„Złodzieje snów” – recenzja książki

Czy w Luwrze mieszkają Latusy, które kradną sny? Czy talerz może jęczeć, a samochód krzyczeć z bólu, mimo że nie są bohaterami bajki? Takie pytania można by zadać po lekturze książki Złodzieje snów, problem jednak w tym, że odpowiedź na nie niczego nie zmieniłaby w życiu Basi i tysięcy dzieci znajdujących się w podobnej sytuacji co ona.

Po rozstaniu rodziców kilkuletnią Basią targają emocje – czuje złość, smutek, bezsilność i lęk. A najgorsze jest to, że dziewczynka nie może spać. Szukając rozwiązania tego problemu, Bartek, starszy brat Basi, natrafia w Internecie na informację, że kradnące sny skrzaty mieszkają we Francji, w Luwrze. Dzieci postanawiają wyruszyć do paryskiego pałacu królów francuskich i odzyskać swoją własność.

Ta niewielkiego formatu książka aż kipi od uczuć – tych dobrych i tych negatywnych; jest nimi przesiąknięta. Młody czytelnik (czy też dziecko słuchające, jak mu się czyta), nie odbiera ich jednak na tej samej płaszczyźnie co człowiek dorosły, który może czuć się „przygnieciony” ich nadmiarem. Przeprowadzony przeze mnie eksperyment wykazał, że kilkulatki widzą w Złodziejach snów opowieść sensacyjną i podróżniczą z elementami bajkowymi. Nie dziwi mnie zupełnie fakt, że nie do końca wyłapują zawarty w tekście przekaz. Przecież tak naprawdę nie do nich jest on skierowany, a do rodziców, od których zależy, czy dziecko zachowa poczucie bezpieczeństwa w świecie dorosłych. Lektura tej książki skłania do refleksji, czy koniecznie musi się wydarzyć coś poważnego (w tym przypadku ucieczka dzieci z domu), by dorośli się opamiętali.

Ewa Świerżewska
(tekst był opublikowany w Piśmie Miesięcznym Ilustrowanym dla Kobiet „Bluszcz” nr 5)

Złodzieje snów
Małgorzata Strękowska-Zaręba
Il. Marta Kurczewska
wyd. Nasza Księgarnia, 2008
wiek: 5+

(Data publikacji: 2009-02-18)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz