„A niech to czykolada!” – recenzja książki

„Fajna książka!” – mogłabym napisać i na tym zakończyć pisanie recenzji. Ale nie mogę przecież tego zrobić czytelnikom Qlturki. Proszę się zatem nie martwić – uzasadnię swoje stwierdzenie.

Przede wszystkim jest to książka, która mnie bardzo zaskoczyła. Odnoszę wrażenie, mimo wielu już przeczytanych lektur, że nigdy z czymś podobnym się jeszcze nie spotkałam, co, przyznajmy to otwarcie, w dobie postpostmodernizmu (czy jak tam teraz brać naukowa chce zwać obecne czasy – z braku pomysłów na nowe nazwy – co też jest objawem postmodernistycznego pesymizmu) nie jest łatwe. Nawet w literaturze dziecięcej.

Otóż autor, Paweł Beręsewicz, w powieści „A niech to czykolada!” posłużył się dwoma perspektywami: najpierw, jako czytelnicy, śledzimy losy bohaterów fikcyjnej Zylirii, a pod koniec książki dość nieoczekiwanie przenosimy się do Warszawy i kilku miast europejskich. By zaskoczenie było jeszcze większe dodam, że obie rzeczywistości bardzo się ze sobą łączą. Przy pomocy cienkiej nici iluzji…

Warszawę większość z nas zna, ale Zyliria? Cóż to za tajemnicza kraina? Żyją w niej ludzie podobni do nas, może tylko mniejsi. Tworzą rodziny, mieszkają w domach, a dzieci chodzą do szkoły. Tylko dorośli nie pracują, bo nie ma takiej potrzeby. Ich miasto opływa w luksusy dzięki ogromnej rzeszy turystów, która je odwiedza przy okazji każdego Zjawienia i Zniknięcia. Między nimi trwa zaledwie dwudniowy czas Obecności, a potem następuje około sześciuset dni pustki. Pustki, w której panuje smutek i marazm. W ten sposób mieszkańcy Zylirii mierzą czas i mówią na przykład: dziś jest dziewięćdziesiąty szósty dzień tysiąc osiemset dwudziestej piątej pustki. Właśnie tego dnia zaczyna się akcja powieści „A niech to czykolada!”.

Sprawcą zarówno Zjawień jak i Zniknięć jest wielka dłoń w kraciastej rękawiczce, wynurzająca się z nieba i podająca Rzecz, którą po dwóch dniach odbiera. To jest właśnie czas Obecności i wtedy Zyliryjczycy i Zyliryjki bawią się i świętują do upadłego. Do momentu Zniknięcia, gdy ogromna Ręka wraca po swój dar. Życie toczyło się jednostajnym rytmem, bez większych zakłóceń, aż do pamiętnego dnia… Wtedy całe miasto poznało odwagę Olego, zaś on sam wpadł na pomysł, który już na zawsze miał zmienić życie obywateli Zylirii…

A Warszawa? To już zupełnie inny temat, ale tutaj rozpisać się nie mogę, bo za dużo bym zdradziła. Poznajemy dość niewesołą historię iluzjonisty, o! pardon, czarodzieja Maestro Bombaliniego, który zupełnie nie jest świadom swojej mocy i wpływu na życie Zyliryjczyków. Właściwie tytuł niewiele mówi, ale i on znajdzie swoje uzasadnienie na stronicach tej ładnej kwadratowej książeczki.

Powieść zilustrował jeden z moich ulubieńców – Piotr Fąfrowicz. Artysta doskonale oddał proporcje mieszkańców Zylirii w stosunku do Rzeczy. Zostawił, tak charakterystyczną dla swojej twórczości, pewną pustkę. Pewien stopień ogólności, który czytelnikowi/widzowi pozostawia miejsce na domysły, na zapełnianie tych małych pustek sobą. Jak choćby na Placu Zjawień w Zylirii. Jeszcze wszyscy się tam zmieścimy!
Książka zdobyła III miejsce w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren.

Agata Hołubowska

nasza ocena: 5
a
A niech to czykolada!
Paweł Beręsewicz
il. Piotr Fąfrowicz
wydawnictwo Stentor 2011
wiek: 10+

(Dodano: 2011-04-08)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz