Kacper, Emma i Albert – książkowi bohaterowie na ekranie – recenzja filmów

Na początku powinnam się przyznać, że nie jestem wielkim zwolennikiem filmów i bajek dla maluszków. Od wielu lat nie mam w domu telewizora – właśnie z tego powodu. Jeśli już moja starsza córka coś oglądała, to było to wyselekcjonowane, przemyślane i jeszcze ograniczone do minimum. Szczególnie przedszkolaki oglądają dziś za dużo bajek i ma to fatalny wpływ na ich rozwój, na wzrok i koncentrację.

Ale pomimo tego – a może właśnie dlatego (!) – ogromnie ucieszyły mnie wydane na 3. edycję festiwalu „Kino dzieci” trzy nowe filmowe hity dla maluchów właśnie.

Na początek kontynuacja przygód Kacpra i Emmy, czyli „Kacper i Emma – zimowe wakacje” oraz „Magiczne święta Kacpra i Emmy” (reż. Arne Lindtner Nass, Norwegia 2014). Ekranizacja bestsellerowej szwedzkiej książki autorstwa Tor Åge Bringsværd i Anne G. Holt nie zawodzi również na dużym ekranie.

kacper-i-emma_zima

Mimo że żadna z moich córek nie jest w wieku przedszkolnym (jedna do przedszkola chodziła dawno temu, a druga dopiero się urodziła), to przygody tej dwójki przedszkolaków wyjątkowo przypadły nam do gustu. Może dlatego, że nie jest to lukrowana, infantylna opowieść o przyjaźni, ale wspaniały film o trudnościach wychowywania dziecka po śmierci jednego z rodziców, o zachowaniu dzieci z rozbitych rodzin, o relacjach w przedszkolu i innych problemach, których przecież nawet pięciolatek ma niemało.

Podczas zimowych wakacji, obok fantastycznych zimowych szaleństw i przygód tak oczywistych dla norweskich dzieci, jak choćby spanie i zabawy w igloo (a tak egzotycznych dla polskich maluchów), w relację naszych małych przyjaciół wkrada się zazdrość, zaborczość i współzawodnictwo. Oto bowiem pojawia się Peter, chłopiec o wielu talentach, który bardzo podoba się Emmie. Kacper podejmuje rękawice, a właściwie powinnam powiedzieć nartę, ale nie chcę za wiele zdradzać. Warto ten film obejrzeć z dziećmi choćby po to, by zobaczyć, jak one odbierają nasze przedkładanie powinności zawodowych ponad rodzinę. Jak każdą naszą sprzeczkę odbierają jako koniec świata, oraz jak mało trzeba, by ten ich dziecięcy świat uchronić przed takimi zgrzytami.
I choć przed nami dopiero listopad, to przecież za chwilę zewsząd dobiegać już będą dźwięki kolęd, w hipermarketach staną gigantyczne choinki i powoli, powoli zaczniemy przygotowywać się do świąt. Co nam zatem szkodzi, by to były magiczne święta – jak u Kacpra i Emmy? Wystarczy kupić tę płytę, by wraz z nimi śpiewać kolędy, poznać okołobożonarodzeniowe zwyczaje Norwegii i dostrzec, jaką wartość ma obecność bliskich przy wigilijnym stole. A co, jeśli na Boże Narodzenie nie spadnie wymarzony biały puch? Kacper i Emma znaleźli na to sposób, więc może warto go podpatrzeć? Niech jednak nikogo nie zwiedzie ton radości, bo w filmie nie brakuje również smutnego akcentu. Mama Emmy jest wdową i samotnie wychowuje dziewczynkę. Kiedy dziadek Emmy zakochuje się i zaczyna dzielić swoje życie i czas z przyjaciółką, nasza mała bohaterka bardzo dotkliwie to odczuwa.

Kacper i Emma rozweselają nas, wzruszają, zachwycają – na przykład innym spojrzeniem na wychowanie dzieci (te przedszkola na świeżym powietrzu!) i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Ja na przykład nie mogę zapomnieć jednej melodii z tego filmu, którą nucę pod nosem właściwie bez przerwy i uśmiecham się do siebie. Bardzo gorąco polecam. To mogą być wspaniałe prezenty pod choinkę!

Aha, jest jeszcze jeden bohater książkowy, który zagościł na festiwalu filmowym, teraz także na płycie: „Hokus-pokus, Albercie Albertsonie” (reż. Toril Kove, Norwegia 2013). To ekranizacja przygód chłopca znanego z serii książek Gunilli Bergström (Wyd. Zakamarki).

hokus-pokus-albercie_1

„Hokus-pokus…” to wzruszająca opowieść o dorastaniu do przyjaźni z czworonogiem. O marzeniu posiadania zwierzaka, które to marzenie może być silniejsze niż cokolwiek innego. To w końcu piękna historia o odpowiedzialności i o tym, że marzenia czasem spełniają się inaczej, niż myślimy. Oto Albert, rezolutny przedszkolak, tak bardzo chciał mieć psa, że gotów był uwierzyć nawet w magię. A magia i wszystkie sztuczki stały się dla niego przyczyną niemałych kłopotów.

To bardzo ważny film rodzinny, bo marzenie Alberta jest tak uniwersalne. Każde dziecko przecież marzy, by mieć psa. Każdy rodzic – gdy był dzieckiem – marzył, by mieć psa. I choć razem z córką mamy małe zastrzeżenia co do warstwy muzycznej filmu, to i tak go bardzo polecamy.

PS Mam cichą nadzieję, że na kolejny festiwal „Kino dzieci” wydane zostaną na płytach DVD przygody Lassego i Mai. Bardzo, bardzo na to liczę (nie wiem, czy nie bardziej od moich córek!).

Kalina Cyz

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz