Co zrobić, by czytanie książek było dla dziecka jeszcze ciekawsze? – rozmowa z Dorotą Sidor

Zaproponuj mu grę paragrafową! Jest to interaktywna opowieść, w której czytelnik – gracz wpływa na rozwój fabuły. Każdy krótki rozdział (paragraf) kończy się decyzją… w zależności od tego, co wybierzesz – historia rozwinie się inaczej!

Doskonałą propozycję na taką zabawę przygotowało wydawnictwo Dwie Siostry. Książka pt. „Gdzie jest Wydra”, autorstwa Doroty Sidor, została napisana z myślą o dzieciach, ale wciąga czytelnika w każdym wieku (osobiście to sprawdziłam).

Historia rozgrywa się w Pałacu w Wilanowie. Cały dwór szykuje się do wielkiej uczty z okazji imienin Jana III Sobieskiego. Król jednak zupełnie nie jest w nastroju do zabawy… Zaginęło jego ulubione zwierzątko – oswojona wydra! Dzieci króla Jana rozpoczynają poszukiwania, a czytelnik wraz z nimi przemierza korytarze Pałacu w Wilanowie w pogoni za sprytną wydrą. Czy uda się ją odnaleźć i przywrócić uśmiech na twarzy Króla, zanim przyjadą wszyscy goście? Nie pozostaje nic innego, tylko otworzyć książkę i spróbować! A na zachętę – wywiad z autorką książki, Dorotą Sidor.

Monika Zarzycka: Jak to się stało, że została Pani autorką książki dla dzieci? Co Panią zainspirowało i jak doszło do realizacji pomysłu?

Dorota Sidor: Woli Pani dłuższą, czy krótszą historię? [Oczywiście dłuższą] Dłuższa była taka, że miałam przyjemność i szczęście chodzić na zajęcia do profesora Leszczyńskiego na wydziale Polonistyki UW, który jest absolutnym ekspertem w tej dziedzinie. Zajęcia były fascynujące, i to był początek mojego zainteresowania literaturą dziecięcą. Literatura ta jest wciąż otwarta na eksperymenty formalne i ciągle się rozwija.

A krótsza historia jest taka, że pewnego pięknego dnia wydawnictwo Dwie Siostry ogłosiło konkurs na fragment tekstu, opowiadania, które miało spełniać pewne określone warunki… Zauważyłam też ku mojej wielkiej radości, że nagrodą jest nie tylko „wieczna chwała wygranej”, ale też wydanie rozszerzonej wersji opowiadania w formie książkowej. Napisałam, wysłałam… okazało się, że mój tekst się spodobał i tak to się potoczyło dalej.

MZ: Czy umieszczenie akcji w Pałacu w Wilanowie było jednym z warunków konkursu?

DS: Miała być to historia grupy dzieci mieszkających w dworze magnackim, w którym ginie jakiś przedmiot, a ich zadaniem jest przeprowadzenie śledztwa…

W pierwotnej wersji mojego opowiadania nie było pałacu w Wilanowie. Dopiero po rozmowach z Wydawnictwem okazało się, że to Muzeum Pałac w Wilanowie chciałoby wydać książkę dla dzieci, w której bohaterami będą członkowie rodziny królewskiej. Pracownicy Muzeum konsultowali stronę merytoryczną tej książki, sprawdzali, czy wszystko ujęłam w odpowiedni sposób.

Moim największym wkładem była oczywiście fabuła i sama forma – czyli paragrafowość. Opowiadanie konkursowe zostało właśnie w takiej formie napisane i również w tej formie została napisana potem cała „Wydra”.

MZ: Skąd pomysł na formę gry paragrafowej?

DS: Celem książki miało być opisanie realiów historycznych, przybliżenie pewnego miejsca – i gra paragrafowa doskonale się do tego nadaje. Można wędrować po jakimś obszarze w sposób bardzo naturalny. Natomiast gdyby opisywać kolejne pokoje, stroje itd., to bardzo długie opisy stworzyłyby razem raczej przewodnik. Paragrafowa forma pozwalała ująć to atrakcyjniej i wzbogacić cały temat, uniknąć stereotypowo rozumianej przewodnikowości. Pod pretekstem poszukiwań prowadzonych w pałacu i jego okolicach bardzo łatwo można w tym momencie „ubrać” całą historię w realia historyczne.

MZ: Jak wygląda przygotowanie gry paragrafowej od tej technicznej, a nie literackiej strony?

DS: Spędziłam dużo czasu nad planami Pałacu w Wilanowie. Założenie było takie, że książka ma powstać dla dzieci w wieku od około 6. roku życia i starszych. Chodziło więc o to, żeby nie komplikować gry za bardzo, ponieważ w kolejnych wędrówkach po książce mogłoby umknąć to, o co w niej chodzi. Dlatego z punktu widzenia konstrukcji to prosta gra paragrafowa. Jest fragment tekstu, do niego są dwa-trzy rozgałęzienia i to tak naprawdę koniec. Nie ma tam skomplikowanych zapętleń, nie można też gry przegrać, bo chodzi o to, żeby nie zniechęcić dziecka. Książka jest tak skonstruowana, żeby odbiorca, który ma pierwszy raz do czynienia z taką formą się nie przestraszył, nie uciekł gdzieś w połowie drogi. Bo gdyby nam uciekł – nie dostanie tej porcji wiedzy, o którą nam chodzi.

Ważne jest to, że cały czas przy pisaniu potrzebowałam planów – i aktualnych, i z epoki, po to, żeby przejścia pomiędzy kolejnymi fragmentami tekstu były logiczne. Inaczej mogłoby się okazać, że w jednej chwili dzieci szukają wydry w pałacu, a chwilę potem szukają gdzieś daleko w ogrodzie. A przecież żeby się tam dostać, musiałyby przecież pokonać jakąś przestrzeń, a to nie byłoby uwzględnione w książce… musiałam się tego bardzo mocno trzymać, żeby nie „skakać” po rezydencji wilanowskiej. Wspominam to jako bardzo fajne doświadczenie – takie planowanie tras z ołówkiem w ręku. Swobodnie licząc, około miesiąca zajęło mi logiczne, spójne zaplanowanie ścieżek. Po kilka razy sprawdzałam warianty tras, żeby uniknąć niespodzianek. Potem jeszcze oczywiście robił to wspaniały redaktor z wydawnictwa, Maciej Byliniak.

MZ: Czyli można wziąć książkę i przejść się trasami, które pokonywały w poszukiwaniu wydry dzieci króla Jana?

DS: Nie wiem, z jakim efektem, ale słyszałam, że ludzie podejmowali takie próby.

MZ: Jak wyobraża sobie Pani możliwości działań z książką?

DS: Pomysł był taki, żeby jednak dziecko nie czytało książki samodzielnie – żeby rodzic czy inny opiekun był gdzieś w tle, jeśli oczywiście mówimy o tych najmłodszych odbiorcach. W opowiadaniu często pojawiają się odwołania do trudniejszych wyrazów. One są oczywiście wytłumaczone, natomiast dobrze jest, jeżeli dorosły jest w stanie się w to włączyć, coś jeszcze dopowiedzieć, doprecyzować. Nie chciałam też wyjaśniać każdego trudnego słowa, z tego względu, że z opowiadania nagle zrobiłby się nam słownik…, a trochę nie tędy droga. Więc założenie było takie, żeby dorosły w jakiejś formie towarzyszył dziecku.

Książka była też sprawdzana na spotkaniach autorskich w bibliotekach z dziećmi, i to również wypadało dobrze. Szczególnie, jeśli prosiło się dzieci o dokonywanie samodzielnych wyborów, a one starały się przegłosować to między sobą – taka zabawa w grupie też była ciekawa, bardzo aktywizowała uczestników.

MZ: Czy literacka działalność ma coś wspólnego z tym, co robi Pani na co dzień?

DS: Dalekie powiązanie jest takie, że jestem doktorantką na wydziale pedagogicznym UW. Edukacja jest czymś, co rzeczywiście mnie bardzo interesuje, z czym jestem związana.

Moje pierwotne studia polonistyczne, jak już wspominałam, też mnie do tego przygotowały. Na co dzień zajmuję się jednak czym innym, to znaczy wykorzystaniem kształcenia zdalnego z użyciem Internetu w szkolnictwie wyższym (powszechnie nazywanego e-learningiem). Tutaj się spotykamy – w Centrum Otwartej Multimedialnej Edukacji (COME UW), to jest moje pierwsze miejsce pracy i to, czym się zajmuję. Badania do doktoratu też prowadzę w tym obszarze.

MZ: „Gdzie jest Wydra” zachwyca ilustracjami – warstwa graficzna ciekawie współgra z formą paragrafową, stąd moje pytanie – jak wyglądała współpraca z ilustratorami?

DS: Olę i Daniela Mizilińskich i mnie połączyło Wydawnictwo. Stwierdziło, że to właśnie oni powinni robić ilustracje do tej książki. To są ilustratorzy, którzy mają naprawdę świetne, „odjechane” pomysły, choć jak sami twierdzą, one są dla nich całkowicie normalne. Paragrafowość nie była więc dla nich żadnym wyzwaniem. Daniel kiedyś zaczytywał się w grach paragrafowych, więc wiedział, na czym polega ich charakter. Z Olą i Danielem spotkaliśmy się w Wilanowie, kiedy już było wiadomo, że będziemy współpracować i przeszliśmy po wszystkich zakamarkach, do których nas wpuszczono. Potem ja opracowałam tekst i przesłałam im pierwszą wersję, żeby wiedzieli mniej więcej, z czym będą pracować. Następnie dostarczyłam pełen tekst – a oni go zilustrowali. Ta praca się przenikała i uważam, że ułożyła się idealnie.

MZ: Proszę opowiedzieć trochę o głównej bohaterce – Wydrze.

DS: Wydra jest postacią autentyczną! Szalenie mi się to podoba, że można było przedstawić prawdziwego bohatera. Wydra rzeczywiście istniała, pojawiła się w pałacu w Wilanowie i… rzeczywiście uciekła. A dlaczego wydra? Fajny zwierzak, świetna historia związana z tym, że król zażyczył sobie mieć takie zwierzątko. Olbrzymie pole do popisu, można było swobodnie zwierzęciu nadać jakiś konkretny charakter, pozwalający dziecku zbliżyć się do bohatera.

MZ: Czy planuje Pani napisać coś jeszcze?

DS: Tak, bardzo bym chciała! Mam rozpoczętych kilka wątków, ale jest jeden problem – mam za mało czasu…

MZ: Forma będzie znów paragrafowa?

DS: Tak, myślę, że mam fajny pomysł i mam nadzieję, że w końcu uda mi się go do końca zrealizować.

MZ: Uchyli Pani rąbka tajemnicy?

DS: Nie chce zapeszać, ale jeśli już mam coś powiedzieć… Tym razem nie chciałabym poruszać się w konwencji historycznej, bardziej w przygodowej. To, czego mi zdecydowanie brakuje, to czasu na porządny research, przygotowanie struktury, już bardziej skomplikowanej niż to, co było w „Wydrze” – dla trochę starszych dzieci, żeby móc jeszcze trochę pobawić się formą. W „Wydrze” struktura gry była ograniczona wymaganiami wiekowymi, tutaj już mogłabym trochę poszaleć jakimiś zwrotami akcji czy odwołaniami, można jeszcze dużo zrobić!

MZ: Dziękuję, czekamy w takim razie na kolejne książki!

Z Dorotą Sidor rozmawiała Monika Zarzycka

Dorota Sidor

Dorota Sidor na co dzień zajmuje się uczeniem studentów, ale jej pasją jest również literatura dla dzieci. Za swoją pierwszą książkę: „Gdzie jest wydra? Czyli śledztwo w Wilanowie” otrzymała Nagrodę Literacką m.st. Warszawy. Książka była też nominowana do nagrody Dobre Strony. Wolny czas najchętniej spędza, czytając na świeżym powietrzu i słuchając, co w trawie piszczy.
(notka o autorce za: www.bibliotekawilanowska.pl)

A dla trochę starszych, ale niecierpliwych czytelników, którzy nie mają jeszcze książki „Gdzie jest wydra” i nie mogą doczekać się przygody z jakąś grą paragrafową – polecam krótką edukacyjną opowieść „Janek – historia małego powstańca” autorstwa dr Macieja Słomczyńskiego i Beniamina Muszyńskiego. Można ją pobrać za darmo w formacie pdf, MOBI i EPUB ze strony http://masz-wybor.com.pl/godzina-w/

Netografia:
http://www.wydawnictwodwiesiostry.pl/katalog/prod-gdzie_jest_wydra.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Gra_paragrafowa
http://swiatczytnikow.pl/janek-historia-malego-powstanca-pierwszy-polski-gamebook-na-kindle/

(Dodano: 2014-05-15)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz