„Misja Lolka Skarpetczaka” – recenzja książki

Krótka rozmowa ojca z synem przed napisaniem recenzji:
– Ale co cię, Tato, tak w tym Lolku wzięło? – zapytał dwunastoletni Tymek, który sam jeszcze książki nie zdążył przeczytać.
– No wiesz… – zaczął kręcić ojciec, jak to zwykle robią dorośli – przeczytasz, to się dowiesz.
– Z wami tak zawsze. Dorośli po prostu mówią, że coś jest super, a nie potrafią powiedzieć, dlaczego – naburmuszył się małolat.
„Kurcze, Młody ma rację” – pomyślał czterdziestolatek, który od dwóch dni jak katarynka powtarzał, jaką to przeczytał świetną książkę, i podrapał się w brodę. Pomyślał też o tym, że Tymek, póki co, ma zadane przez szkołę przeczytanie „Tomka Sawyera” i szczerze mu współczuł.

W powieści Trojanowskiego powaga sytuacji rysuje się od samego początku. Garść prawdy o rodzaju męskim, to znaczy o synu i ojcu, bo do tego sprowadza się zazwyczaj męskość w rodzinie. Michał, wiadomo, nastolatek, więc sprzątanie – to największa tragedia w galaktyce. Mama? – to jasne, strażnik porządku w każdym domu – nie odpuści. Pająk na ścianie okazuje się potworem, którego Mama też się nie boi, tylko sprytnie uwalnia za oknem. Właściwie nic nie zapowiada ciekawej historii. Psuje się odkurzacz – to też już nam wszystkim się zdarzyło. A potem majster od wszystkiego, czyli tata, razem z Michałem robią dwa odkurzacze z jednego, niestety jeden mieści się do foliowej torby, a drugi tak czy owak nie działa. Znudzony naprawą tata, bawiąc się rurą, pokazuje dziecku, jak Aborygeni grają na didieridoo. Swoją drogą genialnie prosty instrument, z którego nie tak łatwo wydobyć sensowne dźwięki. W didieridoo znajdują zwiniętą kulkę – to kartka z informacją, a w starym biurku czeka niespodzianka – Lolek Skarpetczak, który niemal siłą zabiera Michała na Ekspedycję Ratunkową. Przyjaźń rodzi się w bólach, a przynajmniej opornie. Chłopak nie potrafi w łazience zobaczyć Arki Marzeń.

Droga do Arki Marzeń była bardzo krótka. Wystarczyło wyjść z biurka, przejść przez pokój Michała i zejść na dół. I już.
– Jesteśmy – radośnie oświadczył Lolek, wskazując drzwi przed sobą. – Oto ona.
– Zwariowałeś? – Michał wytrzeszczył oczy. – Tutaj?
– Aha.
– Przecież to nasza łazienka.
– Dla ciebie łazienka, a dla mnie Arka Marzeń. Wiesz, co jest za tymi drzwiami?
Michał udał, że się zastanawia.
– Wanna, prysznic, szampony…- zaczął wyliczać, ale Lolek przerwał mu w pół zdania. Byłeś tu kiedyś o tej porze?

Cienie jako marzenia przedmiotów, które widzi stworek w skarpetkowym ubranku, zbliżają nas do tego, co trzeba ratować. Po drodze perypetie z przejściami przez ściany, ochroniarze dziwnego supermarketu… Labirynt, z którego nie ma wyjścia – jeszcze nie jest jasne, co nim jest i co pragnie ratować Lolek – stworek, o jakim dziś raczej dzieci nie marzą. Dorosły może już podskórnie czuje jakiś edukacyjno-dydaktyczny myk Trojanowskiego. Zero jednak w tym pedagogicznej nachalności. Właściwie coś nas wciąga w świat wyobraźni Skarpetczaka, może po trosze przyjmujemy ten świat jako swój, zaczynamy się razem z Michałem odnajdywać w tym, za czym chyba tęsknimy. I dzieje się, co musiało nastąpić. W pięknym stylu autor prowadzi do sedna. „Strzelanka” – zabawa w gonitwie.

Michał tylko na to czekał. Posłał w stronę Lolka kolejną serię i…
Lolek zachwiał się. A potem upadł.
Michał odłożył karabin.
– No widzisz, mówiłem ci! – zawołał zadowolony.
Nie było żadnej odpowiedzi. Tylko w miejscu, gdzie leżał futrzasty, wyświetlił się napis „Game Over” i zaraz zniknął.
– Lolek wstawaj, słyszysz!?
Lolek nie poruszył się. Michał jednym susem znalazł się obok leżącego.
– Ej Lolek, wstawaj przecież to tylko gra – powtórzył. Lolek ani drgnął. Miał zamknięte oczy.

Dalszy przejmujący opis prowadzi do tego jednego konkretnego zdania, o którym de facto zapomniała chyba cała współczesna cywilizacja – Od konsekwencji nigdy i nigdzie nie uciekniesz.

To, co dzieje się dalej, jest dla rodziców chyba jasne, różnica między tym, w co gra twoja wyobraźnia, tym, co w grach na monitorze i tym, co rzeczywiste… Tzw. zagrywanie się – bezkrytyczne mieszanie rzeczywistości z fikcją. Samoumieranie – gdy ginie jezioro wyobraźni. Czy Misja Lolka Skarpetczaka była tylko snem, staje się nieistotne – ważne, że się powiodła. Można uratować samego siebie. Generalnie Trojanowski daje nam piękną podróż po przestrzeniach wyobraźni i niezłą lekcję. Wszystko, o czym mówi, znaczy mówi Michałowi Lolek Skarpetczak, jest niby oczywiste…Niestety bardziej niby. Zresztą Mały Książę też mówi o rzeczach oczywistych. Porównanie? Raczej nie. Niemniej chciałoby się, żeby „Misja Lolka Skarpetczaka” jak najszybciej wypchnęła jakiś książkowy rupieć z listy lektur szkolnych. Solidny warsztat, ciekawa fabuła i nienachalne modelowanie młodego odbiorcy. Muzyka dołączona do książki nie przeszkadza w czytaniu, może nawet nastolatkom pomagać. Edytorsko naprawdę rewelacyjna robota, Nika Jaworowska stworzyła ilustracje nowoczesne, a jednak baśniowe – chyba o to chodziło.

Jarek Mixer Mikołajczyk

misja

Misja Lolka Skarpetczaka
Tomasz Trojanowski
il. Nika Jaworowska
wyd. Literatura, 2010
wiek: 7+

(Data publikacji: 2010-04-26)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz