„Sztolnia w Sowich Górach” recenzja książki

Dawno, dawno temu świat zaludniały różne stwory. Niektóre przyjazne człowiekowi, jak piędzimężyk, ubożę maluchne, co to gwarkom kilofy w nocy podostrzy, kurom gniazdo wymości, a nawet i motylom z kokonu wyjść pomoże.

Albo jak Król Wężów – władca gór – który niechętnie się ludziom pokazuje, lecz na ratunek pospieszy, jeśli na zdolnego muzyka zły los przyjdzie. Był także utopiec. Ten bardziej figlami się trudził, niźli pracą. Jednakże leni i złodziei nie znosił i biada temu, kto na jego włości z kradzionym dobrem wkraczał!

To tylko kilku bohaterów legend. Jest ich jednak znacznie więcej, bo ludzie od zawsze mieszkali z liczną gromadą nadzwyczajnych istot, a ich psotami i pomocą swój los tłumaczyli. Piękne to i barwne dziedzictwo, przekazywane bajaniem starki z pokolenia na pokolenie, coraz bardziej zaciera się w pamięci. Odchodzą ludzie, którzy znali te opowieści i ocaleć może tylko to, co zapisane.

Dlatego na szczególną uwagę zasługuje zbiór baśni „Sztolnia w Sowich Górach” Kornelii Dobkiewiczowej. Polecam go nie tylko ze względu na wartość etnograficzną. Piszę o nim, ponieważ od dzieciństwa jestem zakochana we wszelkich podaniach ludowych. Urzeka mnie prostota i piękno tych opowieści. Chciwość, pycha, kłamstwo, ale i szczerość oraz wielkoduszność są tu nazywane po imieniu; dobro zawsze zostaje nagrodzone, a zło ukarane – lektura w sam raz dla idealistów.

Moje postrzeganie świata bynajmniej nie jest czarno-białe, ale przecież w baśniach nie szukam odcieni szarości. Siła oddziaływania baśni polega właśnie na jasno wytyczonych granicach między dobrem a złem. Na ich podstawie zbudowałam kręgosłup moralny, którego teraz nijak nie idzie się pozbyć. Zaiste, wielka jest siła oddziaływania literatury.

Zdaje sobie sprawę, że język „Sztolni w Sowich Górach” nie jest prosty. Moim przedszkolakom jeszcze nie czytam tej książki. Obawiam się, że po kilku akapitach, których nie będą mogli zrozumieć, zniechęcą się. Im najbardziej pasują teraz proste zdania pojedyncze z „Julki i Julka” czy „Dzieci z Bullerbyn”. Zderzenie ze słownictwem gwarowym oraz specyficznym, śpiewnym sposobem opowiadania może być dla nich zbyt trudne do przejścia. Mam jednak nadzieję, że kiedyś uda mi się zachęcić ich do czytania legend. Oprócz tego, że świadczą o naszej przeszłości, to po prostu prawdziwa literatura piękna. Warto ją czytać dla przyjemności. Co niniejszym czynię.

Anna Lewandowska

nasza ocena: 5
sztolnia
Sztolnia w Sowich Górach.
Baśnie i opowieści z ziemi opolskiej,
Beskidów i Dolnego Śląska
Kornelia Dobkiewiczowa
il. Maria Orłowska-Gabryś
wyd. Zysk i S-ka, 2008
wiek: 7+

(Dodano: 2010-12-01)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz