„Słownik dla najmłodszych. 1rok”, „Adaś i jego rodzina”, „Świstak” – recenzja książek

Mądrzy autorzy książek dla dzieci wielokrotnie podkreślają w swoich wypowiedziach, że odbiorcy ich dzieł są niezwykle wymagający, nie dają się łatwo oszukać i potrafią wprost wyrazić swą krytykę. Dlatego tych czytelników powinno się traktować z należnym szacunkiem i powagą.

O niebagatelną rzecz przecież chodzi, bo o rozwój wyobraźni, chęci czytania w późniejszym wieku i wyrobienie smaku estetycznego, nie mówiąc już o walorach edukacyjnych, czy po prostu rozrywkowych. Denerwują mnie więc książki tworzone byle jak, masowo, mające przyciągnąć wzrok pstrokatymi kolorami, gdzie ilustracje tworzone na prostym programie komputerowym są płaskie i nijakie. Wydaje się, że nie wszyscy twórcy i wydawcy rozumieją, że jednak mają do spełnienia swego rodzaju „misję”.

Jedną z takich książek jest Słownik dla najmłodszych. 1 rok wydany w 2007 r. przez Agencję Wydawniczą Grafag (Trudno doszukać się autora! Może to i dobrze…). Przy pomocy tej książki, jak możemy się dowiedzieć z okładki: „Dziecko: 1. Rozpoznaje elementy otaczającego je świata, 2. Przyporządkowuje odpowiednie słowa do obrazków, 3. Wzbogaca zasób słów”. Już do pierwszego punktu mam zastrzeżenia, ponieważ owym „elementom” rysowanym schematyczną kreską daleko do odpowiedników w realnym świecie, a co za tym idzie, trudno je potem odnajdywać i nazywać. Książka, licząca 10 kartonowych stron, jest stworzona w bardzo prosty sposób: na lewej stronie widnieje jeden duży obrazek, zaś na prawej – cztery. Każdy z takich „działów” jest podzielony tematycznie, np. ubrania, zwierzęta etc, zaś każda ilustracja – podpisana. Tutaj nie mam zastrzeżeń, bo jest w tym układzie logika, problem tylko w tym, że jeden z czterech obrazków zajmuje zawsze „Krowa Zelda” (o jej imieniu dowiadujemy się z tylnej okładki) i trudno jest w jej otoczeniu znaleźć przedmiot, o który chodzi. Bo jak można mówić „piłka” czy „ptak”, skoro widać krowę? Proszę wybaczyć, ale zaręczam, że żaden z rozsądnych rodziców nie chciałby, by jego dziecko dzięki takiej grafice poznawało świat.

Drugą tego typu książką jest Adaś i jego rodzina Agnieszki Kraśnickiej (tekst i ilustracje) Wydawnictwa Liwona (2005 r.). Do tej samej serii należy Adaś na wsi – obie książki do kupienia w dwóch wersjach: „Mały format” i „Na gąbce”. Jeśli chodzi o wydanie gąbkowe, to przyznaję, że pomysł jest trafiony, ponieważ trudniej jest taką książkę zniszczyć – jest mocniejsza nawet od wydania kartonowego. Wiem, co piszę, ponieważ mój syn nie obchodzi się delikatnie ze swoimi lekturami, nad czym ubolewam, ale też jest to okazja do sprawdzianu jakości co poniektórych wydań. Czytając tekst na tylnej okładce Adasia… spodziewamy się, że będziemy mieli do czynienia z nie byle jaką literaturą. Po pierwsze widnieje na niej „Certyfikat EU. Gwarancja najwyższej jakości”, po drugie logo „Biblioteka małego człowieka” nadające powagi opatrzonemu nim tworowi. Tymczasem…Wystarczy zajrzeć do środka, by czar prysł. Bohater Adaś ma 3 lata i przedstawia nam swoją rodzinę. I cóż to za rodzina? Mama gotuje obiad, tata naprawia samochód (w tekście jest użyte słowo „reperuje”, które uważam za anachronizm, przynajmniej w moim otoczeniu nikt tak nie mówi), a młodsza siostra siedzi w wózku. Do rodziny zalicza się także pies Łatek, mieszkający w budzie. I jak tu dziecko ma się nie uczyć stereotypowego spojrzenia na świat, skoro podsuwa mu się takie lektury? Tekst – nic nadzwyczajnego, czysta faktografia, ale broni się prostym przekazem, co do ilustracji zaś…znów ta płaskość i schematyczność, co w opisanym Słowniku…. Układ podobny: na lewej stronie Adaś z członkiem rodziny, po prawej cztery ilustracje skojarzone z sytuacją obok. Mało przystają one do rzeczywistości.

Rzecz trzecia: Świstak wydany przez Firmę Księgarską Jacek i Krzysztof Olesiejuk w 2008 r. Przy tej pozycji pracowało kilka osób, bo i ilustrator (Sheryl Bone), i tłumacz, i redaktor. Aż się chce westchnąć: „Szkoda ich pracy”, szczególnie, że do tej samej serii należy jeszcze siedem innych książeczek o zwierzętach. Kartki są grubsze od kartonowych, dodatkowo wzmacniane i połączone płótnem. Wydawałoby się, że rzecz przetrwa lata, tymczasem mój syn dosyć szybko poradził sobie z ową pozorną niezniszczalnością. Słabość ujawniła się na łączeniu kartek. Na stronie wydawnictwa zachwalane są „bajecznie kolorowe obrazki”, które niestety nie są żadnym atutem. Stworzone komputerowo za zasadzie „kopiuj-wklej” drzewa, kwiaty i chmury, sztucznie odcinające się od tła świstaki i samo tło często traktowane po macoszemu nie mogą w żaden sposób cieszyć oka. Choć sam świstak jest zwierzęciem sympatycznym, a rymowane wierszyki przybliżają nieco jego zwyczaje (do walorów edukacyjnych tutaj daleko), to jednak książka nie wzbudza mojego zachwytu i zaufania.

Często zadaję sobie pytania, skąd biorą się takie książki na rynku? Co powoduje tymi, którzy postanawiają je wydawać? Czy nie boją się konkurencji ambitniejszych wydawnictw? Pytania te najwyraźniej są bezpodstawne, skoro w jakiś sposób książki te trafiły do rączek mojego syna, a zatem są tacy, którzy je kupują, a o to przecież, w nastawionym na zysk świecie dorosłych, chodzi.

Agata Hołubowska*

Słownik dla najmłodszych. 1 rok
Autor: brak
wyd. Agencja Wydawnicza Grafag, Warszawa 2007

adas

Adaś i jego rodzina
Autor: Agnieszka Kraśnicka
wyd. Liwona, Warszawa 2005

swistak

Świstak
Autor: Sheryl Bone
Tłumaczenie: Anna Bieńkowska-Lach
wyd. Firma Księgarska Jacek i Krzysztof Olesiejuk, Ożarów Mazowiecki 2008

*Agata Hołubowska (ur.1981) – z wykształcenia teatralog i etnolog, z zamiłowania podróżniczka i fotograf-amator, a z potrzeby mama i zagorzała czytelniczka dziecięcych książek.

(Data publikacji: 2010-02-13)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz