„Mikołajek” – recenzja filmu

W tym roku Mikołajek – bohater popularnych niemal na całym świecie opowiadań Sempé i Goscinnego – obchodzi 50. urodziny. Z tej okazji we Francji zorganizowano wystawę, wydano niedrukowane wcześniej, nieznane historie, a także nakręcono film. Właśnie do tej ostatniej inicjatywy miałam osobiście najwięcej dystansu. Większość zagorzałych fanów wyobraża sobie Mikołajka malowanego kreską Sempégo, nasuwa się więc pytanie, skąd pomysł na film fabularny.

Twórcy filmu, korzystając z jednego z wątków książki, opowiedzieli historię o tym, jak Mikołajek słyszy w szkole od kolegi Joachima, że kiedy w domu pojawia się drugie dziecko, to pierwsze jest zupełnie niepotrzebne. Dowiaduje się także, co może być zwiastunem przybycia nowego członka rodziny i ze strachem zauważa, że u niego w domu też dzieje się coś podejrzanego. Dodatkowo podsłuchuje rozmowę rodziców, z której wynika, że chcą się go pozbyć. A on przecież kocha swoje życie i rodziców i nic nie chce zmieniać. Jako że jest przedsiębiorczym i pomysłowym chłopcem, postanawia sprawie zaradzić. Nie jest sam, bo wraz z nim w całą akcję zaangażowani są szkolni koledzy, równie energiczni jak Mikołajek. Spotykamy więc w filmie znanych ze wszystkich książek Alcesta, który bez przerwy je; Kleofasa – najgorszego ucznia w klasie; Rufusa, którego tata jest policjantem, czy Godfryda – najbogatszego z całej paczki. Mamy także plejadę dorosłych postaci – mamę, nadwrażliwego tatę, srogiego Rosoła i niesamowicie cierpliwą Panią Nauczycielkę.

Mikołajek

Fabuła filmu skonstruowana jest bardzo dobrze, nic nie jest przesadzone i naciągane, za to wszystko szczere i prawdziwe, aktorzy autentyczni, a forma spójna. Mnóstwo tu także sytuacji rozbrajająco śmiesznych. To wszystko powoduję, że nie da się obok tego filmu przejść obojętnie.

Magia, urok i wdzięk tej historii jednak nie zniwelowały przykrego wrażenia, że w filmie tym bardzo brakuje prawdziwego Mikołajka. W moim przekonaniu główny bohater równie dobrze mógłby mieć na imię Antek, bo choć z książek znany jest z tego, że wciąż powtarza: „no, bo co w końcu, kurczę blade!”, to niestety w filmie ta charakterystyczna kwestia nie pada ani razu. Tak samo Euzebiusz, wyróżniający się „dawaniem fangi w nos”, na ekranie jest podejrzanie spokojny, a jeśli juz rozrabia, to na równi z innymi.

Mimo rozbieżności wersji filmowej i opowiadań znanych z książki, na film zdecydowanie warto się wybrać. Zadowoleni będą nie tylko fani Mikołajka, ale i wszyscy, którzy czasem lubią sobie przypomnieć, jak to jest być dzieckiem. Bo to właśnie największa zaleta filmu – autorom i odtwórcom głównych ról udało się świetnie zaprezentować dziecięcą psychikę, świat uczuć, emocji, a wszystko to w lekki, bezpretensjonalny i sympatyczny sposób. Dodać do tego jeszcze można doskonale dobrane kostiumy i scenografię odpowiadającą Francji z lat 60.

Film poleciłabym raczej starszym dzieciom (od 7 lat), bo dla młodszych może być zbyt skomplikowany, a fabuła za bardzo złożona. Tego typu filmy są teraz towarem dosyć deficytowym, więc wszystkim, którzy postanowią wybrać się na ten właśnie, gwarantuję świetną i beztroską rozrywkę.

Kamila Solecka

(Dodano: 2009-12-23)

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz