„Elektrodziewczyna” – recenzja książki

To książka szalona w formie i treści. Wcześniej nigdy się z taką książką nie spotkałam, więc byłam bardzo zaskoczona, kiedy kartkowałam ją po raz pierwszy. Co tak bardzo mnie zdziwiło?

„Elektrodziewczyna” łączy w sobie tradycyjną powieść i komiks. Większą część książki zajmują opisy i dialogi, jednak co kilka albo kilkanaście stron pojawiają się komiksowe dymki i obrazki. Na nich przedstawiono najbardziej dynamiczne i zaskakujące wydarzenia. Tych w książce nie brakuje, więc stron komiksowych jest w „Elektrodziewczynie” całkiem sporo. Tytułowa bohaterka zostaje obdarzona supermocą. W pierwszym rozdziale dzieli się z czytelnikami swoją historią. Wszystko zaczęło się dość zwyczajnie. Holly, bo tak ma na imię bohaterka, była zwyczajną nastolatką, miała koleżanki, kolegów, lubiła jedne rzeczy, a innych nie znosiła. Pewnego dnia, jak wiele podobnych jej dziewczyn, pokłóciła się ze swoją przyjaciółką. Chciała być sama, dlatego poszła na wzgórze. Zawsze kierowała się w stronę tego miejsca, kiedy chciała przemyśleć jakieś sprawy albo po prostu być gdzieś z dala od innych. Tym razem zrobiła tak samo. Kiedy tam była zobaczyła na niebie żółty pobłysk. On sprawił, że wszystko, co otaczało Holly zmieniło kolor. Do miejsca, w którym znajdowała się dziewczyna zbliżała się burza oraz silne światło, które najpierw było bardzo małe, a potem, w miarę zbliżania robiło się coraz większe. Holly nie wiedziała co to jest, ale zdawała sobie sprawę, że nie ma dokąd uciec i już za chwilę tajemniczy obiekt się z nią zderzy. To zderzenie miało niezwykłe konsekwencje, bo oto Holly zyskała ogromną moc. Dzięki niej mogła wpływać na różne przedmioty znajdujące się w jej otoczeniu. Skąd wzięła się ta moc? Mama Holly wini za to działającą w ich miasteczku firmę CyberSky, która produkuje telefony komórkowe. Sama Holly też jest ciekawa, jak to się stało. Zanim się jednak tego dowie, wykorzystuje swoją moc w innym celu. Pomaga między innymi rówieśnikom prześladowanym przez dokuczające niemal wszystkim dziewczyny. Prawdziwym sprawdzianem dla daru Holly będzie szkolna wycieczka do siedziby CyberSky, czy tam kryje się rozwiązanie zagadki?

Tak, jak wspomniałam wcześniej „Elektrodziewczyna” to książka dość nietypowa. Jednak ciekawa forma w żaden sposób nie wpłynęła na treść. Książka jest tak samo atrakcyjna wizualnie, jak i fabularnie. Czyta się ją szybko i z rosnącym z każdą stroną zainteresowaniem. Wstawki komiksowe dodatkowo uatrakcyjniają lekturę, stanowią również ciekawą alternatywę dla tradycyjnych ilustracji. Nie wiem, czy taka historia mogłaby przydarzyć się każdemu (na pewno nikomu tego nie życzę), ale pozostałe wydarzenia, których Holly była uczestniczką mogą mieć miejsce w każdym domu i w każdej szkole. Rówieśnikom bohaterów na pewno ta lektura przypadnie do gustu.

Magda Kwiatkowska-Gadzińska

Ocena 5

elektrodziewczyna

„Elektrodziewczyna”

Jo Cotterill
ilustracje Cathy Brett
tłumaczenie Iwona Libucha
Wydawnictwo Akapit Press, 2017
Patronat Qlturka.pl

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz