„Gucio zaczarowany” – recenzja książki

Gucio pochodzi z bogatego domu, w którym ojciec zajęty jest zarządzaniem wsią, a matka pilnuje gospodarstwa domowego, mając do pomocy cały zastęp służby. Chłopiec ma starszą siostrę gotową zrobić wszystko dla swego młodszego brata. Jedynym obowiązkiem Gucia jest nauka, choć i ten trudno mu wypełnić, ponieważ główny bohater jest na wskroś przesiąknięty lenistwem i próżniactwem.

Nie mogąc znaleźć sobie pożytecznego zajęcia, nudzi się przeto często i utyskuje na swój los. A że ojca, który by spojrzał nań surowszym okiem, ciągle w domu nie ma, odpowiedzialność za wychowanie syna spada na zbyt łagodną matkę, która, pochowawszy już dwoje dzieci, nie potrafi wątłemu chłopcu niczego odmówić. Wszystko to prowadzi do takiego zepsucia moralnego chłopca, że pewna wróżka postanawia zmienić go w… muchę, a dla odróżnienia od reszty pospolitego muszego rodu wyposaża w czerwoną czapeczkę, dzięki której wszystkie stworzenia wiedzą, iż jest to „człowiek pokutujący”.

Gucio odwiedza norkę kreta, gniazdo wróbla, ul, a nawet rozmawia z dżdżownicami. Dzięki opowieściom zasłyszanym od zwierząt i owadów przekonuje się, iż każde z nich ma swoją rolę do spełnienia; żadne nie jest darmozjadem, tylko ciężko od rana do nocy pracuje. Gucio oczywiście dostrzega swoje dotychczasowe nieróbstwo, czy wręcz pasożytnictwo, i postanawia poprawę. Dzięki tak dużej wewnętrznej zmianie zasługuje na powrót do ludzkiej postaci, gdy okazuje się, że ten koszmar, odegrany w ciele muchy, był li tylko snem.

Książka Zofii Urbanowskiej „Gucio zaczarowany” jest pięknie oprawiona i bogato (obrazy całostronicowe) ilustrowana przez samego mistrza Bohdana Butenkę, który, jak ma w zwyczaju, za pomocą zaledwie kilku kresek potrafi odmalować całą grozę lub komizm danej sytuacji, na swój sposób ją interpretując.

Wędrując razem z Guciem, czytelnik odkrywa inny, często niedostrzegalny gołym okiem lub najzwyczajniej ignorowany, świat. Świat maleńkich istot, dla których stróżka wody spływająca po ogrodowej ścieżce w trakcie deszczu jest prawdziwą powodzią, a lekki podmuch wiatru szalonym wichrem. To świat pełen niebezpieczeństw, ale także wielkiego porządku i hierarchii. Gucio dowiaduje się, że kret spulchnia ziemię i wyjada szkodniki, że dzięki wróblom człowiek może cokolwiek wyhodować na polu, że dla słoika miodu pszczoły muszą wykonać ciężką pracę oraz że istnieją nawet istoty odpowiedzialne za pochówek martwych ptaków. Jest to ogromna wiedza z dziedziny biologii i ekologii, nie zawsze tak ładnie dzieciom przekazana. Lecz na tym, niestety, zalety książki się kończą.

Delikatnie mówiąc, powieść o Guciu trąci myszką. I nie ma się co dziwić, gdyż powstała w 1884 roku. Język momentami jest tak anachroniczny, iż obawiam się, że nawet gimnazjalista mógłby mieć problem z jego zrozumieniem, nie mówiąc o młodszych dzieciach, do których utwór jest kierowany. To, że książka „bawiąc uczy” wiemy nie od dziś, ale żeby z takim zadęciem?! Autorce wyraźnie przyświecały pozytywistyczne ideały pracy u podstaw, co oczywiście mogło trafiać w gust czytelnika w XIX czy na początku XX wieku. Jednak czy są one zrozumiałe dla współczesnych dzieci, w to szczerze wątpię.

Nie brak również moralizatorstwa i to grubymi nićmi szytego. Wiele jest odniesień do Biblii i wypowiedzi podobnych do tej, jaką wygłosił kret: „Nikt mnie nie pilnuje, ale widzi mnie Bóg, którego oko przenika wszystkie skrytości. On nie przeciąża robotą żadnego stworzenia, ale przymierza ją do sił i zdolności każdego”. [s. 43] Nie mam nic przeciwko religii, ale uważam, że na tego typu stwierdzenia jest miejsce w literaturze religijnej, której w naszym kraju nie brak (szerzej można na ten temat poczytać w najnowszym, 12. numerze pisma „Ryms”). Jest to również o tyle niezręczne, że dla dzieci wychowanych w innych religiach może być niezrozumiałe, a wtedy przesłanie książki gdzieś się gubi.

Znaleźć można również fragmenty, w których książka jest niepoprawna politycznie i różne grupy społeczne, na przykład feministki, mogłyby jej sporo zarzucić: Gucio wszystkie stworzenia płci żeńskiej nazywa „babami”, nie wyłączając swojej siostry. Wyraźnie nimi pogardza, często odmawia sprytu i inteligencji i stawia niżej w hierarchii społecznej. Co nieco mieliby także do powiedzenia psycholodzy dziecięcy: wniosek z książki płynie taki, że nie ma czasu na zabawę ani na, tak cenne teraz, odpuszczanie sobie. Chłopiec nie może też sobie pozwolić na płacz ani okazywanie innych emocji kojarzonych ze słabością – te przejawy skutecznie tępi dziadek Gucia: „… asan płaczesz? Wstydźże się, mości wnuku, żeby beczeć jak baba! Mężczyzna beczy, słyszane rzeczy!” [s. 140].

To wszystko sprawia, że osobiście długo będę się zastanawiała, zanim tę książkę pokażę własnym dzieciom. Być może nie uczynię tego wcale… Myślę, że więcej uciechy będą z niej mieli dorośli czytelnicy. A jeśli młodsi zdecydują się na lekturę, to bądźmy przygotowani na pytania, jakie nam postawią.

Agata Hołubowska

nasza ocena: 3
gucio
Gucio zaczarowany
Zofia Urbanowska
il. Bohdan Butenko
wyd. Officyna, Łódź 2010
wiek: 5+

(Dodano: 2011-02-03)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz