W lusterku myśli – część I

Rozpoczynamy nowy cykl „W lusterku myśli”, w którym Hanna Diduszko przedstawiać będzie wartościowe książki – mówiące o sprawach niełatwych – zasługujące na to, by zatrzymać na nich myśl oraz by się lepiej tej myśli przyjrzeć.

Są książki dobre do czytania przed snem. To książki-zasypianki. Mogą mieć różne barwy (bywają żółte, jak „Żółta zasypianka” Anny Onichimowskiej i Krystyny Lipki-Sztarbałło, czy też… księżycowe, jak „Nocny Maciek” Pawła Pawlaka). Sprawiają, że po ich lekturze pozostają tylko poduszka i sen. Są też książki dobre do beztroskiej zabawy, to książki-zabawianki (na przykład „Binta tańczy” E. Susso i B. Chauda, czy „Chwilki dla Emilki” J. Papuzińskiej i B. Butenki). Po ich przeczytaniu ma się ochotę na aktywność: tańce, bicie w bęben, ułożenie własnego wierszyka. Są też książki, które zapraszają do myślenia. Można by je nazwać lusterkami myśli. Powodują, że czytelnik-dziecko zaczyna odczuwać nieprzepartą chęć do zastanawiania się nad rozmaitymi kwestiami, że z uporem wraca do własnych myśli, często przyglądając się im tak uważnie, jak to tylko jest możliwe, gdy się ma pięć, sześć, siedem, osiem, czy dziewięć lat.

Myśli te, jak to myśli, w skomplikowanej drodze od powstania do wyrażenia w języku, ulegają większym lub mniejszym modyfikacjom. Czasem gubią się i bardzo trudno je zatrzymać. Jednym ze sposobów zatrzymywania myśli jest zadawanie pytań. Zatem: książki-lusterka myśli to takie, które przede wszystkim dają dziecku możliwość dziwienia się światu; odkrywania spraw dotąd niedostrzeżonych albo uważanych za niewarte poświęcenia im choćby chwilki. Książki-lusterka myśli dają także możliwość zastanawiania się nad problemami, o których dotąd niemal w ogóle się nie rozmawiało. Zdziwione dziecko chwyta taką myśl i ogląda ją ze wszystkich stron, zadając przy okazji rozmaite pytania. Lekceważenie takich pytań oznacza, że nie zauważono zmagania się małego człowieka z trudem uchwycenia własnej myśli i nadania jej takiego kształtu, by postąpić krok (a może tylko kroczek, ale to przecież niemało) w poznawaniu świata, w lepszym jego rozumieniu.

Książki-lusterka myśli mogą prowokować do rozmaitych zdziwień. Zdziwienia te (przejawiające się w formie pytań) mogą dotyczyć bardzo różnych sfer: pojęć abstrakcyjnych (Czy jest jakieś NIC, jeśli go nie ma?! – może zapytać dociekliwy przedszkolak po lekturze książki „NIC” Marii Marjańskiej-Czernik i Krystyny Lipki-Sztarbałło); podstawowych spraw, z którymi myśl ludzka boryka się – dość bezskutecznie – od dwóch i pół tysiąca lat (Na co człowiek czeka? Po co żyję? Jak powstał świat? – takie pytania mogą przyjść do głowy po przeczytaniu i obejrzeniu na przykład takich książek jak „A ja czekam…” D. Cali i S. Blocha, „Wielkiego pytania” W. Erlbrucha, czy też „Stworzenia” B. Moeyaerta i W. Erlbrucha); a także problemów, z którymi dziecko spotyka się, lecz rzadko ma okazję, by o nich porozmawiać z zaufaną osobą. Problemy te bowiem stanowią tabu. Jego źródła bywają zapewne rozmaite, ale niechęć do rozmów o trudnych sprawach to zwykle obawa przed konfrontacją z problemami, które przerastają również dorosłych. Jakże tu bowiem nie bać się rozmów z dzieckiem o śmierci czy starości, kiedy na myśl o nich przechodzą nas ciarki i, przyznajmy to uczciwie, sami nie wiemy, co o tym sądzić? Jak rozmawiać z dzieckiem o tragedii rozstania dwojga kochających się do niedawna osób, gdy – na wspomnienie okropnej niesprawiedliwości, którą nam on (ona) wyrządził(a) – ręce wciąż jeszcze zaciskają się w pięści…? Jak wyjaśnić dziecku niezrozumiałe zjawisko nieopanowanej złości, gdy padamy z nóg po powrocie z pracy albo mamy za sobą nieprzespaną czy pełną złych snów, noc i byle co, a już na pewno nadaktywne dziecko, wyprowadza nas z równowagi?

Książki-lusterka myśli, w których pojawiają się problemy należące do sfery tabu, mogą stać się pomocą nie tylko dla dziecka-czytelnika, ale i (co najmniej w równym stopniu) dla dorosłego. Z jednej strony – pozwalają spojrzeć na trudne problemy z bezpiecznego dystansu, jaki daje odniesienie do losów i przeżyć bohaterów literackich, z drugiej – są ułatwieniem w nawiązaniu rozmowy, w której, jeszcze ważniejsza niż treść słów, staje się sama możliwość zbliżenia rozmówców, nawiązania kontaktu. Od takiej rozmowy łatwiej przejść do dialogu, kiedy to zarówno dziecko, jak i dorosły, mają szanse na wypowiedzenie swoich wątpliwości i pytań; podjęcie prób udzielenia odpowiedzi. Jeśli się pojawią, nie będą z pewnością pełne, bo być nie mogą. Jednak sama próba ich sformułowania to już krok (a może tylko kroczek…) w lepszym rozumieniu niełatwych kwestii i uważniejszym patrzeniu na siebie. Wysiłek znalezienia uczciwych odpowiedzi na pytania dotyczące trudnych problemów został podjęty. Dorosły lepiej zobaczy własne dziecko, a ono uważniej spojrzy na towarzyszącą mu dorosłą osobę. Nić współodczuwania bywa ważniejsza niż pełne rozumienie (o ile jest ono w ogóle możliwe).

Hanna Diduszko

Autorka jest polonistką, pracowała z dziećmi, młodzieżą i nauczycielami; koordynowała prace nad przygotowaniem polskiego wydania Europejskiej Filozoficznej Gazety Dzieci „100”; autorka materiałów metodycznych z dydaktyki filozofii, prezes Stowarzyszenia Edukacji Filozoficznej „Phronesis”; wykładowca literatury dziecięcej i kultury języka w WSP ZNP; stale współpracuje z pismami poświęconymi literaturze dziecięcej; członek Polskiej Sekcji IBBY; obecnie pracownik Muzeum Książki Dziecięcej (Oddział im. H. Rudnickiej na Żoliborzu). Najbardziej lubi śpiewać, myśleć, rozmawiać, czytać i pisać wiersze.

(Dodano: 2009-02-06)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz