O sztuce warto mówić nawet najmłodszym – rozmowa z Ewą Jałochowską

Dla mnie sztuka jest wielkim okularem, soczewką, która przybliża i pozwala zrozumieć ludzkie strachy i potrzeby. Jest dowodem wspaniałej, niesamowitej i nieodmiennie fascynującej wyobraźni człowieka, jego myśli i chęci poznania miejsca, w którym się znalazł – mówi Ewa Jałochowska, autorka książki „Historia sztuki dla dzieci i rodziców. Rozmowy z Kajtkiem”.

Ewa Świerżewska: Jestem pod wrażeniem. Po raz pierwszy zetknęłam, się z książką, która w tak ciekawy i nieszablonowy sposób podchodzi do kwestii sztuki i przybliża często skomplikowane zagadnienia dzieciom. Czyta się ją nie jak kompendium wiedzy o sztuce, ale ciekawą powieść. Czy sądzi Pani, że dzięki temu dzieci łatwiej przyswoją sporą porcję wiedzy?

Ewa Jałochowska: Dziękuję za miłe słowa! Liczyłam po cichu na to, że książka poruszy wyobraźnię. Mam nadzieję, że pomogą także wymyślone postacie, które pojawiają się w książce. Jedną z nich jest fossor, rzymski górnik, który kopał wczesnochrześcijańskie katakumby i opowiada o swoim losie. Drugą mnich z krzywym nosem, ze skryptorium karolińskiego – postać z rysunku, która ożywa i wiedzie z Kajtkiem rozmowę o zawartości piórnika. Niespodziewanie w naszej kuchni pojawia się także odziany w typowo renesansowy strój Bartolommeo Berrecci, architekt Zygmunta Starego. Włoch opowiada o pracy na dworze polskiego króla i powstawaniu Kaplicy Zygmuntowskiej, perły polskiego renesansu.

EŚ: Wszystko zaczęło się od czarnego kwadratu i wypytywania ludzi, czym, ich zdaniem, jest sztuka. A jak Pani odpowiedziałaby na to pytanie?

EJ: Sonda, którą przeprowadziliśmy z Kajtkiem, była bardzo trudna. Przechodnie nie mieli czasu na zastanowienie. Podziwiałam ich refleks i trafność, szczególnie, że ja sama wciąż nie umiem dać jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czym jest sztuka. Dla każdej epoki, rodzaju, gatunku sztuki odpowiedź jest inna. Dla mnie prywatnie sztuka jest wielkim okularem, soczewką, która przybliża i pozwala zrozumieć ludzkie strachy i potrzeby. Jest dowodem wspaniałej, niesamowitej i nieodmiennie fascynującej wyobraźni człowieka, jego myśli i chęci poznania miejsca, w którym się znalazł. Miejsce się nie zmienia, zmienia się tylko sposób naszego odbierania, a zatem i sztuka.

A z drugiej strony sztuka może być niezwykłym przeżyciem, które nie daje się łatwo zamknąć w słowa. Dziesięć lat temu w Syrii oglądałam bizantyńską bazylikę zbudowaną nad słupem Szymona Słupnika. To było jedno z takich przeżyć, które pozostają, a które trudno wyjaśnić. Nie poruszyła mnie historia związana z bazyliką, lecz doskonała forma planu centralnego.

EŚ: A do czego tym najmłodszym dzieciom przydać się może wiedza na temat epok w sztuce, znajomość artystów i ich dzieł? Czy to nie za wcześnie?

EJ: Trudne pytanie. Starszym na pewno do zrozumienia siebie samych, bo wiedza o historii sztuki jest jak kluczyk, który ułatwia skonfrontowanie dzisiejszych czasów z dawnymi, dostrzeżenie zmian i różnić. Młodszym może pomóc zrozumieć, że kultura nie jest człowiekowi dana, lecz jest przez człowieka tworzona, a to już moim zdaniem całkiem sporo. A zatem warto o sztuce mówić nawet najmłodszym.

EŚ: Z jednej strony, powstała tak wspaniała książka, z drugiej zaś wciąż są muzea, w których obecność dzieci budzi mieszane uczucia obsługi i innych zwiedzających. Przez to rodzice niechętnie decydują się na wyjście z dzieckiem do muzeum. Czy sądzi Pani, że jest szansa na zmiany i czy ta książka może się do nich przyczynić?

EJ: Wydaje mi się, że aż tak źle z muzeami nie jest. Od lat w warszawskiej Zachęcie odbywają się warsztaty, Muzeum Narodowe w Warszawie organizuje zajęcia nie tylko z historii sztuki, ale także z konserwacji zabytków. Królikarnia dzielnie pracuje z dziećmi. Muzea otwierają się na zwiedzających, zmieniając słowo „zwiedzanie” na słowo „działanie”. Nowocześni muzealnicy chcą, aby sztuka nie była tylko oglądana, lecz współtworzona.

EŚ: Ile czasu powstawała „Historia sztuki dla dzieci i rodziców”?

EJ: Dziesięć miesięcy pracy w szaleńczym tempie nad tekstem, plus kilka miesięcy pracy redakcyjnej i edytorskiej, która należała już do Wydawnictwa Bukowy Las. Jestem wydawnictwu ogromnie wdzięczna za wsparcie, za pomoc i za oprawę książki, bo „Historia dla dzieci i rodziców” została wydana w sposób, o jakim mogłam tylko marzyć. Bez wsparcia Wydawnictwa Bukowy Las książki by nie było.

EŚ: Czy Kajtek naprawdę zadał Pani te wszystkie pytania, które są w książce?

EJ: Kajtek, bohater książki zadał wszystkie, ale Kajtek, który jest rzeczywistym chłopcem – nie. Był inspiracją i pewnym zabiegiem formalnym. Oczywiście część rozmów miała miejsce, chociaż z pewnością nie odbywały się w taki sposób, w jaki zostały napisane.

EŚ: Czym się Pani kierowała, wybierając te, a nie inne dzieła sztuki i artystów do prezentacji w książce? Czy coś się może nie zmieściło?

EJ: Uprzywilejowani byli wszyscy ci artyści i ich dzieła, które pędziły w forpoczcie sztuki, czyli przysłużyły się jej rozwojowi lub zmianom kierunku. To one trafiały do książki w pierwszej kolejności. Czyli kryterium wyboru dzieł i artystów było pokazanie przemian w sztuce, ale znaczenie miały także moje własne przeżycia związane ze sztuką, jak chociażby wspomniana bazylika w Syrii.

Sporo pozostało poza klamrami czarnego kwadratu. Bardzo żałuję, że nie zmieściła się sztuka Starożytnego Wschodu i w dużej części, wspominana zaledwie w kilku rozdziałach architektura, która sama mogłaby stać się tematem oddzielnej książki. Ciekawym tematem, także nietkniętym, jest np. sztuka ogrodów, którą ukochał sobie barok lub przepiękne sklepienia renesansowe kalisko-lubelskie, przypominające bardziej cukiernicze szlaczki, niż ornamenty architektoniczne. Książka nie obejmuje także w całości XX wieku w sztuce, ale mam nadzieję, że pomaga zrozumieć skąd i po co zrodziła się sztuka współczesna. Sporo zabrakło, ale z tematów, które zostały zaplanowane, w książce znalazły się wszystkie.

EŚ: W „Historii sztuki…” znalazłam, prócz reprodukcji wielkich dzieł, prace Kajtka – rysunki, figurki z modeliny itp. Wygląda więc na to, że sztuka może zainspirować nawet całkiem małe dzieci. Czy rzeczywiście?

EJ: Pewnie, że może! Najlepszym przykładem jest Mona Lisa, którą chłopcy ubierali, rozbierali, i farbowali na wszystkie możliwe sposoby. Także camera obscura, wykonana wspólnie przez chłopców i tatę Karola, jest dowodem, że nie tylko sztuka inspiruje dzieci, ale inspiruje je także historia jej tworzenia. Warto więc nie tylko pokazywać dzieła, ale także opowiadać, jak powstawały.

Z wielu prac Kajtka, które powstały w trakcie pisania książki, mnie najbardziej wzrusza figurka delfina. Modelinowy delfin spalił się w piekarniku, doprowadzając Kajtka do łez. Tym razem nie sztuka zainspirowała Kajtka, ale historia spalonego delfina stała się inspiracją dla rozdziału o symbolice renesansowych ornamentów w wawelskiej Kaplicy Zygmuntowskiej.

EŚ: Dla kogo tworzyła Pani tę książkę – dla dzieci, czy dla ich rodziców?

EJ: Myślę, że dla jednych i dla drugich, bo nie istnieje rodzic bez dziecka i dziecko bez rodzica. Jeśli nauczymy dzieci otwartości, świadomości „dziania” się historii, tworzenia kultury, także historii sztuki, to one będą z tą świadomością żyły, będą myślały o sztuce jako o potrzebie wyrażania siebie, ale będą również rozumiały, że ta potrzeba zmienia się nie tylko w czasie, ale także w przestrzeni. O tym, jaka jest sztuka, decyduje także tradycja, na której wyrasta. A z kolei świadomość różnorodności tradycji prowadzi do otwartości i tolerancji.

EŚ: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Z Ewą Jałochowską rozmawiała Ewa Świerżewska

Ewa Jałochowska

Ewa Jałochowska ukończyła Historię Sztuki na UKSW w Warszawie. Pzez kilka lat była redaktorem w dziale kultury Redakcji Internetowej Polskiego Radia. Teksty poświęcone sztuce i kulturze opublikowała także w „Tygodniku Powszechnym”, „Wiedzy i Życiu” i portalu tygodnika „Polityka”. Dzięki swoim dwóm synom zaczęła pisać książki o sztuce i wierzeniach. Wspierana przez nich skończyła właśnie następną książkę.

(Dodano: 2012-06-05)