„Harmonia daje ukojenie i spokój” – rozmowa z Danutą Chmurską

„Jako młoda dziewczyna trafiłam do chóru Władysława Skoraczewskiego i obcowanie z nim było dla mnie czymś, co naznaczyło całą moją drogę zawodową. Można chyba powiedzieć, że wtedy połknęłam bakcyla? – mówi Danuta Chmurska, prezes Towarzystwa Muzycznego im. Władysława Skoraczewskiego i dyrygentka dziecięcego chóru Artos w rozmowie z Kaliną Cyz.

Kalina Cyz: Spotykamy się w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, zdawałoby się miejscu spokojnym i poważnym, a tu proszę: obok nas przez foyer przebiegają dzieci, jest gwarno i radośnie… Ile jest tych dzieci? I co tu się właściwie dzieje?

Danuta Chmurska: Jak co tydzień w sobotę są zajęcia dla wszystkich grup dziecięcych chóru Artos. Można pomyśleć, że sobota to nie jest dobry dzień na taką aktywność, ale ja uwielbiam sobotnie spotkania z dziećmi, bo mam porównanie z próbami, które z konieczności nierzadko odbywają się w tygodniu. Sobota, choć jest dniem zarezerwowanym dla rodziny, to czas, kiedy dzieci nie mają szkoły, więc są wypoczęte i zdecydowanie lepiej współpracują. I mimo że jest to dzień wolny, to – jak widać – na frekwencję nie mogę narzekać (śmiech).

KC: No, dobrze. To ile jest wszystkich dzieci?

DCh: Ostatnio rzeczywiście jakoś mi ich przybyło. Liczę je i liczę, i sama nie mogę w to uwierzyć. Artos liczy już około 150 dzieci!

KC: Jest to Chór Artos. A jego pełna nazwa to?

DCh: Chór Artos im. Władysława Skoraczewskiego, działający przy Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie.

chor

KC: Kim był Władysław Skoraczewski?

DCh: Druh Skoraczewski – wspaniała postać, solista Teatru Wielkiego, ale również harcerz. Człowiek, który w 1945 roku wpadł na pomysł, by założyć chór dla entuzjastów amatorów. By w Warszawie, która właściwie leżała jeszcze w gruzach, rozległ się śpiew. A przypomnę, że odbudowanego gmachu Opery wtedy jeszcze nie było. Jako młoda dziewczyna trafiłam do chóru Władysława Skoraczewskiego i obcowanie z nim było dla mnie czymś, co naznaczyło całą moją drogę zawodową. Można chyba powiedzieć, że wtedy połknęłam bakcyla. Staram się kultywować tę piękną tradycję, choć czasy się zmieniły, dziś dzieci mają tak dużo różnych zajęć…

KC: Właśnie o to chciałam zapytać: dzieci mają dziś mnóstwo pozalekcyjnych aktywności – języki obce, basen, balet, tenis, rytmikę, szermierkę, karate i nie wiadomo co jeszcze. A tu nagle powrót do śpiewu w chórze?

DCh: Nie ukrywam, że ta obecność dzieci bardzo mnie wzrusza. Myślę sobie, że to chyba jest tak, że dzieci mają ogromnie dużo do powiedzenia – z natury swojej ciągle coś mówią, krzyczą, pokazują. Śpiew jest czymś innym, jest muzyczną rozmową, ale, aby ona zaistniała, dzieci muszą się spotkać ze mną w ciszy, muszą siebie usłyszeć. Ogromną wagę przywiązuję do tego, by poprzez śpiew umiały pokazać swoje emocje. I ja te emocje widzę – od pierwszej chwili, gdy zaczynamy pracować nad nowym utworem, po występy na dużej scenie Opery Narodowej. Od prościutkich kanonów, piosenek o zabawie z misiem, po śpiewanie w starszych grupach na głosy; pokonywanie pewnych artystycznych trudności, doskonalenie siebie – a dzieci to uwielbiają. Harmonia daje ukojenie i spokój. I chyba to je tu przyciąga, bo jak to inaczej wytłumaczyć. Część tych dzieci jest w szkołach muzycznych, więc obcują z muzyką, mają satysfakcje muzyczną.

KC: Ale jest jeszcze magia tego miejsca…

DCh: To na pewno. To miejsce jest absolutnie wyjątkowe. Teatr Wielki – Opera Narodowa – jak to brzmi… Sama wiem to doskonale. To jak dom, tu się będzie zawsze wracało. Choćby we wspomnieniach, ale zawsze, do końca życia. Człowiek pamięta zapach sceny. Chór Artos współpracuje z Operą przy różnych spektaklach i to też jest wielka radość i nobilitacja, że moje dzieci występują w różnych produkcjach operowych. To też jest magnes – bo to jest duża scena, zespół śpiewaków, orkiestra, reżyser, choreograf, są kostiumy, charakteryzacja. Cały operowy świat.

KC: I nie mówimy tylko o statystowaniu, prawda?

DCh: Nie, absolutnie!

KC: To w czym ostatnio występowały dzieci z Chóru Artos na Scenie im. Stanisława Moniuszki?

DCh: Ostatnie nasze występy to premierowe przedstawienia „Goplany” Władysława Żeleńskiego w reżyserii Janusza Wiśniewskiego oraz „Czarodziejskiego fletu” Wolfganga Amadeusza Mozarta w inscenizacji Suzanne Andrade i Barriego Kosky’ego. W „Goplanie” dzieci wystąpiły w roli statystów, to była nie lada przygoda z uwagi na koncepcję spektaklu, która zakładała arcyskomplikowaną charakteryzację. Jedno dziecko było przygotowywane do roli ponad 45 minut. Ale proszę się nie litować – one to uwielbiały (śmiech)… Teraz jest „Czarodziejski flet” Mozarta, w którym śpiewają trzej chłopcy z Chóru. Ale nasze Artosowe „oczko w głowie” to spektakl „Bajko, gdzie jesteś?” autorstwa Pauliny Zajkowskiej z udziałem ponad setki dzieci i oczywiście zawodowych artystów: śpiewaków, aktorów.

chor_1

KC: I tę bajkę możemy zobaczyć w warszawskiej operze? Spektakl grany przez dzieci?

DCh: Tak, ten spektakl wszedł do operowego repertuaru – co mnie ogromnie cieszy, nie ukrywam. W tym sezonie bajka grana była dwukrotnie, wróci na afisz w kwietniu. Ale żeby nie trzeba było czekać do kwietnia, nagraliśmy płytę z piosenkami z naszej bajki wydaną przez Universal Music Polska. Jest już do kupienia.

KC: To może być doskonały prezent pod choinkę?

DCh: Oczywiście. Szczególnie, że na płycie są piosenki i teksty ze spektaklu, a do płyty jest dołączona książeczka zawierająca proste przepisy kulinarne, które też są z naszej bajki. To na przykład przepisy na ulubione dania Smoka Wegetarianina.

KC: „Bajko, gdzie jesteś?” dopiero w kwietniu. Czy wcześniej będzie można zobaczyć chór Artos na scenie?

DCh: Już niebawem – „Oratorium na Boże Narodzenie” autorstwa Fryderyka Stankiewicza. Odnalazłam ten utwór w zasadzie przez przypadek. Dowiedziałam się, że piosenka, którą od lat wykonuję przy okazji Świąt Bożego Narodzenia, pt. ”Opowiedz mi, Mamo”, jest częścią „Oratorium”. Dotarłam do samego kompozytora i zamarzyłam, by ten utwór wykonać w całości. Oczywiście były i przeszkody, w tym przypadku ogromny aparat wykonawczy: chór dziecięcy i 70-osobowa orkiestra.

KC: Ale dla chcącego nic trudnego?!

DCh: Dokładnie tak! Dzięki życzliwości Rektora Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina, Pana Profesora Klaudiusza Barana, rozpoczęliśmy współpracę z Orkiestrą UMFC, batutę przejął młody, obiecujący dyrygent – Rafał Janiak. Partię solową przyjęła fenomenalna Olga Pasiecznik ( która zgodziła się nie tylko z nami zaśpiewać, ale wręcz przełożyła swoje jakieś zawodowe zobowiązania) oraz Mietek Szcześniak.

KC: A to wszystko już 19 grudnia na Dużej Scenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie.

DCh: Dokładnie tak. Serdecznie zapraszam i ze swej strony obiecuję, że będzie to piękne wprowadzenie w czas oczekiwania na cud Bożego Narodzenia z licznymi niespodziankami dla widzów.

KC: Jak tak się przysłuchuję temu, w jaki sposób Pani opowiada o działalności chóru Artos, to mam wrażenie, że jesteście żywym dowodem na to, że marzenia się spełniają. Że można sobie wymarzyć, by wystawić z dziećmi bajkę muzyczną i to marzenie się spełnia; że można wystawić jeszcze i Oratorium; zaprosić do współpracy wybitnych artystów, wielką orkiestrę. Wszystko Wam się udaje!

DCh: Tak, to prawda, chociaż nie udałoby się, gdyby nie wsparcie i pomoc wielu instytucji, wielu osób zaangażowanych w naszą działalność. Jak też pomoc stricte finansową, jakiej kolejny raz udzieliło nam Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dzięki temu te marzenia mogą się nam spełniać. Zresztą my nagraliśmy kiedyś taki teledysk „Marzenia się spełniają” – to chyba było prorocze (śmiech).

KC: Zatem ja z całego serca życzę, by te marzenia nadal się Wam spełniały, dziękuję za rozmowę i do zobaczenia 19 grudnia w Operze.

DCh: Dziękuję również i zapraszam wszystkich bardzo serdecznie.

Z Danutą Chmurską rozmawiała Kalina Cyz.

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz