anna-Clara Tidholm
przeł. Hanna Dymel-Trzebiatowska
wyd. EneDueRabe, 2008
wiek: 5+

(Data publikacji: 2009-02-16)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz