Odkrywane na nowo – Dzieci i mędrzec

Dla naszych pociech staruszek to ktoś, kto wygraża im palcem, gdy za głośno bawią się na podwórzu lub dziadek obdarowujący je prezentami czy łakociami. Innych modeli starości i dojrzałości najmłodsi właściwie nie dostrzegają. Dlatego na uwagę zasługuje książka Stanisławy Fleszarowej-Muskat Papuga Pana Profesora (S. Fleszarowa-Muskat, Papuga Pana Profesora, il. Ł. Sienkiewicz, S. Eidrigevičius, Warszawa 1981).

Papuga_pana_profesora

Wymieniony w tytule nauczyciel historii sprawia, że grupka dzieci z pewnego warszawskiego podwórka inaczej zaczyna postrzegać zarówno dorosłych, jak i swój świat: radości, sporów, zabaw, gry w piłkę. Właśnie ten niepozorny kulisty przedmiot odpowiada za spotkanie dzieciaków z historykiem. Chłopcy wybijają bowiem szybę na klatce schodowej. Dozorca Kowalczyk nie zamierza im tego darować i chce od ich rodziców zebrać pieniądze na naprawę szkody. Wtedy potrzebną sumę stróżowi ofiarowuje Pan Profesor, samotny stary człowiek, właściciel papugi o imieniu Klemens.

Marek, który strzelił niefortunnego gola, uważa, że musi zwrócić dług. Wraz z kolegami gromadzi więc makulaturę, którą potem chłopcy zawożą do punktu skupu. To przedsięwzięcie uczy dzieci wspólnego działania, planowania, odpowiedzialności. Los sprawi, że także później będą musiały wykazać się umiejętnością zorganizowania pomocy. Na ten temat nie napiszę jednak nawet słówka, bo przecież książkę należy przeczytać.

Najważniejsze są korzyści emocjonalne, które obie strony wynoszą ze spotkania. Dzieci mają zapracowanych, zmęczonych i rozdrażnionych rodziców. Spokojny, cierpliwy i sympatyczny profesor to dla nich ktoś z innego świata. Natomiast emerytowany nauczyciel cieszy się, że podwórkowe dzieciaki nie zawiodły jego zaufania. Poza tym ich obecność decyduje o tym, że jego codzienność staje się barwniejsza i przyjemniejsza. Dzieci wypełniają gwarem profesorskie mieszkanie, a Klemens może popisać się przed nimi znajomością ważnych dat.

Choć powieść Fleszarowej-Muskat z definicji sytuuje się w obszarze prozy, to nie zawaham się nazwać jej książką poetycką. Autorka pokazuje bowiem dziecięcym czytelnikom, że jest coś ponad codziennością. Nie tylko zwykłe, wielokrotnie powtarzane czynności i jakieś tam emocje tworzą to, co powszednie. Przyjaźń, zaufanie, pamięć o przeszłości, historia Polski i stolicy – to wszystko jest ważniejsze od przypadkowo wybitej szyby i złości stróża Kowalczyka.

W historii kultury wielokrotnie przedstawiano takie spotkania: Mistrza i uczniów. Zwłaszcza na dużym ekranie wypadają one efektownie. Wystarczy wspomnieć Stowarzyszenie Umarłych Poetów Petera Weira czy Pana Ibrahima i kwiaty Koranu w reż. Françoisa Dupeyrona ze wspaniałą rolą Omara Sharifa. Nieprzypadkowo powołałam się na przykłady filmowe.

Warstwa wizualna w książce, którą tym razem prezentuję, zasługuje na wnikliwą analizę. Są to ilustracje symboliczne i zastanawiające. Pracowali nad nimi Łucja Sienkiewicz i Stasys Eidrigevičius, twórca charakterystyczny i rozpoznawalny. W Papudze Pana Profesora zamieszczono np. rysunek drobnej postaci staruszka podpierającego się laską, po drucianej dróżce zdążającego w stronę dziury w ogromnym ogrodzeniu. Ileż możliwości interpretacyjnych otwiera przed dziećmi taki obrazek. Grzechem byłoby więc z takiej lektury nie skorzystać i nie podrzucić jej małoletnim czytelnikom.

Agnieszka Urbańska

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz