„Gdybym nie pomyliła psów” – recenzja książki

Co by było, gdyby? To pytanie od zarania dziejów towarzyszy wszystkim przedstawicielom gatunku Homo Sapiens, także tym, co dopiero odrośli od ziemi. Podobne rozważania prowadzi dziewięcioletnia Tilda, bohaterka pierwszego tomu serii autorstwa szwedzkiej pisarki Ingelin Angerborn (wkrótce ukaże się kolejna część – „Gdybym nie zrobiła z taty astronauty”). Wszystko zaczęło się od tego, że Tilda pomyliła psy – podekscytowana widokiem chłopca, który bardzo się jej podobał, zamiast malutkiej suczki chihuahua swojej sąsiadki, zabrała spod sklepu czarnego labradora. To zapoczątkowało lawinę nieoczekiwanych zdarzeń, które zakończyły się… pełnią szczęścia. No prawie. W całej tej opowieści, która z pozoru jest beztroska i przepełniona humorem, czai się tęsknota i smutek, no… może smuteczek. A skąd one? Czytelnik szybko się zorientuje, że Tildzie bardzo brakuje taty – cyrkowca, a może astronauty (jak się okazuje w ostatnich linijkach tekstu). Brak ten dziewczynka odczuwa bardzo dotkliwie, co oznacza, że nie jest to raczej stan chwilowy. Może właśnie z tego powodu (starając się zamaskować żal), albo dlatego, że jest tylko dzieckiem, Tilda ma skłonność do mijania się z prawdą. A kłamstwo, jak wiadomo, ma krótkie nogi, co sprawia, że kiedyś jednak będzie trzeba powiedzieć prawdę i przyznać się do błędów. Ale czy już teraz?

gdybym

Gdybym nie pomyliła psów
Ingelin Angerborn
il. Magda Chodorowska
przeł. Katarzyna Ottosson
wyd. Zakamarki, 2008
wiek: 6+

(Data publikacji: 2009-09-29)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz