Każda z moich książek jest częścią większego planu popularyzacji pewnej sprawy – wywiad z Łukaszem Wierzbickim

Staram się być dociekliwy, słuchać uważnie, rozglądać się bacznie, być ciekawym świata i dziwić się wszystkiemu. A gdy już odnajdzie mnie historia i urzeknie, oddaję się jej bez reszty, poświęcam wszystkie siły, by przekazać ją dalej. Najlepiej, jak potrafię – mówi Łukasz Wierzbicki w rozmowie z Agatą Hołubowską.

Agata Hołubowska: Po uczestnictwie w kilku spotkaniach z Panem dotyczących różnych książek odnoszę wrażenie, że czuwa nad Panem szczęśliwa gwiazda, która kieruje na Pana drogę odpowiednich ludzi. Zaczęło się od dziadka – gdyby nie jego opowieści, być może nigdy nie powstałaby pierwsza zredagowana przez Pana książka „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”. Potem była sąsiadka i jej opowieść o misiu Wojtku, następnie Przemek Lewandowski z historią o Benedykcie Polaku. Czy uważa Pan, że te wszystkie opowieści trafiły do Pana przypadkowo? Kto jeszcze i w jaki sposób Pana zainspirował?

Łukasz Wierzbicki: To prawda, że miałem wielkie szczęście do inspiracji… i wciąż mam, ostatnimi czasy zostałem zaproszony do pracy nad pamiętnikami Haliny Korolec-Bujakowskiej z jej podróży motorem do Chin. To kolejna zapomniana, nadzwyczaj intrygująca historia. Ale samo szczęście nie wystarczy. Szczęśliwej gwieździe trzeba pomagać. Staram się być dociekliwy, słuchać uważnie, rozglądać się bacznie, być ciekawym świata i dziwić się wszystkiemu. A gdy już odnajdzie mnie historia i urzeknie, oddaję się jej bez reszty, poświęcam wszystkie siły, by przekazać ją dalej. Najlepiej, jak potrafię.

AH: Na swojej stronie internetowej wymienia Pan osoby świata kultury, które Pana inspirują. W jaki sposób np. muzyk może inspirować pisarza?

ŁW: Podam jeden przykład. Dan Fogelberg, znakomity amerykański muzyk i poeta, zawarł w swej piosence The Spirit Trail piękny wers, który brzmi mniej więcej: „niech każda istota, którą napotkam, będzie mi bratem i przyjacielem”. Zawsze bardzo podobały mi się te słowa. Wykorzystałem je w jednym z rozdziałów „Afryki Kazika”. Czarownik, wręczając Kazikowi amulet życzy, by każde stworzenie, które ten napotka na swej drodze, było mu przyjacielem. Powtórzyłem to życzenie także w mojej ostatniej powieści, tej o Benedykcie Polaku. Podejrzewam, że powróci w najnowszej książce. Muzyka inspiruje mnie w życiu na wiele sposobów. W ubiegłym roku zmarł wspaniały szkocki artysta – Jackie Leven. Noszę w głowie książkę inspirowaną jego postacią, muzyką, poezją, mam nadzieję znaleźć kiedyś czas, by przelać ją na papier.

AH: Co zawdzięcza Pan Tiziano Terzaniemu?

ŁW: Cieszę się, że pyta Pani o Terzaniego, bo to jeden z ważniejszych autorytetów, nie tylko jeśli chodzi o literaturę i reportaż, ale filozofię życiową. Wielu polskich twórców literatury podróżniczej, niestety także tych popularnych i poczytnych, traktuje ludzi o odmiennych zwyczajach, innych przekonaniach, wierzeniach, inaczej ubranych, w sposób przedmiotowy, jako swoistą „atrakcję”, poprzez swą odmienność w najlepszym wypadku zabawną. To prowadzi często do następującego wnioskowania – ktoś myśli inaczej niż ja, inaczej się ubiera, jest inny, więc nie jest normalny, zatem nie ma racji. Terzani w swojej twórczości prezentował o wiele mądrzejsze spojrzenie na świat. Twierdził, że ten, kto jest inny, wcale nie jest gorszy. To odzwierciedla moje przekonanie. Dlatego w książkach kierowanych do młodych czytelników, którzy szukają dopiero kluczy do zrozumienia wielobarwnej rzeczywistości, trzymam się tej właśnie idei. Kazik zaprzyjaźnia się z „dzikimi wojownikami pustyni” czy „ludożercą”, uczy się, że uprzedzenia nie mówią prawdy o ludziach. Bohater „Dziadka i niedźwiadka” przekonuje się, że zwierzę może być przyjacielem, a nawet mieć ludzkie cechy. Benedykt i Jan dostrzegają piękno mongolskich obyczajów.

AH: Po sukcesie pierwszej książki dla dorosłych powstała druga, dla dzieci – „Afryka Kazika”. Zaistniała potrzeba powołania Pogotowia Kazikowego. Czy mógłby Pan o nim więcej opowiedzieć?

ŁW: Każda z moich książek jest częścią większego planu popularyzacji pewnej sprawy, pewnego tematu. Każdej towarzyszy… Pogotowie Kazikowe, czyli trochę spotkanie autorskie, a trochę prelekcja, spektakl kabaretowy, zabawa, prezentacja multimedialna, pokaz zdjęć i filmów, inscenizacja historyczna, za każdym razem trochę inaczej, w zależności od tematu i wieku publiczności.

AH: Ze spotkań autorskich uczynił Pan teatr jednego aktora, który świetnie trafia do młodych (i starszych!) czytelników. W jaki sposób Pan się do nich przygotowuje? Czy one ewoluują pod wpływem kolejnych spotkań?

ŁW: Przez dziesięć lat pracowałem zawodowo jako menadżer kultury, organizowałem warsztaty teatralno-kabaretowe, koncerty, przedstawienia, cały czas obserwowałem twórców w trakcie pracy i to była dla mnie wspaniała lekcja. Do każdego ze spotkań starannie się przygotowuję. Tego być może nie widać, rekwizyty wydają się czasem przypadkowe, ale przed każdym spotkaniem sprawdzam, czy są na swoim miejscu. I oczywiście każde spotkanie jest inne, bo każda publiczność jest inna. Po każdym zastanawiam się, co udało się dobrze, a co trochę gorzej, poprawiam i zmieniam, dodaję nowe żarty, rekwizyty, zdjęcia. Dzięki temu nie nudzę się. Spotkania muszą być dobrą zabawą także i dla mnie, inaczej młoda publiczność wyczuje, że nie jestem autentyczny.

AH: Patrząc na kalendarz spotkań Pogotowia z młodymi czytelnikami, odnoszę wrażenie, że nie ma Pan już czasu pisać. W jaki sposób Pan pracuje? I kiedy?!

ŁW: Podróże i spotkania zabierają mi dużo czasu, to prawda. Staram się pracować wieczorami, wtedy zresztą pracuje mi się najlepiej. Są też okresy w roku zarezerwowane na pracę twórczą, gdy Pogotowie Kazikowe odpoczywa, na przykład okolice świąt czy wakacje letnie. Wtedy często siedzę do późnej nocy przepisując, porządkując notatki.

AH: Czy dzieci w jakiś sposób Pana również inspirują?

ŁW: Jak najbardziej! Dorośli są bardzo często przekonani o swojej racji, rzadko kiedy potrafią kogoś w spokoju wysłuchać, trzymają się kurczowo pewnych schematów. Dziecięce spojrzenie na świat jest szczere, spontaniczne. Każde spotkanie z dziećmi to nie tylko lekcja, której im udzielam, ale także lekcja, którą od nich pobieram.

AH: Na co dzieci Pana uwrażliwiły, na co zwracają uwagę, o co pytają? Czy wierzy Pan, że część z nich pewnego dnia zarzuci plecak na plecy i ruszy we własną, pełną przygód, podróż?

ŁW: Dziecko potrafi zadać każde możliwe, najmniej spodziewane pytanie. Bardzo to lubię, bo to świetna lekcja pokory („nie myśl, że jesteś gotowy na wszystko”). By nawiązać wspólny z dziećmi język, muszę dostosować się do ich wrażliwości, obudzić chłopca w sobie i za to jestem im wdzięczny. Za to, że ten chłopiec nie śpi. A gdy kiedyś młodzi czytelnicy moich książek ruszą po swoje przygody – bez dwóch zdań! oczywiście, że to się stanie! – mam nadzieję, że niczym Kazik czy Jan z Grabowej Doliny, przyglądać się będą światu z szacunkiem i zainteresowaniem.

AH: Wymieńmy je wszystkie: „Afryka Kazika”, „Dziadek i niedźwiadek”, „Wyprawa niesłychana Benedykta i Jana”; to są tytuły Pana książek dla dzieci. Czy mógłby Pan pokrótce opowiedzieć historię powstania każdej z nich.

ŁW: W „Afryce Kazika” zawarłem najciekawsze z przygód Kazimierza Nowaka, polskiego podróżnika, który w latach 30. ubiegłego wieku odbył jedną z najbardziej romantycznych podróży przez Czarny Ląd, przez pięć lat przemierzał kontynent afrykański rowerem, konno, czółnem i na wielbłądzie. Książka „Dziadek i niedźwiadek” opowiada o losach niedźwiedzia Wojtka, który wraz z 22. Kompanią Zaopatrywania Artylerii przeszedł cały szlak Armii Andersa… a przy okazji udowodnił, że zwierzęta mogą być cudownymi przyjaciółmi ludzi. Żeby ją napisać, sam musiałem przeczytać około trzydziestu książek opisujących życie polskich żołnierzy w trakcie II wojny światowej. Ostatnią z książek osnułem na relacjach franciszkanów Giovanni da Pian del Carpine oraz Benedykta Polaka z ich autentycznej wyprawy do krainy Mongołów odbytej w XIII wieku.

AH: Czy obecnie pracuje Pan nad nową książką? Dla dorosłych czy dla dzieci?

ŁW: Tak, pracuję bardzo powoli nad nową książką dla dzieci. Pragnę przekazać najmłodszym historię, którą zawarłem w zredagowanej przeze mnie książce Haliny Korolec-Bujakowskiej „Mój chłopiec, motor i ja”. To będzie czwarta, a zarazem, jak zaplanowałem, ostatnia powieść podróżniczo-historyczno-przygodowa z tego cyklu, dziewczęcy pamiętnik z podróży poślubnej motocyklem do Chin. A po co jechać motorem do Chin? Wkrótce się okaże…

AH: Czy nadal trafiają do Pana historie warte ocalenia i popularyzacji? Co „chodzi Panu po głowie”?

ŁW: Jest wiele zapomnianych, inspirujących postaci i historii, wiele z nich „chodzi mi po głowie”, można tak powiedzieć. Intrygują mnie wierzenia i mity Słowian na przykład. Odczuwam brak dobrych książek na ten temat. Zawsze też fascynowała mnie przyroda. Powstały setki bajek o niedźwiedziach, lwach i pingwinach, tymczasem jest na świecie tyyyyle gatunków zwierząt, tak mało znanych, a tak niezwykle ciekawych.

AH: Tak się złożyło, że wszyscy bohaterowie Pana książek już nie żyją. Czy myślał Pan kiedyś o napisaniu o kimś obecnie żyjącym?

ŁW: Szczerze mówiąc, nie. Chyba dlatego, że mam poczucie pewnej misji – opowiedzieć historie za tych, którzy nie mogą już tego uczynić. Cała moja przygoda z literaturą od tego się zaczęła. Kazimierz Nowak nie zdążył zebrać swych relacji z Afryki w książce. Uczyniłem to po wielu latach za niego.

AH: Wszystkie spośród Pana książek są opowieściami drogi. Czy to właśnie temat podróży jest Panu najbliższy? Czy są jeszcze inne tematy, którymi chciałby się Pan zająć?

ŁW: Odbyłem w życiu wiele dalekich wypraw i wiem, że podróż to najlepszy sposób, by nauczyć się czegoś o świecie, poznać przyjaciół, ciekawie spędzić czas. Wystarczy ruszyć przed siebie, a na pewno spotka cię coś ciekawego – mówi Kazik, bohater mojej książki, ale tak naprawdę to słowa, które usłyszałem podczas mojej pierwszej wyprawy do Afryki. Jednocześnie czuję potrzebę stworzenia książki, w której to nie podróż będzie stanowiła napęd narracji, dlatego, jak wspomniałem, pamiętnik z wyprawy do Chin będzie ostatnią powieścią z tego podróżniczego cyklu.

AH: Sam Pan sporo podróżuje. Czy inspirują Pana również do tego książki, nad którymi Pan pracuje?

ŁW: Jak najbardziej. Na przykład w trakcie pracy nad książką „Dziadek i niedźwiadek”, gdy dzień w dzień studiowałem historię Armii Andersa, postanowiłem wybrać się do Włoch i odwiedzić miejsca, w których rozgrywa się akcja książki, w szczególności wzgórze Monte Cassino i cmentarz polskich żołnierzy.

AH: W październiku 2010 pojawił się na świecie nowy przyszły czytelnik Pana książek, który zdążył już zawitać do Afryki. Ostatnią opowieść „Wyprawa niesłychana…” zadedykował Pan właśnie jemu. Co zmieniły w Pana życiu narodziny synka? Czy zwolnił Pan nieco, czy wręcz przeciwnie? Czy chciałby Pan, aby w przyszłości to właśnie Jonasz jako pierwszy czytał Pana teksty?

ŁW: Zadedykowałem synkowi opowieść o franciszkanach, którzy wyprawili się poza krańce znanego świata, bo to bardzo piękna, ale i ważna opowieść o tym, co spotyka każdego z nas, niemal co dzień, co spotka też i Jonasza. To książka o wyzwaniach, które stawia przed nami życie i o tym, że gdy stawimy im czoła, choćby wydawały się nie wiem jak ciężkie, straszne, zniechęcające, gdy podejmiemy trud i ryzyko, na pewno spotka nas nagroda. Oczywiście mam nadzieję, że ta bardzo śmieszna, trochę straszna, mocno przygodowa książeczka sprawi radość i doda odwagi każdemu młodemu czytelnikowi, a jeśli kiedyś sięgniemy po nią wspólnie z Jonaszem, który w tej chwili ma dopiero 16 miesięcy, i jeśli mój synek zechce pomagać mi w pracy pisarskiej, będzie to dla mnie na pewno wielka radość.

AH: Czego chciałby życzyć Pan czytelnikom Qlturki?

ŁW: By każde stworzenie, które napotkają na swej drodze, było im przyjacielem!

AH: Czego czytelnicy Qlturki mogą życzyć Panu?

ŁW: Może… niech życzą mi tego samego!

AH: Dziękuję za rozmowę.

Z Łukaszem Wierzbickim rozmawiała Agata Hołubowska.

Łukas Wierzbicki
Foto: Tomek Bielawski

Łukasz Wierzbicki – autor książek dla dzieci i redaktor, menadżer kultury, miłośnik zwierząt, pasjonat podróży. Od wielu lat stara się ocalić od zapomnienia wartościowe historie. Odszukał reportaże Kazimierza Nowaka, zapomnianego podróżnika, który w latach 30. XX wieku odbył pionierską podróż rowerem do Afryki. W 2000 roku wydał je w postaci książki „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”. W 2008 roku zadebiutował jako autor książką „Afryka Kazika” – wersją przygód Kazimierza Nowaka dla najmłodszych czytelników. Rok później w książce „Dziadek i niedźwiadek. Historia prawdziwa” opowiedział losy niedźwiedzia Wojtka z Armii Andersa. Powieść „Wyprawa niesłychana Benedykta i Jana” oparł na średniowiecznych relacjach z wyprawy franciszkanów Giovanni da Piann del Carpine i Benedykta Polaka do stolicy Imperium Mongolskiego. W 2011 roku zredagował i wydał reportaże z motocyklowej podróży Haliny Korolec-Bujakowskiej do Chin.
www.lukaszwierzbicki.pl

(Dodano: 2012-03-06)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz