„Drzewo Darów” – recenzja

Dawno nie czytałam tak pięknej książki. „Drzewo Darów”, wydane przez oficynę Kinderkulka jako propozycja dla dzieci, to właściwie przypowieść dla dorosłych – o miłości, przyjaźni, dawaniu i braniu, ale i – a właściwie przede wszystkim – o sensie upływającego i mijającego bezpowrotnie życia.

Oczywiście każdy tu znajdzie coś dla siebie. Młodszy czytelnik na pewno również odczyta wiele sensów, jednak na pewno ze względu na bardzo prostą, skromną formę – wręcz skrótową – zarówno jeśli chodzi o warstwę słowną, jak i obraz (można by powiedzieć wręcz szkicowe, czarno-białe rysunki), najmłodsi mogą mieć problem z pełnym odbiorem całej symboliki i metaforyki tej książki. Co nie zmienia faktu, że warto ją czytać, rzecz jasna, nawet z maluchami.

Opowieść-przypowieść jest piękna. Mówi o pewnym chłopcu i pewnym drzewie – jabłoni oraz ich wzajemnej miłości i zmieniającej się z czasem relacji. Młody człowiek przychodził do drzewa codziennie, zbierał liście, bawił się nimi, wchodził na drzewo, huśtał na jego gałęziach, jadł jego owoce i korzystał z innych uroków rośliny, takich jak np. jego cień. Z wiekiem jednak chłopiec odwiedza drzewo coraz rzadziej, a gdy się zjawia któregoś razu, stwierdza, że jest już za duży na chodzenie po drzewach. Teraz szczęście przynieść mu mogą jedynie pieniądze. Drzewo dało więc chłopcu swe owoce, by mógł je sprzedać, i mieć z tego to, czego potrzebuje.

Historia jest niezwykle wymowna. Chłopiec tak przychodzi jeszcze do jabłoni kilka razy, starzejąc się przy tym coraz bardziej. Drzewo oddawało mu wszystko, co miało – owoce, gałęzie, drewno. Dawało wszystko. Oddało siebie. Człowiek potrafił jedynie brać. Na koniec nie pozostaje nic poza pniem i staruszkiem, który na nim siada, by odpocząć, bo życie znużyło go i zmęczyło. Drzewo i w takim momencie jest gotowe mu pomóc, dać mu miłość.

Autor i ilustrator w jednej osobie – Shel Silverstein, stworzył dzieło niezwykłe, bardzo proste, choć jednocześnie bogate w wymowie. Strona graficzna książki jest niezwykła, bo wspomniane szkicowe rysunki są o wiele mocniejsze niż gdyby były pełniejsze, kolorowe czy bardziej rozbudowane. Nawet liternictwo tytułu zostało tu dopracowane: napis tytułowy przypomina bowiem powyginane gałęzie drzewa albo, jak kto woli – powycinane patyczki.

„Drzewo Darów” to lektura obowiązkowa dla każdego.

Magda Raczek

drzewo daróww

Drzewo Darów

Shel Silverstein
wyd. Kinderkulka 2017

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz