Odkrywane na nowo – „Lotta z ulicy Awanturników”

Może się wydawać, że tzw. kobieta nowoczesna, czyli taka, która świetnie wie, czego chce i w pełni samodzielnie decyduje o każdym swoim kroku, to „wymysł” dnia dzisiejszego. Gdy jednak poszpera się w literaturze pięknej, także tej przeznaczonej dla dzieci, powstałej kilkadziesiąt lat temu (A. Lindgren, „Lotta z ulicy Awanturników”, tł. M. Olszańska, il. I. Wikland), spotka się dziewczynkę o silnej osobowości, która mogłaby bez wątpienia zostać szefową np. międzynarodowego koncernu.

Jest to Lotta, pięcioletnia właścicielka Niśka, prosiaczka z materiału, mieszkająca z rodzicami i dwójką starszego rodzeństwa. Gdy dziewczynka budzi się pewnego poranka, jest rozdrażniona, bo śniło się jej, że ukochaną maskotkę zbili brat i siostra: Jonas i Mia Maria. Zamierza więc się na nich zemścić. Na dodatek mama chce, żeby Lotta ubrała się w gryzący, biały sweterek. Tymczasem mała ma ochotę paradować w aksamitnej, niedzielnej sukience. Rozzłoszczona pięciolatka wycina w swetrze dziurę i pozbawia go rękawów. Nawet wymyśla historyjkę o psie odpowiedzialnym za te szkody. Potem nieudolnie stawiając litery, pisze liścik i ucieka z domu. Daleko nie odchodzi, bo kryjówkę znajduje tuż za płotem, u sąsiadki, pani Berg.

Lotta postanawia zamieszkać na stryszku w rupieciarni. Znajduje tam lalkę, mnóstwo maleńkich ubranek i serwis w kwiatki. To przecież idealne miejsce dla dziewczynki, która zamierza urządzić swoje własne domowe gospodarstwo. Nie przeszkadza jej nawet kurz i wymyśla sposób na dostarczanie przez ciocię Berg posiłków bez konieczności pokonywania schodków. Wystarczy po prostu spuścić przez okno koszyk, a potem wciągnąć z powrotem wypełniony prowiantem.

Dziewczynce z ulicy Awanturników nie brakuje pomysłowości i wewnętrznej siły. Co nie oznacza jednak, że Lotta nie obawia się np. ciemności i samotności. Gdy zapada zmrok, a ona leży w łóżku na stryszku sąsiadki, śpiewa piosenkę, by dodać sobie otuchy:
Gdy wracam do domu, ma chatka malutka,
I sama w niej jestem, zupełnie samiutka…
Lampeczkę zapalam, co ledwie się tli,
I tylko mój kotek ze mną śpi.

Strach przed ciemnością na strychu, na którym nie ma elektryczności, jest silny, na szczęście noc Lotta spędza z rodziną, w domu, a nie u sąsiadki Berg. Śpi w swoim łóżku, przykryta różowym kocykiem, z którego często wyskubuje kłaczki. Nawet udaje się jej przeprosić mamę, choć dla krnąbrnej dziewczynki to niełatwa sprawa.

Lotta próbuje decydować o sobie na swój dziecięcy sposób. Ma pomysły na urządzenie świata i zajmuje określone stanowisko w różnych sprawach, np. Niśka nazywa „niedźwiedziem prosięcym” i gotowa jest o to spierać się z bratem. Lindgren fantastycznie przedstawiła wewnętrzny świat pięcioletniej osóbki. To autonomiczna w dużym stopniu i interesująca przestrzeń. Ciekawe, że nakreślona została ona przed laty, gdy psychologia dziecka nie była tak rozwinięta jak dziś, a rodzice nie mieli do dyspozycji mnóstwa poradników i różnych koncepcji wychowawczych.

Lektura „Lotty z ulicy Awanturników” zarówno dla dzieci, jak i rodziców jest wyprawą do świata pełnego dziecięcych emocji, a przez to barwnego i ciekawego. I nieważne, że to fikcja o scenerii trochę staroświeckiej, bo tytułowa bohaterka nosi pończochy i bawi się szmacianym prosiaczkiem. Odrobina książkowej egzotyki przecież każdemu się przyda.

Agnieszka Urbańska

Lotta z ulicy Awanturników

Lotta z ulicy Awanturników
Astrid Lindgren
wyd. Nasza Księgarnia
sugerowany wiek: 6+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz