„Zagadka zaginionej kamei” – recenzja książki

O czym może marzyć miłośnik powieści i programów detektywistycznych? Oczywiście o tym, żeby kiedyś samemu móc sprawdzić się w roli detektywa. Babcia Piotrka i Jagi była właśnie taką osobą, ale czy podejrzewała, że kiedyś padnie ofiarą złodzieja, którego sama będzie musiała wytropić?

Pewnie nie, ale na szczęście w poszukiwaniach nie była sama. Pomogli jej wnuk, wnuczka i ich nowa sąsiadka. Piotrek i Jaga musieli pójść do babci, bo mama potrzebowała chwili spokoju. Wychodząc z domu, spotkali dziewczynę, która niedawno dołączyła do klasy Piotrka. Dziewczyna ma na imię Anka i spontanicznie dołącza do rodzeństwa. Cała czwórka (bo Piotrkowi i Jadze towarzyszy jeszcze ich szczur Sherlock) nawet nie podejrzewa, że nie będzie to zwyczajna wizyta u babci. Od progu widzą, że starsza pani jest zdenerwowana. Wszystko dlatego, że zaginęła bardzo cenna pamiątka rodzinna i kopia bezcennej ozdoby, która była własnością księżnej Izabeli Czartoryskiej. Dzieci nie tracą zimnej krwi i pytają babcię, kto tego dnia ją odwiedzał i kiedy dokładnie zauważyła, że kamea zniknęła.

Babcia jest osobą bardzo oryginalną, zajmującą się wieloma rzeczami jednocześnie. Na drobiazgi raczej nie zwraca uwagi, ale szczegółowe pytania dzieci pozwalają im ustalić, że tego dnia babcię odwiedzili: sąsiadka, listonosz i monter telewizji kablowej. Czy ktoś z nich mógł to zrobić? Sąsiadka przyszła po to, żeby babcia przymierzyła sweter. Listonosz przyniósł paczkę, a przy okazji wypił szklankę kompotu. A monter? Ten wydaje się najbardziej podejrzaną osobą. Nie dość, że był ubrany w garnitur, to jeszcze nie udało mu się niczego naprawić! Jednak kiedy babcia dzwoni do jego biura, okazuje się, że wcale nie był przebierańcem… Dzieci chcą, żeby babcia zadzwoniła na policję, ale ona woli wcześniej samodzielnie sprawdzić wszystkie tropy.

„Zagadka zaginionej kamei” trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Moim zdaniem to jedna z najlepszych, a może nawet najlepsza polska książka detektywistyczna dla młodych czytelników. Świetnie napisana. Zagadka, którą muszą rozwiązać bohaterowie, wydaje się prosta. Podejrzanych jest niewielu, a wszystko musiało wydarzyć się w mieszkaniu babci. A jednak… Pytania się mnożą, a odpowiedzi na nie znaleźć trudno. Co więcej, w poszukiwania przestępcy włączeni zostają również czytelnicy. Na końcu każdego rozdziału czeka na nich pytanie związane z opisanymi wydarzeniami. Czy dzieci sobie z nimi poradzą? Jeśli będą czytać uważnie i zwracać uwagę na szczegóły, nie powinny mieć z tym żadnego problemu. W przeciwnym wypadku zawsze będą mogły przeczytać dany rozdział raz jeszcze. Z przyjemnością oczywiście, bo książkę Marty Guzowskiej czyta się jednym tchem. Oczywiście po to, żeby jak najszybciej dowiedzieć się, gdzie jest kamea.

Magda Kwiatkowska-Gadzińska
Ocena 5

Detektywi-z-tajemniczej_Zagadka-zaginionej-kamei

Zagadka zaginionej kamei

Marta Guzowska
ilustracje Agata Raczyńska
wyd. Nasza Księgarnia, 2018
wiek: 6+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz