„Król i morze” – recenzja książki

Kiedy byłem przedszkolakiem, wierzyłem, ze jestem królem świata, tylko nikt o tym nie wie. Dawało mi to błogi dystans do kłopotów dnia codziennego. Z pobłażliwością traktowałem połajanki rodziców, nie przejmowałem się zbytnio rygorami przedszkolnego życia. Byłem pewien, że prędzej czy później sprawa zostanie wyjaśniona.

Czytając książkę Janischa, wydaną właśnie przez wydawnictwo Hokus-Pokus, przypomniałem sobie ów królewski okres dzieciństwa bardzo wyraźnie. Piszę o tym, bo przecież niecodziennie trafia się na książkę, która z taką łatwością, od pierwszej strony, od pierwszego zdania i pierwszej ilustracji, potrafi coś w człowieku poruszyć, odkryć, uruchomić ciąg obrazów, skojarzeń, wspomnień. Ale pal licho prywatne wspomnienia, również bez nich jest to doskonała lektura. Książka składa się z 21 zwięzłych opowieści (anegdotek?, impresji?), których nośność (wyporność poetycka) jest odwrotnie proporcjonalna do objętości. Znaczy się: mało słów, dużo treści. To lubię. W świecie współczesnej dziecięcej literatury, w którym wszyscy gadają, moralizują i pouczają, Janisch i Erlbruch robią coś dokładnie przeciwnego: szepczą, nie dopowiadają, dają do myślenia i szybko uciekają na następną stronę. A tam znowu – szepczą, nie dopowiadają, otwierają przestrzenie. I taka jest ta książka: to nie czytelnik ją otwiera, lecz ona otwiera czytelnika. A po otwarciu – niezauważalnie wsącza weń eliksir zachwytu, likier dobroduszności, gazowaną wodę znakomitego humoru. Ta woda z kolei dobrze działa na trawienie rzeczywistości, więc korzyści z lektury są podwójne: nie tylko doraźne, ale też długofalowe, ujawniające się jakiś czas po odłożeniu książki na półkę. Dodatkowo w przypadku dzieci książka powoduje zwiększenie apetytu na rozmowę, na wyjaśnienie tego i owego, ale też na snucie własnych fantazji. W końcu nikt tak nie zrozumie króla jak inny król.

Istotnym dopełnieniem snutych przez Janischa opowiastek są oszczędne (ale nie ubogie) ilustracje Erlbrucha. Stworzona przez niego postać króla nie onieśmiela rojalistycznym splendorem, w gruncie rzeczy jest to król-symbol, zabawna, okrągława postać w wyciętej z papieru koronie. Taki sposób obrazowania zachęca dzieci do chwycenia za kredki i tworzenia własnych wersji królewskich perypetii lub choćby uzupełnienia tych zasygnalizowanych przez Erlbrucha. Jest szansa, że w trakcie rysowania przesłanie poszczególnych bajek „sfrunie z obrazka” – tak jak czyni to ptak w mojej ulubionej historyjce „Król i obraz”.

Autorzy książki wiedzą, że najważniejszych rzeczy nie da się powiedzieć ani narysować, ale można czytelnika do nich „podprowadzić”, tak jak turystyczny przewodnik prowadzi nas ku wybranej wspaniałości, a potem zostawia w jej obliczu, abyśmy mogli przeżyć wszystko samemu i po swojemu.

Książkę „Król i morze” warto przeżyć niezależnie od tego, czy jest się dzieckiem, czy dorosłym. Sposób opowiadania obrany przez Janischa znosi podziały wiekowe i prowadzi każdego czytelnika w to samo miejsce: do punktu, w którym uświadamiamy sobie, że każdy z nas pochodzi z najjaśniejszego źródła.

Rafał Witek

król
Król i morze
Heinz Janisch
il. Wolf Erlbruch
przeł. Maria Borzęcka
HOKUS-POKUS, 2010
wiek: 5+

(Data publikacji: 2010-06-02)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz