„Szlemiel” – recenzja książki

Szlemiel z nowej powieści Ryszarda Grońskiego nie ma nic wspólnego z leniwym Żydem z opowiadań Singera. Ten Szlemiel jest bowiem psem, białym buldogiem angielskim, znajdującym się w posiadaniu pewnej zasymilowanej, żydowskiej rodziny z Warszawy. To jego oczami (ślepiami) oglądamy wybuch drugiej wojny światowej i prześladowania ludności semickiej, najpierw ledwie odczuwalne, potem coraz boleśniejsze, kończące się przeprowadzką do getta i… Zakończenia nie zdradzę, ale tez żadna to tajemnica, wszyscy znamy przecież zakończenie. Bo i historia opowiedziana w tej książce jest typowa, ale nic w tym złego. Jest to ten rodzaj historii, którą można opowiadać bez końca, w kolejnych powieściach, filmach, sztukach, i nigdy do końca jej nie zgłębić, nie pojąć, nie oswoić.

„Mój Boże” myśli sobie współczesny czytelnik „co tym Niemcom zawiniły bezbronne pieski i małe dziewczynki, co one im zawiniły?” I w tym jest siła historii opowiedzianej przez Grońskiego. Brutalne zestawienie niewinności i czystości dziecięco-zwierzęcej z absurdem działań wojennych, z szaloną ideologią, z ludzką podłością pleniącą się w ruinach Warszawy robi wrażenie, odnosi zamierzony efekt – na końcu tej książki będziecie płakać. Ale zanim dojdziecie do końca, będziecie się być może i uśmiechać. Szlemiel jest bowiem rezolutnym pieskiem, z podziwu godną skrupulatnością objaśnia nam otaczający go świat, czyniąc przy tym wiele zabawnych uwag. Trafnie opisuje ludzkie (i psie) charaktery, odnotowuje szczegóły, nazwy, wyrażenia, nawet dowcipy opowiadane w okupowanej Warszawie. To mocny punkt tej opowieści. Można niemal wyobrazić sobie tamto miasto, tamtych ludzi. Język jest przy tym prosty i klarowny, nie przytłacza tragedią, nie epatuje bohaterstwem, ot, po prostu mówi z coraz większym zdumieniem i smutkiem, ale też z porywami nadziei.

Czyta się to dobrze, szybko i za jednym razem, szczególnie że rzecz nie jest grubaśna. W lekturze pomaga dość duża czcionka, docenią to pewnie młodsi czytelnicy, choć warto zaznaczyć, że to nie jest powieść dla dzieci. Polecałbym ją młodzieży gimnazjalnej, no, może co bardziej oczytani szóstoklasiści też się załapią. Duże walory poznawcze, połączone ze sprawnie opowiedzianą i wartko toczącą się historią (Historią) sprawiają, że „Szlemiel” może być dobrym wprowadzeniem do dyskusji o tamtych czasach i wydarzeniach. Pomogą w tym także wplecione w tekst skrótowe objaśnienia najważniejszych pojęć, dzięki czemu młody czytelnik łatwiej nadąży za opisywanymi wydarzeniami i zrozumie ich znaczenie.

Tekstowi towarzyszą czarno-białe ilustracje Krzysztofa Figielskiego, ale nie wnoszą one do ksiązki dodatkowej jakości, nie podejmują dialogu z tekstem, w dodatku są stylistycznie niekonsekwentne (na stronach 15 i 24 ilustrator operuje mocnymi, jednorodnymi plamami, upodabniającymi grafikę do szablonu, co wydaje się być ciekawym tropem; z kolei w innych miejscach ksiązki, choćby na stronie 31 czy 90, mamy coś przypominającego rozmazane akwarele). Lepszym pomysłem byłoby zilustrowanie tej świetnej opowieści fotografiami okupowanej Warszawy, co pozostawiam wydawnictwu do rozważenia przy okazji następnych wydań.

szlemiel
Szlemiel
Ryszard Marek Groński
il. Krzysztof Figielski
wyd. Nowy Świat, 2010
wiek: 12+

(Data publikacji: 2010-05-19)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz