„Królewna z wieży” – recenzja książki

Jaka powinna być królewna wie każdy. Królewny są grzeczne, miłe i zawsze uśmiechnięte. Noszą piękne suknie, na spacery chodzą spokojnym krokiem, bo przecież nigdzie się nie spieszą. Takie są wszystkie królewny. Oprócz jednej.

Królewna opisana przez Przemysława Wechterowicza wiedzie życie podobne do innych następczyń tronu. Nawet jej historia przywodzi na myśl inne, znane nam od dawna księżniczki i królewny. Ojciec, po śmierci królowej – wychowuje dziewczynę samotnie. Bardzo dba o to, żeby królewna była szczęśliwa i nigdy się nie nudziła, „chcąc jej zapewnić pełne atrakcji dzieciństwo, król zabierał ją ze sobą niemal wszędzie”. A dziewczynce bardzo się te liczne wyjazdy podobały, cieszyło ją, kiedy chłopi przeklinali wyjadające sałatę zające, turnieje rycerskie, podczas których krew lała się strumieniami. Nie przerażało jej nawet uczestnictwo w egzekucjach. Ba, królewna na te wszystkie wydarzenia reagowała specyficznym chichotem! Ta oryginalna przypadłość córki stanowi coraz większy problem dla ojca. Chichot królewny był zaraźliwy, więc ojciec „wypowiadając wojnę innemu królowi musiał czym prędzej zawierać z nim pakt pokojowy, bo na dźwięk jej chichociku wszyscy dostawali tak dobrego humoru, że już po chwili zwijali się ze śmiechu na podłodze jak dżdżownice”. Panienka rosła, piękniała i cały czas chichotała. Kiedy nadszedł dzień jej osiemnastych urodzin, ojciec kazał zbudować wieżę, w której ukochana córeczka będzie czekać na swojego księcia z bajki. Żeby nie było zbyt łatwo, pomyślał, że odda jej rękę temu rycerzowi, który pozostanie niewzruszony na dźwięk śmiechu jedynaczki. Jeśli młodzian zacznie chichotać, natychmiast zostanie pożarty przez smoka, który ma „czuwać na prawidłowym przebiegiem wyboru małżonka”. Wielu śmiałków przybyło pod wieżę. Jeden lubił liczyć na palcach do 73, innego pasjonowały zapomniane greckie przysłowia, był też taki, który „marzył w dzieciństwie, by zostać przebojowym chłopem małorolnym”. Sześciu kawalerów zjadł smok, bo kiedy tylko królewna zaczęła chichotać, oni również wybuchali śmiechem. Dopiero siódmy okazał się na chichot odporny. Jak udało mu się to zrobić? Czy król dotrzymał słowa i oddał mu rękę ukochanej córki? I co na to sama zainteresowana? Nie odpowiem na te pytania, bo Przemysław Wechterowicz zrobił to znacznie lepiej! Dlatego trzeba sięgnąć po jego książkę.

„Królewna z wieży” to lektura nie tylko dla dzieci. Rodzice będą przy okazji jej czytania mieli taką samą, jeśli nie większą uciechę, jak ich pociechy. Książka jest niesamowicie wesoła, strony pełne są humoru, dowcipnych ripost, zabawnych opisów. Rycerze starający się o rękę królewskiej córki są tak różnorodni i oryginalni, że czyta się o nich z coraz szerszym uśmiechem na twarzy. To doskonała lektura na chandrę! Nietypowa opowieść o królewnach każdemu poprawi nastrój. A to jeszcze nie koniec niespodzianek związanych z tą książką, bo kiedy poznamy całą historię, autor zachęca nas do napisania własnej baśni. Na końcu „Królewny z wieży” sami możemy stworzyć historię, która wydarzyła się „dawno, dawno temu”. O czym ona będzie? Ta decyzja należy do nas. Martwić nie musimy się jedynie o ilustracje, bo o nie zadbał już Bartosz Minkiewicz, wystarczy je tylko pokolorować (albo i nie, jeśli ktoś nie chce). Doskonała zabawa gwarantowana!

Magda Kwiatkowska-Gadzińska
Ocena 5

Królewna z wieży

Królewna z wieży
Przemysław Wechterowicz
ilustracje Bartosz Minkiewicz
Prószyński i S-ka, 2016
wiek: 5+