„Mój przyjaciel Szymon” – recenzja książki

Ten typ książek lubię najbardziej: gdy autor i ilustrator to jedna osoba. Kiedy biorę do rąk książkę stworzoną przez kogoś takiego, jestem pewna, że mam przed oczami dokładnie to, co chce mi on pokazać. Od początku do końca. Bez dopowiedzeń, niedomówień, dodatkowych interpretacji czy nawet konfliktów. Tutaj wszystko do siebie pasuje. I jest takie, jakie być miało. Koniec i kropka.

Tak jest właśnie z książką Kitty Crowther „Mój przyjaciel Szymon”. Tutaj nie wystarczy tylko przeczytać tekst. Albo obejrzeć ilustracje. W tej książce tak samo ważne są słowa jak obrazy, a żadnego nie da się zamienić na coś innego.

Tytułowy Szymon jest mewą. Historię zaś poznajemy z perspektywy Tymona – kosa, który mieszka w lesie. A że jest ciekawskim ptakiem, pewnego dnia postanawia zwiedzić świat. Nad brzegiem morza spotyka Szymona, który, tak jak Tymon, lubi podróżować i poznawać nowe miejsca. Tak zaczyna się opowieść o pięknej przyjaźni. Tym piękniejszej, że wystawionej na trudną próbę. Otóż Szymon zaprasza nowego kolegę do swojego domu, a mieszka nieopodal miasta portowego zamieszkanego wyłącznie przez mewy. Ptaki te nigdy jeszcze nie widziały innego gatunku niż swój własny, toteż wrogo odnoszą się do czarnego odmieńca. Szymon, kosztem utraty znajomych i poważania, jeszcze bardziej zacieśnia przyjacielskie więzy z Tymonem. Co musi się stać, by mieszkańcy miasta zaakceptowali kosa? Tego nie zdradzę…

Tę cudnie ilustrowaną (tusz plus akwarela) powiastkę można interpretować na kilka sposobów. To, że jest o tolerancji i sile przyjaźni, jest oczywiste. Jednak gdzieś dalej pobrzmiewają takie hasła jak: rasizm, samotność, pojęcie „obcego” obecne w kulturze od niepamiętnych czasów, stereotyp, napiętnowanie, odrzucenie, agresja (wystarczy spojrzeć na groźne spojrzenia, jakim mewy obrzucają Tymona), społeczeństwo, akceptacja, odwaga… Przy okazji lektury można z dziećmi poruszyć naprawdę wiele bardzo trudnych tematów. Dorośli, chyba nawet częściej niż dzieci, mają zwyczaj oceniania innych po wyglądzie. Jakże to jest krzywdzące i niesprawiedliwe. A Kitty Crowther delikatnie podpowiada: „Nie tędy droga…”.

Podpowiada nie tylko słowem, ale i obrazem. Jak tego pierwszego jest stosunkowo niewiele, tak tego drugiego w obfitości. Ilustracje są dwojakiego rodzaju: całostronicowe (kilka sztuk) i „chmurki” po trzy na jednej stronie. Takie zestawienie uatrakcyjnia czytanie i dynamizuje akcję. Zmusza wzrok do ciągłej gimnastyki. Czy ta autorka, która sama stworzyła kilkanaście książek, a zilustrowała kilkadziesiąt (debiutowała w 1994 roku), zaś w 2010 została uhonorowana Nagrodą Pamięci Astrid Lindgren, da się jeszcze poznać polskim czytelnikom? Szczerze wierzę, że tak.

Agata Hołubowska

nasza ocena: 5
moj
Mój przyjaciel Szymon
Kitty Crowther
przekład: Klementyna Suchanow
wyd. EneDueRabe, Gdańsk 2010.
wiek: 3+

(Dodano: 2011-02-25)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz