„Moje dwa kółka” – subiektywna recenzja książki

Czasem zdarza się tak, że książka nam się ogromnie podoba. Jest w ulubionym, dużym formacie; pięknie wprost ilustrowana; ma jakieś nieoczywiste treści; ważny dla dzieci temat; i jest po prostu piękna. Czasem się zdarza, że taka książka staje się naszą ulubioną książką na długie miesiące, a nawet lata. Czasem się tak zdarza, a czasem nie…

moje dwa kółka

„Moje dwa kółka”, Sebastien Pelon, Wydawnictwo TADAM, Warszawa 2018 bardzo mi się podoba i od tego chcę zacząć! Ogromnie cenię sobie autorów, którzy planują ilustracje na całe rozkładówki dając tym samym dzieciom (i nam rodzicom) przestrzeń do rozmowy, zadawania pytań i poznawania świata. Oto bowiem mały chłopiec nudzi się w swoim pokoju, bo „brzydka jest dzisiaj pogoda, aż nie chce się wychylać nosa z domu”. Mama proponuje mu jednak wyjście na dwór. Chłopiec wychodzi i… spotyka „śmieszne Coś” na bardzo małym rowerku. Chłopiec nie zastanawiając się długo też wskakuje na rower i jedzie w ślad za futrzaną kuleczką. Zaczyna się fascynująca droga do… samodzielności, dorosłości i umiejętności jazdy na dwóch kółkach. Kto pomaga chłopcu? Nie tata, nie mama – tylko biała, futrzana kulka w czerwonej czapeczce! Wyimaginowany przyjaciel, jakiego dziecko miewa na pewnym etapie swojego życia. Nigdy nie zapomnę Bombula – przyjaciela mojej córeczki, który nie uczył jej jeździć na rowerze, ale zmalował w domu „to i owo”…

Autor doskonale przedstawia tę „wspólną” przygodę zabiegiem wprowadzenia stron komiksowych. Chłopiec nie tylko pożegna dodatkowe kółka, ale przeżyje z przyjacielem niesamowite przygody. Czy o nich opowie rodzicom? A czy wy byście uwierzyli, że dodatkowe kółka od roweru waszym dzieciom schrupała futrzana kulka? No właśnie!

Książka jest prawie idealna… prawie, niestety. Brak jej korekty, nad czym ubolewam ogromnie.

Kalina Cyz

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz