Angażuję się całą sobą – rozmowa z Susanne Rotraut Berner

Teraz, gdy sama piszę i ilustruję książki dla dzieci, wiem, że bardzo ważne jest, żeby nie wyjaśniać wszystkiego – to nudne. Nie zgadzam się z opinią, że nie należy używać słów niezrozumiałych przez najmłodszych – mówi Susanne Rotraut Berner w rozmowie z Agatą Chwedczuk.

Agata Chwedczuk: Na jakiej literaturze się Pani wychowała? Jaka jest Pani ulubiona książka z dzieciństwa?

Susanne Rotraut Berner: Dorastałam w latach 50. poprzedniego stulecia (śmiech) i wtedy nie było zbyt wielu książek dla dzieci. Ale miałam ich w domu więcej niż inni, bo mój tata był wydawcą. Kiedy umiałam już czytać, bardzo lubiłam Ericha Kästnera. Ważną książką dla mnie był jednak Stary Testament mojej babci, wielkie wydawnictwo z ilustracjami. Nic z tego nie rozumiałam, ale byłam bardzo zainteresowana i dokładnie pamiętam odczucia z tym związane. Teraz, gdy sama piszę i ilustruję książki dla dzieci, wiem, że bardzo ważne jest, żeby nie wyjaśniać wszystkiego – to nudne. Nie zgadzam się z opinią, że nie należy używać słów niezrozumiałych przez najmłodszych. Dzieci uwielbiają, gdy dzieje się coś, czego do końca nie rozumieją. Zawsze mogą zapytać, o coś, co jest dla nich nowe.

ACh: Czy łatwo jest przekazać dużo treści bez słów?

SRB: Ludzie mówią, że to w moich książkach działa! W jednej z niemieckich recenzji, z której jestem bardzo dumna, napisano nawet, że to jak „Buddenbrookowie” Thomasa Manna dla dzieci. Moje publikacje są bardzo złożone – można je odczytywać na wielu poziomach. Najmniejsze dzieci potrafią tylko wskazywać przedmioty (to jest samochód, to jest słońce, to jest dom). Im są starsze, tym więcej zauważają powiązań, relacji i składają je w opowieść.

ACh: Co sprawia Pani największą satysfakcję w pracy?

SRB: To moment, kiedy cała historia jest już zamknięta, a ja mogę przystąpić do kolorowania. Wtedy jestem bardzo zrelaksowana i po prostu się tym bawię. Włączam radio i słucham audiobooków albo muzyki. To jest bardzo miłe, bo książka jest już w zasadzie skończona, a to rękodzieło jest jak wakacje.

ACh: Do kogo adresuje Pani swoje książki?

SRB: Mówiąc szczerze, tworząc, nie myślę o nikim. Na pewno moje książki są dla dzieci, tych małych, które nie potrafią jeszcze czytać. Ale być może również dla babci, która czyta swojemu wnukowi albo sama przegląda książkę. Myślę, że to bezużyteczne, aby zastanawiać się, dla kogo się pisze. Angażuję się całą sobą.

ACh: Czy w świecie tabletów, smartfonów, ekranów trudniej zabiegać o uwagę dzieci?

SRB: Uważam, że wszystkie te urządzenia są nieodpowiednie dla bardzo małych dzieci. Bo jeśli widzi się coś po raz pierwszy, to powinno być to coś realnego, a nie obrazek w tablecie. Nie powstrzymamy tego trendu i ja nie mam zamiaru tego robić, ale gdyby ktoś poprosił mnie o stworzenie wersji mojej książki na tablet, to nie zgodziłabym się na to.

Inaczej wygląda to w przypadku starszych dzieci. Fascynujące w nowych mediach jest to, że można bardzo łatwo sięgnąć po więcej informacji. Jeśli nie rozumiesz jakiejś części tekstu, wystarczy dotknąć, aby przejść do szerszego opisu. To jest bardzo interesujące i sama to robię. Jednak bardzo małe dzieci powinny przede wszystkim wychodzić na zewnątrz i oglądać prawdziwy świat, w oryginale.

ACh: Czy książki bez treści są ogólnoświatowym trendem? Gdzie można szukać ich początków?

SRB: Obrazki to bardzo stara forma komunikacji, weźmy na przykład malowidła w jaskiniach. Dzisiaj obserwujemy wielki powrót do sposobu wyrażania przez ikony. Dobrym przykładem mogą być emotikony w wiadomościach SMS czy mailach, dzięki którym porozumiewają się młodzi ludzie. To dość prymitywne, ale w pewien sposób historia zatacza koło.

ACh: Skąd pomysł na książkę kucharską dla dzieci pt. „Wielkie gotowanie na ulicy Czereśniowej”?

SRB: To poniekąd komercyjny pomysł – razem z wydawnictwem w Niemczech zastanawialiśmy się, jak można by pociągnąć serię przygód bohaterów z ulicy Czereśniowej. Mieliśmy kilka pomysłów, ale najbardziej przypadł mi do gustu ten z książką kucharską. Sama bardzo lubię gotować, a kuchnia jest ważnym miejscem w domu. Ludzie dziś nie gotują razem, to ma być zachęta do rodzinnego kucharzenia. A dla dzieci możliwość odkrywania, co kryje się za daniami, które na co dzień jedzą.

ACh: Dziękuję za rozmowę!

Z Susanne Rotraut Berner rozmawiała Agata Chwedczuk.

Susanne Rotraut Berner
fot. strona wydawnictwa Dwie Siostry

Rotraut Susanne Berner to jedna z najpopularniejszych i najwyżej cenionych niemieckich ilustratorek, graficzka, autorka książek obrazkowych dla dzieci i młodzieży. Zilustrowała około 80 tytułów, zaprojektowała ponad 800 okładek. Jest laureatką wielu prestiżowych wyróżnień, w tym specjalnej nagrody Deutscher Jugendliteraturpreis za całokształt twórczości. Trzykrotnie nominowano ją do nagrody im. Hansa Christiana Andersena.

Jest autorką wydanych przez Dwie Siostry książek: Wiosna…, Lato…, Jesień…, Zima… i Noc na ulicy Czereśniowej oraz Wielkie gotowanie na ulicy Czereśniowej.

(Dodano: 2015-05-18)