Pamiętajmy o Pędrku Wyrzutku – w Lusterku myśli, część X

Warto być nie tylko przyzwoitym (jak mawia profesor Bartoszewski), ale i uważnym. Warto też pamiętać o istnieniu miejsc, gdzie nieuważny i żyjący w pośpiechu człowiek raczej nie wstąpi. Mam na myśli antykwariaty i rozmaite centra tanich książek. Można tam wygrzebać prawdziwe cuda, perły, których, z różnych przyczyn, nie uświadczy się już w księgarniach.

Taką właśnie perłę – „Przygody Pędrka Wyrzutka” – odnalazłam jakieś dwa lata temu w Centrum Taniej Książki w Krakowie, przy ul. Grodzkiej. Autorzy książki – Stefan i Franciszka Themersonowie – to para znakomitych artystów, wysoko cenionych przez krytykę, do dziś inspirujących artystyczną młodzież, znanych ludziom filmu, filozofom, ale stosunkowo mało znanych (lub w ogóle nieznanych) młodszym i starszym czytelnikom oraz popularyzatorom literatury dziecięcej „z urzędu”, czyli nauczycielom i bibliotekarzom. Wydawnictwo Iskry wydało „Pędrka” w roku 2002 (I polskie wydanie – to rok 1958) i fakt ten został zauważony (obszerna nota w Nowych Książkach – Nowe Książki, R. 2003, nr 4, s.79, recenzja w Gazecie Wyborczej), co nie zmienia istoty rzeczy: wspaniali, wszechstronni artyści (wielce zasłużeni również dla książki dziecięcej; stworzyli razem 15 ważnych, pod wieloma względami nowatorskich pozycji adresowanych do dzieci) i ich bohater Pędrek Wyrzutek, który w poszukiwaniu własnej tożsamości wędruje nie tylko od przygody do przygody, ale i (autotematycznie!) od rozdziału do rozdziału, są dziś znani wąskiemu, elitarnemu gronu.

Themersonowie byli małżeństwem artystycznym. Udało im się to, o czym wielu artystów może tylko zamarzyć – wspólna droga w życiu i w sztuce. Realizowali swoje pasje twórcze, a mieli ich wiele (film, fotografia, malarstwo, literatura, muzyka) częściowo razem, ale także osobno, pozostawiając współmałżonkowi przestrzeń wolności i pole do własnego działania. Franciszka Themerson (1907-1988) była przede wszystkim rysowniczką, malarką, scenografką, Stefan (1910-1988) – pisarzem, reżyserem, fotografikiem. Pochodzili z Płocka (jest tam tablica poświęcona ich pamięci). Od 1942 roku mieszkali w Wielkiej Brytanii. Razem – oprócz książek dla dzieci – stworzyli kilka niezwykłych, awangardowych filmów. Niewielkich rozmiarów książeczka o „Przygodach Pędrka Wyrzutka” jest jednym z wielu rezultatów ich wspólnej pracy. Widać tu, że małżonkowie bawili się świetnie i – zapewne – układali książkę nie tylko z myślą o małych czytelnikach, ale i o sobie samych, a także o innych dorosłych, którzy zachowali w sobie dziecięcą siłę wyobraźni i, tak częste u dzieci, pociąg do purnonsensu, niechęć do schematu. Łamanie schematów (w tym również schematów językowych) to częsta zabawa dzieci i artystów, kryje się za nią najprawdopodobniej tęsknota za wolnością, o którą tak trudno zarówno w sztuce, jak i w ogóle – w życiu. Bohater całej historii (opisany na dwa sposoby: literacko – z prostotą, dowcipem i finezją – przez Stefana Themersona i graficznie – z finezją, dowcipem i prostotą – przez Franciszkę) nie wie, kim jest, bo otoczenie widzi go bardzo rozmaicie: ludziom przypomina psa, psom – człowieka, kotom – rybę, rybom – słowika. W końcu postanawia odnaleźć kogoś, kto udzieli mu Ostatecznej Odpowiedzi. Trafia jednak na zadufanych przemądrzalców, nieszczęśliwych nieudaczników, niewyżytych artystów, czy głupich urzędników. Streścić tej książki nie sposób, podobnie jak mijałoby się z celem streszczanie „Alicji w Krainie Czarów”. Humor tej powiastki filozoficznej (tak nazwała tę pozycję profesor Gertruda Skotnicka – Gertruda Skotnicka, Z literackich kręgów dzieciństwa i dojrzewania. Studia i szkice. Wyd. Wacław Bagiński i Synowie. Wrocław 1999.) kryje się w ciągłej grze ze schematem, któremu (niezależnie od wieku) uparcie, i – najczęściej nieświadomie – hołdujemy. Owo ponawiane ciągle przekraczanie schematu staje się źródłem różnych odmian komizmu. Schemat ten dotyczy wielu warstw: języka, konstrukcji bohatera (zarówno głównego, jak i innych postaci pojawiających się w świecie przedstawionym), akcji (zakłócanej autotematycznymi zabawami), wreszcie – warstwy sensów (np. gdy już spodziewamy się, że bohater znalazł odpowiedź na pytanie, kim jest, patrząc do lustra, okazuje się, że lustro to staje się elementem scenografii teatralnej i wszystko znowu wieje niepewnością, choć Pędrek Wyrzutek wydaje się zadowolony…).

Książka Themersonów jednocześnie bawi i pomaga w odkrywaniu świata wartości. Ta jednoczesność oddziaływania jest jej wielką siłą i stanowi o jej oryginalności. Nie byłaby możliwa, gdyby tekst Stefana oddzielić od rysunków Franciszki.

Jakie wartości zdołamy odkryć w Przygodach Pędrka Wyrzutka, co zdołamy zauważyć w lusterku myśli, zależy w bardzo wielkim stopniu od naszej wrażliwości i inteligencji, zapewne również od naszego wieku, bo z nim wiąże się doświadczenie i życiowe, i czytelnicze, i estetyczne. Z wiekiem wiąże się też pewnego rodzaju „wytrenowanie” w myśleniu. Książka Themersonów daje dzieciom możliwość podjęcia takiego treningu – solidnego, a przy tym wcale niemęczącego, bo odbywanego z uśmiechem. Zaowocuje on być może tym, że dziecko, które zapoznało się z historią szukającego swej tożsamości, jakże delikatnego (narysowanego subtelną kreską) Pędrka Wyrzutka, pokracznie nieszczęśliwego kapitana Metaferajna (przywiązanego do swej drabiny, choć jego nazwisko znaczy przenoś…), czy też potężnej harfistki, byłej bębnistki – pani Metaferajn, zechce przeczytać całość raz jeszcze i – po przeczytaniu ¬- stanąć na moment przed lusterkiem myśli. Odsłonią się wówczas kolejne sensy. Może pojawi się myśl o wolności, do której się tęskni i ku której, na przekór bezdusznej głupocie, próbuje się na różne sposoby dążyć. Może zrodzi się myśl o delikatnym pięknie, które nas – mimo wszystko – otacza i o ułudzie, w której tkwimy, często na własne życzenie.

Hanna Diduszko

Przygody Pędrka Wyrzutka

Przygody Pędrka Wyrzutka
Stefan Themerson
il. Franciszka Themerson
wyd. Iskry, 2002

(Dodano: 2009-10-05)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz