„Działka dziadka działkowicza” – recenzja książki

Zastanawiam się, kiedy jest najlepszy czas na czytanie tej książki. Opowiada przede wszystkim o ciepłych wiosennych i letnich dniach, które cała rodzina spędzać może na działce. Dlatego najlepiej byłoby czytać ją wśród kwiatów, w cieniu drzewa, którego gałęzie uginają się pod ciężarem owoców. Do lata jednak daleko i warto sięgnąć po tę książkę, żeby ukoić tęsknotę za palącym słońcem i smakiem świeżych owoców.

„Działka dziadka działkowicza” to niedługa wierszowana opowieść o pewnej rodzinie, która mieszka w mieście pełnym spalin. Na szczęście senior rodu (który nie jest postacią fikcyjną, bo na pierwszej stronie można zobaczyć zdjęcie dziadka Antoniego, zrobione właśnie na działce) „swoje miejsce ma tym mieście. Piękne, ciche i zielone, w którąkolwiek spojrzeć stronę”. Na działce dziadka panuje doskonały porządek, wszystko dzięki temu, że w dbanie o nią zaangażowana jest cała rodzina. Nikt nie stroni od pracy, każdy uwija się jak pszczółka. Jedni pielą grządki, drudzy w szklarni dbają o pomidory, inni bronią drzew owocowych przed szpakami, jest też oczywiście grupa odpowiedzialna za zbieranie dojrzałych warzyw oraz owoców i znoszenie ich do spiżarni. Pracy na działce nie brakuje. Czy na pewno wszyscy chętnie się jej oddają? Nie do końca, bo siostra narratorki („znany leń”) woli czytać książki i myśleć o zabawie, ale i ona, kiedy dziadek poprosi o przyniesienie wody, nie odmawia mu pomocy, tylko biegnie w kierunku syfonu, żeby już po chwili przynieść mu szklankę pełną zimnej wody. Ważną rolę na działce odgrywa również babcia. Ona nie pieli grządek, nie sadzi kwiatów, w tym czasie musi przygotować „takie danie, żeby wszystkim smakowało, nowych sił nam dodawało”. Dzięki ciężkiej pracy cała rodzina może wkrótce zrywać owoce i warzywa. Co z nimi zrobią? Część pewnie zjedzą prosto z krzaka albo z drzewa, ale większość przetworzą, żeby móc się nimi cieszyć dłużej. Z pomidorów przygotują przeciery, ze śliwek powidła, część owoców zostanie zamrożona, żeby można było zimą wykorzystywać je do ciasta; zioła będą suszyć i mrozić, aby w chłodne dni móc nadal cieszyć się ich aromatem. Przepisy na te wszystkie cuda znaleźć można na końcu książki. A jeśli ktoś nie ma działki? Na to autorka również znalazła sposób i doradza, jakie jadalne rośliny można posadzić na balkonie.

„Działka dziadka działkowicza” to znakomicie napisana i wspaniale zilustrowana książka o pasji. To również ciekawa opowieść o tym, skąd biorą się owoce i warzywa oraz poradnik dla tych, którzy szukają pomysłu na to, co ze swoimi zbiorami zrobić. Autorka podkreśla, żeby niczego nie wyrzucać. Można owoce i warzywa przetworzyć albo rozdać sąsiadom i znajomym. Książka może być dla dzieci z jednej strony inspiracją, z drugiej szansą na poznanie pasji własnego dziadka, przecież na pewno dziadków-działkowiczów jest na świecie wielu. A może wśród czytelników znajdzie się jakiś przyszły działkowicz, który po jej przeczytaniu będzie chciał uprawiać pomidory i sałatę?

Magda Kwiatkowska-Gadzińska
Ocena 5

dzialka-dziadka-dzialkowicza

Działka dziadka działkowicza
Katarzyna Bogucka
wyd. Widnokrąg, 2016
wiek: 4+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz