„MeloKoncert” – wspaniałe odkrycie – recenzja

W trzecią sobotę października udaliśmy się na MeloKoncert. I właśnie tu, na samym początku, ja się pytam, dlaczego? Dlaczego ja odkryłam te koncerty TAK późno! Dopiero teraz, przy trzecim dziecku?!

To było fantastyczne 40 minut w świecie muzyki z wspólnym śpiewaniem, tańcem, rytmicznym recytowaniem i słuchaniem muzyki wykonywanej na żywo na kilku instrumentach. Był to czas, który zleciał nam błyskawicznie. I każde z moich trojga dzieci bawiło się wspaniale.

MeloMaluchy

Pięciolatek miał możliwości uczestniczenia w zabawie na 100%, zarówno wokalnie, jak i ruchowo. Choć muszę przyznać, że z racji dedykowanej grupy koncertów, czyli do 3. roku życia, w moim odczuciu był on tam takim trochę słoniem w składzie porcelany. Spróbujcie usadzić w bezruchu żywiołowego odbiorcę, kiedy inne dzieci się poruszają… natomiast jego pełna energii ekspresja zdecydowanie dominowała przestrzeń wypełnioną maluszkami. Zresztą bardzo podobne odczucia miałam względem mojego trzylatka. Jak dla mnie zdecydowanie na MeloKoncert należy wybrać się z dzieckiem w wieku 0-2 lata, zaś starszakom zapewnić na ten czas inne rozrywki. Nie oznacza to jednak, że starsze dzieci nie odnajdą przyjemności w takiej formie przekaz. Wprost przeciwnie. Bawić się będą świetnie, jednak powinny być otoczone zbliżoną grupą wiekową.

Natomiast moja najmłodsza niewiasta, która właśnie skończyła roczek, bawiła się na koncercie wybornie. Bezcenny był jej wzrok, kiedy zabrzmiały pierwsze dźwięki muzyki. Aktywnie uczestniczyła w zajęciach, coś sobie pokrzykując, wędrując po salce czy podrygując delikatnie w rytm muzyki. Niezwykle atrakcyjne były dla niej rekwizyty, rozdawane wśród publiczności podczas koncertu. Hitem były żółte zwiewne chustki, które wirowały w powietrzu czy też pozwalały na zabawę w „a kuku”.
Koncert tak bardzo przypadł mi do gustu, że postanowiłam córkę zapisać na regularne zajęcia umuzykalniające, prowadzone według teorii uczenia się muzyki Edwina Eliasa Gordona. Wszystkie panie realizujące koncert prowadzą właśnie zajęcia gordonowskie, czyli gordonki, polegające na stymulowaniu słuchu malutkich dzieci za pomocą śpiewu, rytmu i ruchu. Na szczęście jedne z nich odbywają się blisko mnie. Także uwaga! Nadciągamy.

Paulina Porczyńska

MeloKoncerty

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz