To mój pierwszy film, więc wiadomo, że mam duży sentyment – rozmowa

„To mój pierwszy film, więc wiadomo, że mam duży sentyment”, z Hanią Hryniewicką, filmową Julką z filmu „Tarapaty”, rozmawia Kalina Cyz.

Hania Hryniwicka

KC: Haniu, nie będziemy przed czytelnikami udawały, że się nie znamy. Spotkałyśmy się w teatrze – najpierw na warsztatach teatralnych, następnie przy pracy nad spektaklem, w którym grałaś („Moja pierwsza śmierć w Wenecji”, reż. Tomasz Cyz, Teatr Dramatyczny w Warszawie). Wspominam o tym, bo u Ciebie w sposób dość naturalny, po debiucie teatralnym przyszedł czas na film. A Ty sama co wolisz: granie w teatrze, czy w filmie?

HH: Lubię i jedno, i drugie, z obu czerpię taką samą przyjemność.

KC: Myślisz, że praca aktora filmowego i teatralnego się czymś różni?

HH: Podczas pracy na planie filmowym nie muszę od razu znać na pamięć całego tekstu, intensywniej pracuje się nad każdą sceną i można ją w nieskończoność powtarzać. To duże ułatwienie. W teatrze za to mam kontakt z widzem. Od razu wiem, czy sztuka się podoba, widzę, jak ludzie reagują. Poza tym w teatrze cały czas spotykam tę samą ekipę, małe grono ludzi, więc zaprzyjaźniamy się. Na planie filmowych tych ludzi jest dużo i czasem widzimy się tylko raz.

KC: A lepiej grać dla dorosłych, czy dla dzieci?

HH: Wolę dla dzieci, bo więcej rozumiem z tego, co gram, język jest bardziej przystępny. Praca w sztuce dla dorosłych ma za to ten plus, że jest się traktowanym jako dorosły. To fajne uczucie.

KC: Jest już po premierze filmu, więc możemy o nim bez tajemnic rozmawiać. Lubisz ten film? Czym „Tarapaty” są dla Ciebie?

HH: Jako film to dla mnie coś bardzo ważnego. To mój pierwszy film, więc wiadomo, że mam duży sentyment. Kiedy go oglądam, przypominam sobie jak graliśmy, czy było późno, wcześnie, ciepło, zimno, zabawnie, czy się czegoś bałam. Te wszystkie obrazy stają mi przed oczami. To bardzo miłe.

KC: Haniu, „Tarapaty” to nie tylko film, prawda? Wydana została też książka pod tym samym tytułem. Czytałaś ją?

HH: Bardzo mi się podobała, bo znalazły się w niej sceny, które z różnych powodów zostały usunięte z filmu. Świetnie się czyta o tym, jak rozwalam telefon na głowie Olka. Fajne jest też to, że w książce rodzeństwem Olka są bliźniaki (dzieci, którymi opiekowała się Agata), a w filmie jest tylko jedno dziecko. No, a przecież wiadomo, że bliźniaki mogą być zabawniejsze…

KC: Ale zapewne gra z bliźniakami byłaby trudniejsza. Aktorzy często mówią, że trudniej gra się też ze zwierzętami. A Tobie jak grało się z psem?

HH: Filmowy Pulpet to suczka Marlenka. To prawdziwa gwiazda, bo gra w wielu polskich filmach. Dlatego czasem trzeba było szybko kręcić z nią sceny, bo się spieszyła na inny plan. Często musieliśmy jej dawać parówki, by zechciała zrobić to, co było w scenariuszu. Słodka psina.

KC : Kto z ekipy filmowej zaskarbił sobie miejsce w twoim sercu?

HH: Wszyscy byli cudowni, mili, wszyscy się o mnie troszczyli i mi pomagali. Najbardziej jednak zżyłam się z panią Martą, reżyserką.

KC: Haniu, pewnie wszyscy Cię teraz o to pytają: czy chcesz być w przyszłości aktorką?

HH: Tego jeszcze nie wiem. Na razie bardzo mi się podoba taka praca. Ale to za wcześnie, by tak się ostatecznie określić. To wszystko jeszcze zależy. Myślę o kilku innych zawodach, na przykład scenografa.

KC: Zatem o czym marzy Hania Hryniewicka?

HH: Żeby mieć własnego konia i jak najczęściej na nim jeździć.

KC: O, czyli gdyby powstawał remake filmu „Karino” – znasz ten film mam nadzieję, zgłosiłabyś się na casting?

HH: Na pewno bym się zgłosiła! Mogłabym połączyć moje dwie pasje: konie i aktorstwo. Byłoby cudownie (śmiech).

KC: Powiedz nam jeszcze na koniec – czy ciężko było połączyć pracę nad filmem ze szkołą?

HH: Przyznam, że łatwo nie było, bo przez nieobecności spowodowane planem zdjęciowym narobiłam sobie sporo zaległości w szkole. Na szczęście potem jakoś dałam radę to nadrobić. Ale tak, to trudne do pogodzenia na dłuższą metę.

KC: Masz fajną klasę i przyjaciół, jak twój filmowy partner, Olek?

HH: Mam fajną klasę i dużo przyjaciół. Moje przyjaciółki to Frania, Asia, Hania i Zosia, które były ze mną na premierze filmu.

KC: Dziękuję Ci za rozmowę i życzę, by wszystko, o czym marzysz, spełniło się, a przyjaciele zostali z Tobą na zawsze.

HH: Dziękuję również i zapraszam jeszcze do kin!

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz