„Mateusz na tropie Św. Graala” – recenzja książki

Przyglądając się księgarskim półkom, trudno nie odnieść wrażenia, że w dzisiejszych czasach wszystkie dzieci podróżują, a dziewięćdziesiąt procent z nich pisze potem o tym książki. Niedawno ukazała się kolejna. Podobna do pozostałych? NIE.

Do tej pory wszystkie dzieci podróżowały na drugi koniec świata, odwiedzały dalekie kraje, do których większość osób nigdy nie dotrze. Pływały z rekinami albo mieszkały kilka miesięcy w dżungli. Dzieci, czytając o ich przygodach, na pewno czuły ukłucie zazdrości, a jednocześnie każde z nich skrycie marzyło o przeżyciu podobnych. Czytanie o tych nieznanych krainach samo w sobie było wielką przygodą. Dlatego mogłoby się wydawać, że książkę o podróżach dużo bliższych będzie się czytać ze znacznie mniejszym zainteresowaniem. I tu kolejna niespodzianka, bo choć bohater książki podróżuje „tylko” po Europie, to opisuje swoje przygody w tak interesujący sposób, że czyta się je jednym tchem.

Podróż po kilku krajach europejskich była pomysłem rodziców Mateusza, ale impuls do jej planowania dał sam Mateusz. Chłopca zainteresował się Świętym Graalem. Bardzo zaciekawiła go jego historia oraz fakt, że dziś tak naprawdę nikt nie wie, gdzie ów kielich (lub misa) dziś się znajdują. Rodzice postanawiają wspierać i rozwijać zainteresowania syna, dlatego opuszczają Polskę i wyruszają w wielką podróż tropem Świętego Graala. Najpierw pojadą do Anglii, tu będą przyglądać się murom średniowiecznych zamków i katedr, odwiedzą Stonehenge i Opactwo Westminsterskie. Będą tropić ślady, które mogli pozostawić templariusze, w końcu stwierdzą jednak, że w Anglii Graala nie ma i wyruszą najpierw do Francji, a potem do Hiszpanii i Portugalii. Zajrzą w każdy kąt i zapytają wszystkich, którzy mogliby cokolwiek na temat Graala wiedzieć. To będą naprawdę niesamowite dni, wypełnione emocjami, pełne ciekawostek, nowych informacji i interesujących spotkań.

Czytając tę książkę, dzieci staną się współuczestnikami podróży Mateusza i jego rodziny. Będą czytać, oglądać zdjęcia, przyglądać się mapom i rysunkom na marginesie. Przeczytają wszystkie ciekawostki, które są integralną częścią tej książki. Po jej przeczytaniu każdy będzie chciał przeżyć choć część przygód Mateusza. W tym przypadku nie powinno być to aż tak trudne, bo podróż może i nie była daleka, ale za to niesamowicie interesująca.

Przeczytałam wiele książek napisanych przez małych podróżników i zawsze mam wrażenie, że są one pisane nieco nie siłę, że tak naprawdę nie pisały ich dzieci, ale na przykład ich rodzice albo inni dorośli, którzy usilnie starali się pisać jak dzieci. Tutaj było inaczej Książka „Mateusz na tropie Św. Graala” została napisana bardzo przystępnym, zrozumiałym, ale i naturalnym dla dzieci językiem. Właśnie dlatego czyta się ją tak dobrze. A w trakcie lektury nie tylko marzy się o podobnym wyjeździe, ale rodzice przekonają się, że dziecięce pasje warto wspierać, bo jak widać na przykładzie Mateusza, wychodzą z tego rzeczy wielkie!

Magda Kwiatkowska-Gadzińska
Ocena 5

Mateusz na tropie świętego Graala

Mateusz na tropie Św. Graala

Mateusz Pyrek, Edi Pyrek
Wydawnictwo Dwukropek, 2017
wiek: 8+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz