„Prosta historia” – recenzja spektaklu

Od pięciu lat LALE.Teatr rozkochuje w swoich spektaklach dzieci. Najpierw zdobył sympatię najnajów, którym towarzyszył w pierwszych krokach w świecie sztuki. Maluszki rozwijały się i zmieniały, a teatr razem z nimi. Z czasem dla widzów nadeszła chwila rozstania ze spektaklami dla najmłodszych. LALE.Teatr wykonał sceniczny ukłon w kierunku nieco starszej publiczności i wspólnie z Wrocławskim Teatrem Lalek stworzył „Prostą historię”.

Doświadczony młody widz jest bardzo wymagający, trudniej go zainteresować oraz skupić jego uwagę na tym, co już zna. Jednocześnie od obytego z teatrem dziecka można więcej wymagać, zaproponować mu trudniejszy w odbiorze spektakl. Oba aspekty uwzględnili artyści, prezentując, za pomocą rzadko stosowanej techniki a’la planchette, nie taką prostą historię.
Radosław Kasiukiewicz i Tomasz Maśląkowski, zanim rozpoczną spektakl, przedstawiają się publiczności. Gest nie ma w sobie nic ze zwracania na siebie uwagi czy przypodobania. Wręcz przeciwnie, animatorzy w ten sposób sprytnie odcinają się od świata przedstawionego i znikają za formą, co okazuje się niezwykle istotne, zwłaszcza w drugiej części spektaklu, kiedy bohaterem staje się animowana dłoń.

Kolory szczęścia

Na dużym stole, który stanowi całą przestrzeń gry, znajduje się makieta. Płaskie, kolorowe elementy o uproszczonych kształtach przedstawiają: las, słońce, chmury, ptaszka, dom, tatę, mamę, dziecko, psa oraz budę dla niego, trawnik, krzaczki, huśtawkę, samochód, autobus, rower. Codziennie rano wschodzi słońce. Szczeka pies. Uradowana rodzina rozpoczyna dzień. Rodzice jadą do pracy, dziecko do szkoły. Czas płynie. Słońce i ptak, z niewyjaśnionych przyczyn z uporem latający tyłem, zmieniają swoje położenie. Rodzina wraca do domu. Spędza wspólnie czas na zabawie. Wszyscy szczęśliwi kładą się spać. Kolejny dzień wygląda podobnie. Powtarzalność sekwencji oraz idealna synchronizacja dynamicznego, płynnego ruchu z dźwiękiem przywodzi na myśl makiety kolejek elektrycznych, lecz w tym przypadku za ruch nie odpowiada maszyna, a perfekcyjnie zgrani animatorzy. Jedna z chmur zmienia kolor na szary. Nie wpływa to na przebieg zdarzeń. Coraz więcej elementów traci barwę. Rodzice przestają się uśmiechać. Brak reakcji i interwencji powoduje, że problem narasta. Zaczyna się gwałtowna burza. Niszczy wszystko.

Las ma wielkie oczy

Piękny, bezpieczny, bajkowy świat zniknął. Na scenie, w półmroku, pozostaje dłoń w czarnej rękawiczce bez palców, z okrągłą symboliczną główką (emotikonem). To dziecko: samotne, smutne, zdezorientowane, zlęknione, rozzłoszczone. Postać sama mierzy się z nową sytuacją, a przede wszystkim ze swoimi emocjami. Blat stołu zaczynają wypełniać szare, bogato zdobione oryginalnymi wzorami graficznymi, elementy o dziwnych kształtach. W pierwszej części najbardziej oddziaływały kolor i muzyka, w drugiej – forma i wzór. Robi się baśniowo, a jak to w baśniach bywa, świat przesiąknięty jest grozą, niebezpieczeństwem i strachem. Dopiero teraz mali widzowie spontanicznie zaczynają tworzyć własną werbalną narrację do spektaklu od początku pozbawionego słów. Dzieci odgadują kształty, komentują sytuacje i interpretują emocje. Toczą między sobą dyskusje, czy widzą rybkę, czy autko. Ostrzegają bohatera przed morskim potworem. Widzowie doskonale wiedzą, że strach ma wielkie oczy, więc utożsamiają las, który wpatruje się w nich świdrującym wzrokiem, z czymś przerażającym. Tak uczuciowo angażują się w akcję, że umyka im sekunda, w której animatorzy przekazują sobie postać „z dłoni do dłoni”.

W niektórych sekwencjach proste formy i znaki układają się w zbyt skomplikowane komunikaty, nieczytelne dla publiczności. Dzieciom podoba się ciekawy zabieg operowania skalami przedmiotów i uczuć w scenie, w której mały upiorny pies zostaje zastąpiony psim monstrum. Jednak, kiedy bohater błądzi w lesie składającym się z trzech elementów o tym samym kształcie i wyglądzie, lecz innych rozmiarach, dzieci gubią znaczenie. Szkoda, że przekaz się zatarł, bo pokazano piękną przestrzenną kompozycję, której faktura wydobyta została za pomocą światła.

Z deszczu pod tęczę

Jedna mała szara chmurka doprowadziła do całkowitego zniszczenia. Jedna błękitna chmurka odbudowuje radosny świat, harmonijny, lecz inny niż ten na początku. Niestety twórcy ulegli manierze obowiązkowego kończenia spektaklu dla dzieci piosenką. Utwór śpiewany przez małego chłopca jest całkiem przyjemny i melodyjny, ale w tej sztuce zbędny. Finał doskonale wybrzmiałby tęczą, a tak niepotrzebnie została złamana konwencja opowiadania historii bez słów.

A jakie uczucia towarzyszą, gdy biała, bura i błękitna chmurka zostają w teatrze i czekają na kolejny spektakl? Zaskoczenie, że szarość bywa bardziej kolorowa i twórcza niż paleta soczystych barw. Spokój, że piękno nadal idzie w parze z prostotą. Radość, że świeci słońce, szczeka pies.

Maria Maczuga

plakat

„Prosta historia”, Wrocławski Teatr Lalek

 

Prosta historia
SCENARIUSZ Antek Maśląkowski, Tomasz Maśląkowski
REŻYSERIA Tomasz Maśląkowski, Radosław Kasiukiewicz
SCENOGRAFIA Mateusz Stępniak
MUZYKA Grzegorz Mazoń
OBSADA Radosław Kasiukiewicz, Tomasz Maśląkowski
WYKONANIE PIOSENKI FINAŁOWEJ Franciszek Ficoń
Koprodukcja Fundacji LALE.Teatr i Wrocławskiego Teatru Lalek
Spektakl zrealizowany ze środków finansowych Miasta Wrocław
wiek 5+
Premiera 18/09/2016

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz