„Ignaś Kitek, architekt” – recenzja książki

Każdy wie, że talenty dzieci trzeba wspierać i rozwijać. Dlatego rodzice kupują swoim pociechom kredki, plastelinę, rower, zapisują na basen albo kurs karate. Jedni inwestują w najnowszy komputer, bo dziecko przejawia talenty informatyczne, inni w skrzypce, ponieważ pociecha ma słuch absolutny. Rodzicom Ignasia Kitka też trafiło się uzdolnione dziecko.

Ignaś był doskonale zapowiadającym się architektem. W wieku dwóch lat z pieluch zbudował wieżę! Początkowo mama była pod wrażeniem, ale po chwili okazało się, że użył to tego pieluch już używanych, więc cały dom szybko wypełnił okropny zapach. Chłopiec nie zraził się tym jednak i stworzył kolejną budowlę. Przed domem postawił ogromnego sfinksa z gliny! Po roku rodzice chłopca przekonali się, że zapał nie minął, a wznoszone przez niego budowle były coraz bardziej wymyślne. Wszystko zmieniło się w dniu, w którym chłopiec poszedł do szkoły. W drugiej klasie jego wychowawczyni, pani Alinka, poinformowała swoich uczniów, że nie chce słyszeć o żadnej architekturze. Nie interesują ją gmachy, budynki, jej drugoklasiści nie będą się uczyć ani o tych klasycznych, ani o modernistycznych. Dlaczego była tak niechętna architekturze i swoimi słowami podcinała skrzydła wyjątkowo zdolnemu uczniowi? Powodów należy szukać w jej dzieciństwie. Kiedy miała siedem lat i ze swoją klasą zwiedzała drapacz chmur, tak zapatrzyła się w przestrzeń, że grupa wyszła bez niej. Szukano jej dwa dni, w końcu odnalazła się w grupie cyrkowej! Wtedy postanowiła sobie, że od tej pory będzie omijać szerokim łukiem wszystkich miłośników architektury. Na jej nieszczęście (i nieszczęście Ignasia) trafiła na wybitnie utalentowanego ucznia. Pani Alinka była jednak nieugięta i stanowczo zakazała chłopcu budowania zamków z kredy. Z ogromną niechęcią chłopiec w końcu się z tym pogodził. Od tej pory robił to, co inne dzieci. Razem z całą klasą uczył się czytać i liczyć. I pewnie uczyłby się tak kolejne dni i tygodnie, gdyby pewnego dnia pani Alinka nie wymyśliła wycieczki. Oczywiście na łono natury, bo jak wiadomo, nauczycielka nie znosiła architektury. Jak się okazuje i sielska przyroda może spłatać figla, a nauczycielkę doprowadzić do palpitacji serca i omdlenia…

Historia przedstawiona w książce jest naprawdę niebanalna i bardzo zabawna. Z trudem wyobrażam sobie dwulatka budującego ogromnego sfinksa z gliny, ale potrafię wyobrazić sobie mnóstwo innych rzeczy, które taki dwulatek zrobić potrafi, wzbudzając z jednej strony zachwyt, z drugiej niepokój u swoich rodziców. Każdy spotkał w życiu takiego Ignasia! Najważniejsze to wspierać go w realizacji marzeń, nie podcinać skrzydeł, motywować do własnych poszukiwań. Dlatego jest to książka dla ludzi w każdym wieku. Dzieci przekonają się, że warto walczyć o swoje marzenia i nie poddawać się, kiedy coś im nie wychodzi, a dorośli przypomną sobie, że marzenia dzieci trzeba wspierać. Warto poznać tę książkę, bo jest mądra, dowcipna, a jednocześnie znakomicie zilustrowana. Niektóre strony przypominają papier milimetrowy, na którym prawdziwi architekci tworzą swoje projekty. Na innych widzimy budowle stworzone przez Ignasia i miny zaskoczonych rodziców albo wściekłych sąsiadów, których chłopiec niechcący obrzucił gliną. Jest również skupiony na swoich dziełach Ignaś, który potem z dumą spogląda na stworzone przez siebie konstrukcje. Tak rodzi się talent!

Magda Kwiatkowska-Gadzińska
Ocena 5

i-ignas-kitek-architekt-andrea-beaty-ksiazka

Ignaś Kitek, architekt

Andrea Beaty
il. David Roberts
przeł. Łukasz Witczak
wyd. Kinderkulka, 2017
wiek: 3+
Patronat Qlturka.pl

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz