Odkrywane na nowo – Prawdziwa twarz czarodzieja

„Czarodziejów było wielu”, tak można powiedzieć, przyglądając się historii kultury. W baśniach i mitach roi się od cudotwórców. Trzeba jednak przyznać, że w tekstach literackich taka postać albo występuje w liczbie pojedynczej, albo w dwóch wariantach: dobrym i krystalicznie czystym oraz złym i mrocznym. A w polskiej literaturze dla dzieci istnieje dzieło, w którym czarodziejski wizerunek zaskakuje niejednoznacznością.

Sfatygowany tom zajmuje honorowe miejsce w mojej biblioteczce, a gdy go biorę do ręki, natychmiast zaczyna mnie męczyć zazdrość. „Ach, być jak Jan Brzechwa”, myślę wtedy. Właśnie ten autor okazał się wybornym czarodziejem, korzystającym garściami ze słów, zdań, historyjek i opowieści. W jego „Akademii Pana Kleksa” czarodziejskość urzeka, bo końca nie ma.

Jak powszechnie wiadomo, utwór Jana Brzechwy traktuje o tytułowej szkole, którą kieruje Ambroży Kleks, postać niezwykła i barwna. Wydaje się, że ów Mistrz potrafi wszystko. Fruwa z polewaczką w dłoni nad stołem. Wysyła swoje oko, by zbadało, co dzieje się na Księżycu. Zmniejsza się do rozmiarów myszki, a potem wraca do normalnych rozmiarów, korzystając z pompki powiększającej. Na dodatek ma znajomości w towarzystwie bajkowym. Wysyła swoich uczniów do baśniowych krain np. po pudełko zapałek albo miotły do zamiatania podwórza.

Choć Pan Kleks jest za pan brat z magią, nie nad wszystkim panuje. Obawia się fryzjera Filipa, a zwłaszcza jednego z jego synów, ożywionej lalki, która wiele szkód wyrządza w Akademii. Nie tylko Ambroży i Filip dysponują czarodziejskimi mocami. Takich sił w świecie otaczającym Pana Kleksa jest naprawdę sporo. Najważniejszy jest spiritus movens, ta sprężyna, mechanizm nakręcający fikcję. I nie chodzi wyłącznie o postać pisarza, głównego sprawcy, krążącego gdzieś ponad baśniową narracją.

W finale powieści Brzechwy szpak Mateusz ulega cudownej przemianie. Ponownie staje się człowiekiem. Odbywa się to tak: Począł on mianowicie pęcznieć i powiększać się. Skrzydła jęły pomału przybierać kształt ludzkich ramion, nogi wydłużyły się, na miejscu dzioba zaznaczyły się rysy twarzy. Przybierając coraz bardziej na wzroście, Mateusz już po kilku minutach stał się większy ode mnie. Zanim zdążyłem zdać sobie sprawę z zachodzących w mych oczach wydarzeń, ujrzałem przed sobą wytwornego pana w wieku lat czterdziestu, o włosach przyprószonych siwizną.

Powieściowy bohater, Adam Niezgódka, świadek tej metamorfozy, przypuszcza, że widzi księcia, który zamordował kiedyś króla wilków. Tymczasem nieznajomy wyznaje: Kochany chłopcze! Nie jestem żadnym księciem. Po prostu opowiedziałem Ci bajkę, a tyś uwierzył w jej prawdziwość. Historia o królu wilków była przeze mnie zmyślona.

Po chwili szpakowaty, elegancki mężczyzna dodaje: Jestem autorem historii o panu Kleksie. Napisałem tę opowieść, gdyż ogromnie lubię opowieści fantastyczne i pisząc je, sam bawię się znakomicie. Te słowa nie kończą utworu. Jego autor, zaprezentowany jako postać literacka, bierze ze stołu otwartą książkę, zamyka ją i ustawia w bibliotece pośród innych tomów. Oczywiście, na książkowym grzbiecie widnieje tytuł: „Akademia Pana Kleksa”.

Magia w powieści Brzechwy wyraża się na różnych poziomach. Ktoś decyduje o tym, że pan Ambroży zamienia się w guzik od cudownej czapki bogdychanów. To dzięki niemu Mateusz staje się znowu człowiekiem i to na dodatek pisarzem, mającym moc stwarzania fikcyjnego świata. Niby nieprawdziwego, a zwodzącego i pociągającego czytelników.

„Akademia Pana Kleksa” to kolejna książka, będąca wspaniałą lekturą zarówno dla dzieci, jak i ich rodziców. Najmłodszych zafascynuje szybka akcja i jej zwroty oraz kryminalny dreszczyk, towarzyszący czytaniu. Dorosłych zachwyci wyobraźnia i sprawność pisarska Brzechwy. No i potęga zmyślenia, dzięki któremu np. słoń gra na fujarce.

Agnieszka Urbańska

Akademia Pana Kleksa

Akademia Pana Kleksa
Jan Brzechwa
il. Jan Marcin Szancer
wyd. Nasza Księgarnia, 1977
sugerowany wiek: 6+

(Dodano: 2010-11-12)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz