Pasja, która stała się… pracą – rozmowa z Fanny Joly, autorką niemal 300 książek dla dzieci

Pisanie to zawsze połączenie prawdy i wyobraźni. U mnie to odrobina prawdy i dużo wyobraźni. Jeśli się kimś inspirowałam przy tworzeniu postaci Pralinki, to może SOBĄ – pisze Fanny Joly w korespondencyjnym wywiadzie, przygotowanym przez Adę Świerżewską (lat 10).

Ada Świerżewska: Kiedy i dlaczego zaczęła Pani pisać książki dla dzieci?

Fanny Joly: Na początku chciałabym Ci podziękować, Ado, za świetne pytania! Oto moje odpowiedzi.

Zaczęłam pisać dla dzieci, kiedy oczekiwałam swojego pierwszego dziecka, Lily. Dziś ma już trzydzieści siedem lat! Pomyślałam, że fantastycznie byłoby czytać wspólnie książkę napisaną przeze mnie – mamę. Tak naprawdę sam proces był dłuższy i bardziej kręty, niż przypuszczałam. Upłynęło ponad pięć lat, zanim mój pierwszy tekst został opublikowany. Na początku otrzymałam wiele „listów odmownych”. Często pokazuję je moim młodym czytelnikom na spotkaniach, żeby uwrażliwić ich na to, jak ważna jest WYTRWAŁOŚĆ. Lubię to słowo. Wydawcy otrzymują mnóstwo rękopisów, a wydają… niewiele z nich. To rachunek ekonomiczny!

Czym jest dla Pani pisanie – pracą czy pasją?

I jednym, i drugim! To pasja, która stała się… pracą, dzięki przychylnym wiatrom, tłumaczeniom, adaptacjom na filmy animowane wielu moich książek, których bohaterowie powracali w seriach, jak Pralinka, Lena, Mirette, Marion…

Gdzie się Pani najlepiej pisze?

Wszędzie, gdzie popadnie! W domu mam mnóstwo swoich „kącików”, do tego łóżko, w którym czasem pracuję, bo niestety dolega mi kręgosłup. Ale równie dobrze mogę pisać w pociągu, w kawiarni, w samolocie, w publicznej bibliotece. Wszystko mi odpowiada. Nie jestem maniaczką.

Zastanawiam się, jak to fizycznie możliwe, żeby napisać prawie 300 książek – przecież nie ma Pani jeszcze nawet 100 lat!

Książki dla dzieci są krótsze niż wielkie powieści dla dorosłych. Są w nich rysunki. Dla całkiem małych czytelników teksty są króciutkie. Zresztą we Francji to całkiem normalne, że autorzy książek dla dzieci, którzy pracują dużo (jak ja), wydają od ośmiu do dziesięciu książek rocznie. Zaczęłam w 1986 roku. To już ponad trzydzieści lat: szybko dobija się do trzystu…

Czy ktoś pomaga Pani w wymyślaniu historii, czy one same do Pani przychodzą?

Przed pustą kartką zawsze jestem tylko ja. Pomysły same do mnie nie przychodzą, szukam ich, tropię je, prowokuję, poświęcając większość czasu na tworzenie i pisanie. Na ogół w literaturze dziecięcej tekst wyprzedza ilustrację, ale nie zawsze. Przygody Mirette rozpoczęły się od rysunku, który pokazał mi pewnego dnia, jakieś dziesięć lat temu, ilustrator Laurent Audouin. A książka obrazkowa „Dwadzieścia serc”, która niedawno miała premierę we Francji, zaczęła się od rysunku, tego z okładki, który ilustratorka Christine Davenier narysowała przypadkiem, a potem mi go podarowała, bo tak mi się spodobał. Napisałam tekst, inspirując się tym rysunkiem…

Jak długo pracowała Pani nad tą książką o Pralince, bo przecież jest dość gruba?

Tom wydany przez Znak w Polsce zawiera cztery francuskie książki z przygodami Pralinki. Każda francuska książka wymaga ode mnie około trzech miesięcy pracy. A zatem polski tom obejmuje porządny rok pracy. Każdy francuski tomik zawiera trzy różne historyjki, a każda liczy po cztery rozdziały. To wymóg kolekcji Folio Cadet u mojego francuskiego wydawcy, Gallimarda. W pierwszym polskim tomie z przygodami Pralinki jest więc dwanaście historyjek i czterdzieści osiem rozdziałów. To sporo przygód do wymyślenia! Drugi tom polskiej Pralinki już się szykuje. We Francji seria liczy dziewięć tytułów. Dziesiąty jest już napisany i zilustrowany. Wyjdzie we wrześniu 2017. W zeszłym tygodniu czytałam próbki…

Czy tworząc postać Pralinki, wzorowała się Pani na kimś konkretnym?

Pisanie to zawsze połączenie prawdy i wyobraźni. U mnie to odrobina prawdy i dużo wyobraźni. Jeśli się kimś inspirowałam przy tworzeniu postaci Pralinki, to może SOBĄ. Podobieństwo między światem przedstawionym w „Pralince” a moim życiem osobistym opiera się głównie na stosunkach między rodzeństwem. Jako najmłodsza z ośmiorga dzieci (w tym sześciu chłopców) byłam (trochę) rozpieszczana i (bardzo) zakrzykiwana przez moje starsze rodzeństwo. To z pewnością na mnie wpłynęło. Poza tym nie opowiadam o SWOIM życiu. Moje dzieciństwo w latach sześćdziesiątych nie ma nic wspólnego z historiami z moich książek, które zdecydowanie odnoszą się do dzisiejszych czasów. Uciekam przed nostalgią. Kocham teraźniejszość i cieszę się życiem.

Podoba mi się, że w końcu dziewczynka została taką trochę niegrzeczną bohaterką, jak Mikołajek czy „Jaśki”. Dlaczego zdecydowała się Pani na to, by tytułową bohaterką była dziewczynka?

Bardzo się cieszę, Ado, że spodobała ci się Pralinka! Dziękuję! Nie wymyśliłam jej jako dziewczynki z rozmysłem, ale to wyszło bardzo naturalnie, sama w końcu jestem dziewczyną!

Czy miała Pani dwóch takich denerwujących braci?

Miałam sześciu braci, którzy byli opiekuńczy, dużo mnie nauczyli, inspirowali i… strasznie denerwowali, TAK. Byli może mniej uporczywie denerwujący niż Wiktor i Jan-Maksenjusz, bracia Pralinki, ale nie „robili mi prezentów”, jak to się mówi po francusku, co znaczy, że niczego mi nie darowali i chętnie się ze mnie naśmiewali. Mój system obronny oczywiście polegał na płaczu i skarżeniu do rodziców. Dlatego nazwali mnie Pralinką-dziecinką. Po francusku to ktoś słaby, ckliwy, naiwny, humorzasty, płaczący bez powodu…

Czy czuła się kiedyś Pani jak Pralinka, gdy bracia ją obrażali?

Tak, czasem budzili we mnie wściekłość, byłam zła. Ale nie przechodziłam do czynu. Czułam się dużo bardziej samotna i zbyt słaba, żeby próbować! Uciekałam w książki, moich najlepszych przyjaciół! Dziś biorę odwet. Jestem zarazem ośmioletnią Pralinką i wszystkimi innymi postaciami, mając jednocześnie o wiele więcej lat. Mogę przyjąć wszystkie punkty widzenia. Na tym polega magia pisania. Mam wiele szczęścia, że czytelnicy polubili Pralinkę. To dzięki nim napisałam najpierw jedną, potem dwie, trzy, cztery… Aż dziesięć książek we Francji!

Czy planuje Pani kontynuację przygód Pralinki?

Jeśli Gallimard, mój francuski wydawca, poprosi mnie o jedenastą książeczkę o Pralince, z radością powiem: TAK…

Bardzo dziękuję za rozmowę i czekam na kolejny tom „Pralinki” od wydawnictwa Znak.

(28 kwietnia 2017, Paryż)

Pralinka

Pralinka i jej rodzinka

Poznajcie Alinkę-Pralinkę. Na co dzień jest słodka, ale kiedy trzeba, potrafi tupnąć nogą. Płacze na zawołanie, śpiewa na cały głos i zakochuje się na zabój… Złośliwi starsi bracia? Kłopoty w szkole? Wizyta Bardzo Ważnych Gości? Z pomocą przyjaciółki Celiny, pluszowego lwa Gryzaka oraz najfajniejszego chłopca w całej szkole, Krzysia Trufli – Pralinka poradzi sobie ze wszystkim!

Fanny Joly – mama Pralinki i setek innych postaci uwielbianych przez dzieci na całym świecie. Autorka blisko 300 książek wydawanych w 20 krajach. Obsypana nagrodami przyznawanymi przez najmłodszych odbiorców. Uwielbia jazdę na rowerze i jazz, a czas najchętniej spędza z rodziną. Mieszka w Paryżu.

Pralinka

Fanny Joly
przeł. Magdalena Talar
wyd. Znak emotikon, 2017

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz