„Lustrzana chmura” – recenzja spektaklu

Są dwie: białe, śliczne, błyszczące. Jedna majestatyczna. Druga ruchliwa. Delikatnie dźwięczą. Zaczynają snuć wątek. Kilka pierwszych zdań. To będzie perła.

W „Lustrzanej chmurze” pereł jest wiele. Te dwie białe, to dostojny Przypływ i figlarny Odpływ (Julianna Dorosz najbardziej lśni z całego zespołu), poławiaczki pereł. Przekomarzają się, ale też uwijają przy jubilerskiej robocie. Opowiadają o tym, jak z lustrzanej chmury, zamiast kropel deszczu, spadają perły. Te z nich, które upadną na ziemię, rozbiją się w pył. Inne opadają na dno morza. Poławiaczki kolejne poetyckie historie układają koralik przy koraliku i łączą nicią. Nici też są dwie. Główna opowieść dotyczy mężczyzny i bogini, dwóch nici życia, które spotykają się, zawiązują na kokardkę i z tej miłości rodzi się syn. Rodzice, za sprawą perły, opiekują się, ale również płatają figle Chłopakowi, nawet gdy z czasem ojciec przeistacza się w drzewo, a matka w wiewiórkę.

Kolejne klejnoty w spektaklu to kostiumy oraz scenografia, które zaprojektował Pavel Hubička. Spójna warstwa wizualna konsekwentnie utrzymana jest w japońskiej estetyce. Proste, ale bardzo efektowne, jednokolorowe kostiumy. Drwal ubrany w men – osłonę chroniącą głowę, gardło i ramiona podczas walk kendo. Piękne lalki wiewiórki, szopa czy wilka, niczym papierowe zwierzęta origami. Dominuje kontrast bieli i czerni. Tylko czasami świat kreowany poprzez przesuwanie papierowych ścianek podkoloryzowany zostaje barwnym światłem reflektorów. Elementy scenografii pełnią również rolę instrumentów muzycznych. Największy zachwyt budzi Wilczyca, której każdy krok wydobywa dźwięk.

Instrumenty, niczym lalki, cały czas towarzyszą aktorom. Niesamowita muzyka Adama Świtały narzuca znaczenia. Dźwięki układają się w historie i scalają się z opowieściami wypowiadanymi słowami. To dźwięki budzą emocje. Strach – gdy las kawałek po kawałku jest wycinany nie piłą, lecz metalicznym brzękiem łańcucha, który Drwal przy każdym kroku upuszcza na podłogę. Napięcie – podczas walki Wilczycy z Drwalem, odbywającej się bez choćby jednego ciosu. Gdy rozbrzmiewają bębny, w głowach widzów padają kolejne uderzenia.

Na scenie, między słowami, dźwiękami, gestami, pozostaje jeszcze wystarczająco dużo przestrzeni dla wyobraźni. Ona jest tu najważniejsza. „Lustrzana chmura” to spektakl wyobraźni, malowany dźwiękiem i muskany światłem. W mojej rośnie gęsty, zielony las pełen rozśpiewanych ptaków. Są też morskie głębiny przemierzane na grzbiecie żółwia. Pachną soczyste słodkie maliny. Przez moment wiruje podwójna helisa DNA ze splecionych w kokardkę nici życia. „Chmura” małego roześmianego sąsiada, siedzącego obok, wygląda równie fascynująco, ale zupełnie inaczej. To dlatego, że przez swoją perłę spojrzał pod innym kątem.

Cały zespół gra bardzo sprawnie i płynnie. Kompletny naszyjnik zostaje zapięty klamerką – piosenką, pt. „Podziel się perłą”, która wpada w ucho i jeszcze chwilę dźwięczy. Później w zetknięciu z ziemią zamieni się w pył. Takie już kruche życie pereł. Wtedy pozostaje kolejny połów w Teatrze Animacji, bo tu dobra passa trwa i klejnotów dużo.

Maria Maczuga
ocena: 5

"Lustrzana Chmura", Teatr Animacji w Poznaniu

„Lustrzana Chmura”, Teatr Animacji w Poznaniu

 

Lustrzana Chmura
reżyser: Robert Jarosz
Prapremiera 5 marca 2016 w Teatrze Animacji w Poznaniu

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz