„Pucio na wakacjach” – recenzja książki

Jeśli tak jak ja i mój syn długo wyczekiwaliście nowych przygód Pucia, to moja recenzja może was głęboko rozczarować… Jest nieprzyzwoicie pozytywna i rozpływam się w zachwytach. W naszym domu Pucia uwielbiamy z moim obecnie trzylatkiem, a miłość ta trwa, odkąd syn skończył 10 miesięcy. Wówczas pojawiła się pierwsza książka z tej serii.

Jak już wspomniałam, bardzo wyczekiwaliśmy nowej części z przygodami Pucia. Zwłaszcza ja. Od jakiegoś czasu, kiedy mój syn ponownie sięgał po książeczki z tej serii, mój entuzjazm do wieczornego czytania jakby zanikał… Bo trudno mówić o czytaniu, kiedy zna się całą książkę na pamięć.

I nagle jest! Mamy najnowszego „Pucia”. Po powrocie dzieci z przedszkola pokazuję im nową książeczkę i słyszę: „Ojej, nowy Pucio! Przeczytamy?”. Zatem jak mogłam odmówić. Dodam tylko, że tej ekscytacji nie wyrażała mina mojego pięciolatka, który również poprzednie części Pucia zna na pamięć. W końcu zawsze wspólnie czytamy.

Nie będę robić suspensu, jak u Hitchcocka. Obaj synowie słuchali jak zaklęci nowych przygód książkowych bohaterów. Tylko od czasu przerywając, by zadać jakieś pytania. Najważniejsze z nich to, „A dlaczego nie ma nic o Bobo?”. Sami jesteśmy rodziną z trójką dzieci i aktywność najmłodszego członka rodziny Pucia była dla moich synów bardzo istotna. Ale trudno uczynić z tego minus dla książki, w końcu każda rodzina jest inna.

Przechodząc teraz bardziej do treści niż do naszych wrażeń, książka, podobnie jak cała seria, charakteryzuje się przejrzystymi ilustracjami, zdecydowanie z większą ilością tekstu niż dotychczas. Jednak nie ma się czemu dziwić, skoro Pucio rośnie wraz ze swoimi czytelnikami. Tak samo zmienia się nieco przekaz książki, który spokojnie może zadowolić dzieci w wieku od trzech do pięciu lat (nie sprawdzałam na sześciolatkach, bo nie mam takiego w domu, więc asekuracyjnie ograniczam się do wspomnianego przedziału wiekowego).

Pucio wraz z rodziną wyrusza na prawdziwą wakacyjną przygodę i pokazuje swoim czytelnikom, jak świetnie można się na takiej wycieczce bawić. Jakim ciekawym doświadczeniem może być podróż kamperem czy nocowanie w namiocie. Że przyjemności czekają nie tylko nad morzem, ale i nad jeziorem (oraz w poprzedniej części w górach). Że burza to nic strasznego i że w lesie także nie można się nudzić. Dzieci zdobywają podstawowe informacje o grzybach. Dowiadują się, co to jest „skansen”. A także przeżywają przygodę na statku pirackim. Natomiast rezolutna Misia namawia Pucia (i czytelników) do jedzenia ryb!

Aż jestem zaskoczona ilością informacji, jakie autorce udało się przekazać dzieciom, na wydawałoby się niewielu stronach. Nam wieczór na czytaniu „Pucia na wakacjach” upłynął błyskawicznie. Na pewno nie był to jedyny raz, kiedy ta książka będzie nam towarzyszyła podczas czytelniczego rytuału. W zasadzie sama nie mogę się doczekać kolejnego z nią spotkania. Ponieważ część naszych wakacji spędziliśmy właśnie nad morzem, chłopcy byli uradowani, że Pucio i Misia spędzają czas na plaży, tak jak oni: zasypują tatę w piasku, budują zamek, szukają skarbów i skaczą przez fale.

Zapomniałabym o najważniejszym! Seria o Puciu została stworzona z myślą o wspieraniu nauki mówienia, a w dalszych częściach skupia się na poprawnym wymawianiu liter, głosek, słów. Po raz pierwszy w części „Pucio na wakacjach” zostały dołączone ćwiczenia na gimnastykę buzi i języka. Oczywiście w formie zabawy. Zapewne dzieję się to dopiero po raz pierwszy, ponieważ po raz pierwszy książka dedykowana jest do starszej grupy czytelników. Ćwiczenia są zabawne, a niekiedy i pyszne. Dzieci na pewno chętnie będą gimnastykować swoje narządy mowy, gdy zaproponujemy im zabawę z Puciem i Misią.

Paulina Porczyńska

pucio

Pucio na wakacjach. Ćwiczenia wymowy dla przedszkolaków

Marta Galewska-Kustra
il. Joanna Kłos
wyd. Nasza Księgarnia, 2018
wiek: 3+

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz