Muzyka i (u)śmiech – recenzja „Piegowatego koncertu”

Muzyka dla dzieci – cóż, powiedzmy sobie szczerze – nie wygląda, a w zasadzie – nie brzmi – u nas najlepiej. Elektronicznie przetworzone dźwięki, mało wyszukane rytmy dyskotekowe i teksty pozostawiające wiele do życzenia – to obraz tego, co w muzyce dla dzieci piszczy (dosłownie). Są jednak projekty, które rzucają nowe światło na tę kwestię; miejsca, gdzie dzieci traktuje się z należnym im szacunkiem, gdzie od najmłodszych lat mogą obcować z muzyka klasyczną w przyjaznej, pogodnej atmosferze.

Piegowaty koncert

Katarzyna Stoparczyk, dziennikarka radiowej Trójki, od lat prowadząca program „Zagadkowa Niedziela”, znana też jako „mama” Zorki, dziewczynki z gwiazd, pojawiającej się regularnie w Studiu Koncertowym im. W. Lutosławskiego, a z wykształcenia muzyk instrumentalista, organizuje od pewnego czasu wydarzenia muzyczne, które przyciągają tłumy małych i dużych miłośników muzyki, ale i tych, którzy dopiero poznają tę wspaniałą dziedzinę sztuki.

„Piegowate koncerty”, bo o nich mowa, to okazja do bliskiego kontaktu z piękną muzyką wybitnych kompozytorów, ale też z profesjonalną orkiestrą Warsaw Camerata, muzykami, którym dzieci niestraszne, pod batutą Pawła Kosa – Nowickiego, od lat oswajającego najmłodszych z brzmieniem muzyki klasycznej i rozmaitymi instrumentami podczas Koncertów Rodzinnych na Łowickiej.

6 maja w Studiu Koncertowym im. W Lutosławskiego odbył się „Piegowaty koncert” pt. „Eksplozja radości”. I rzeczywiście, od samego początku było radośnie. Bo jakże inaczej może być, gdy scenę obsiądzie tłum kilkulatków, z których część ruszy w tany przy pierwszych dźwiękach muzyki, a na scenie pełna pozytywnej energii Katarzyna Stoparczyk wraz z ubranymi elegancko, a jednak uśmiechniętymi i otwartymi na kontakt muzykami, odganiają zimę?

Twórcy wydarzenia zadbali nie tylko o świetny humor widowni, ale też o to, by podczas koncertu dzieci poznały nowe instrumenty – prócz skrzypiec, altówek, wiolonczeli i kontrabasu, które wchodzą w skład Warsaw Cameraty. Salwy śmiechu wywołało pojawienie się pana Leszka Wachnika, który przyniósł ze sobą dwa potężnych rozmiarów instrumenty – fagot i kontra fagot, na których nie tylko towarzyszył orkiestrze, ale i naśladował różne dźwięki. Niebanalne brzmienie fagotu mogliśmy usłyszeć w takich utworach, jak „Koncert na fagot i orkiestrę C-dur” Antonio Vivaldiego, koncert na fagot i orkiestrę cz. 3 – „Rondo” Wolfganga Amadeusa Mozarta. Nie zabrakło też Georges’a Bizeta i jego Habanery z opery „Carmen” czy Polki „Im Fluge” Johanna Straussa.

Na scenie pojawiła się też Katarzyna Stankiewicz, która zahipnotyzowała publiczność – niezależnie od wieku. Podczas dwóch piosenek niezwykły popis umiejętności dała młoda gimnastyczka, od której nie można było oderwać wzroku.

Nie zabrakło oczywiście elementów angażujących publiczność – zarówno indywidualnie – tata śpiewający na scenie, jak i zbiorowo – okazywanie uznania dla muzyków poprzez głośne pokasływanie, jak to miało miejsce dawno temu, gdy koncerty odbywały się w kościołach.

Muszę przyznać, że choć dawno odrosłam od ziemi i mogę całkiem legalnie uczestniczyć w koncertach muzyki klasycznej w filharmonii, to nie odmówię sobie tej przyjemności, by za miesiąc znów zabrać dzieci na „Piegowaty koncert”. To właśnie w Studiu Koncertowym im. W. Lutosławskiego można dostrzec, jak wielką radość i przyjemność sprawia najmłodszym obcowanie z muzyką. A jak by tego było mało, podczas koncertów organizowane jest wsparcie dla dzieci z domu dziecka. Tym razem gimnazjaliści przygotowali własnoręcznie piękne przedmioty na kiermasz, a Rzecznik Praw Dziecka przekazał prezenty podopiecznym.

Ewa Świerżewska

Kolejny „Piegowaty koncert” już 3 czerwca! https://polskieradio.bilety24.pl/nfrontbuy/buy/id/156914

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz